30.07.2016

NOWE ŻYCIE 30

~ MANUELA ~

Nastał Sierpień, a tym samym urodziny Antka i moje, które wypadały w tym samym dniu, ja obchodziłam swoje dwudzieste urodziny a mały szóste, z wyczekiwaniem czekałam na Rebekę, która miała zjawić się dziś z dziećmi. Zabrałam się za sprzątanie, co zajęło mi co najmniej dwie godziny. Kiedy uporałam się z porządkami, nadszedł czas na ustrajanie domu, zwerbowałam Nikki do pomocy, na czas nieobecności chłopaków, którzy udali się całą czwórką na ''dzień zabaw''. 
- W czym mogę służyć? - Nikki zjawiła się punktualnie
- Proszę zająć się dekoracją wnętrz - poleciłam 
- Tak jest! - Nikki stanęła na baczność z uśmiechem, po czym zabrała się za dmuchanie balonów i rozwieszanie serpentyn.
Kiedy dekoracje były gotowe, udałyśmy się do kuchni, zająć się przygotowaniem jedzenia. Kiedy ja pichciłam przy garnkach, Nikki sprawnie zajęła się przystawkami i nakrywaniem stołu. 
- Uff, zmęczyłam się - zagadnęła, kiedy usiadłyśmy w fotelach po skończonej pracy
- Ja też - odpowiedziałam, ścierając pot z czoła.
- Napiłabym się drinka - spojrzała na mnie z przekąsem
- Już się robi - odpowiedziałam, po czym udałam się do kuchni, po chwili przyniosłam tacę z drinkami, Nikki od razu chwyciła za swoją szklankę. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi
- Oho! To pewnie Rebeka - uśmiechnęłam się, po czym poleciałam otworzyć, ściągając w pośpiechu fartuszek
- Na pewno - odwzajemniła mój uśmiech Nikki, po czym poczłapała za mną
- Witamy w Detroit - powitałam Rebekę i moje przyrodnie rodzeństwo
- O mało się nie zgubiłam - głęboko westchnęła, po czym posłała mi szeroki uśmiech
- To prawda, pół godziny męczyła się z mapą - zaśmiała się Victoria
- Cieszę się, że was widzę - pocałowałam wszystkich w policzek
- Kogo moje oczy widzą? - Rebeka uściskała także Nikki która stanęła przy mnie, po czym wszyscy udaliśmy się do pokoju - Pięknie masz tutaj - zwróciła się do mnie, po czym poszła oglądać mieszkanie
- Oj tak, gdyby nie wasze wsparcie mieszkałabym pewnie w jakimś hotelu - zamyśliłam się
- No, w każdym razie udało ci się - krzyknęła z kuchni, po czym wróciła i uściskała mnie za dłoń
- Może się czegoś napijecie? - Nikki posłała uśmiech gościom
- A tak, poproszę - Rebeka zwróciła się do przyjaciółki - może wodę, z cytryną
- A wy? - teraz przeniosła wzrok na Andrewa i Victorię
- My podziękujemy - odpowiedzieli zgodnie
- To chodźcie pomóc mi pokroić ciasto - powiedziała Nikki, tym samym dając mi szansę rozmowy z Rebeką
Kiedy wszyscy zniknęli za ścianą kuchni, Rebeka od razu posmutniała, zauważyłam to, po czym usiadłam obok niej
- Gdzie jest mój najmłodszy syneczek? - zwróciła się do mnie
- Nikodem zabrał go do Parku Rozrywki wraz z Kacprem i chłopakiem Nikki
- Ah tak, mogłabyś schować gdzieś te prezenty? - podała mi torebki
- Jasne
Kiedy wróciłam Rebeka zagadnęła - Co z Antosiem? Trzyma się? Opowiadaj
- Miał ciężki okres, bywało, że nie mogłam do niego dotrzeć... Gdyby nie pomoc Nikodema, musiałabym teraz szukać psychologa - Rebeka zakryła usta ręką
- Kurczę, faktycznie to straszne, ale cieszę się że masz takie wsparcie... Mnie też bardzo brakuje Johna
- Tak jak mnie - spuściłam wzrok
- A mama się odzywała?
- Nie, odkąd zadzwoniłam z informacją o śmierci ojca, nawet nie wysłała wiadomości, rozpłynęli się
- Dziwna kobieta - Rebeka zrobiła zniesmaczoną minę - może to lepiej, że nie macie kontaktu. - położyła swoją dłoń na mojej, po czym dodała - Dobrze zrobiłaś, wnosząc o prawa do Antka. Lepiej mu będzie z tobą.
- Masz rację, czuję się wolna. Strasznie długo o nie walczyłam, ale sąd w końcu mi je przyznał, przecież mam dach nad głową, zarabiam, więc jestem w stanie zapewnić mu dobre warunki, i zastąpić matkę - powiedziałam, po czym odpaliłam papierosa.
Nikki wróciła z ciastem. Zbliżała się godzina imprezy, zaczęli schodzić się już pierwsi goście, koledzy Antosia, których przyprowadzili rodzice, Nikki co chwila zabierała prezenty i chowała w pokoju małego. Nie długo potem pojawiła się Van z Louisem, a zaraz po nich Meredith. Siedzieliśmy w salonie kiedy od drzwi słychać było radosny śmiech Antka i gwar rozmów chłopaków.
- No w końcu! - wyleciałam na korytarz - już się bałam, że was wywiało - pomogłam bratu się rozebrać. 
- Mały nie chciał wracać - Neymar się uśmiechnął, po czym powiesił kurtki na wieszaku
- Chodźcie do salonu - zaprosiłam mężczyzn, a Antoś poszedł do swojego pokoju powitać kolegów, którzy mieli swoją imprezę w pokoju obok. Brakowało tylko Becky, dziewczyny Kacpra, zjawiła się tuż przed tortem. 
- Zapraszam na tort! - zawołałam z kuchni, Nikki w tym czasie udała się po młodsze towarzystwo, gdyż jedliśmy wszyscy wspólnie. 
Przyniosłam tort Antka, a Nikodem wniósł mój. Po piosence dla solenizantów nadszedł czas na toast.
Nie obyło się bez krzyków dzieci, kiedy Nikodem otwierał dla nich szampana i przez przypadek korek wystrzelił w żyrandol, który o mało nie spadł na dywan. Kiedy zdmuchnęliśmy świeczki i pomyśleliśmy życzenie, Nikki pomogła mi z rozdaniem po kawałku gościom. 
- Świetna impreza - zagadnęła Becky, kiedy zmywałam talerze po torcie, i przynosiłam co rusz nowe szklanki, lub donosiłam jedzenie
- Dziękuję, chciałam aby mały miał pociechę
- Udało ci się! Słyszysz jak szaleje w pokoju obok? - zaśmiała się
- I to mnie cieszy - odpowiedziałam, po czym obie wróciłyśmy do gości
Urodziny trwały w najlepsze, kiedy ktoś zadzwonił do drzwi
- Spodziewasz się kogoś? - Nikki spojrzała na mnie z zaciekawieniem
- Oczywiście, że nie - odpowiedziałam zgodnie z prawdą, po czym poszłam otworzyć. To, kogo zobaczyłam przyprawiło mnie o zawrót głowy, w drzwiach stała mama, Tomasz i Adela
- Niespodzianka! - zawołali chórem
- Co wy tu robicie? - nie mogłam wyjść ze zdziwienia
- Skończyłaś ostatnie naście! - Adela wręczyła mi prezent
- Nie wiem, czy to dobry pomysł, abyście tu byli - odpowiedziałam, po czym niechętnie postawiłam torbę z podarunkiem obok swoich nóg
- Manuela, kto to? - Rebeka przyszła zobaczyć
- Mama... - nie zdążyłam wymienić wszystkich, bo moja macocha wpadła w szał
- Jak śmiesz tutaj przychodzić? Nie wstyd ci? Nie byłaś na pogrzebie własnego męża, nie odzywałaś się, ani razu nie spytałaś co u małego a teraz tak po prostu przychodzisz? 
- Nie wtrącaj się panienko, bo zrobię ci krzywdę - odezwał się Tomasz
- Tego już za wiele, wynoście się stąd - zdobyłam się na odwagę, ich mina była bezcenna
- Żebym was tu więcej nie widziała - Rebeka groziła palcem, po czym zamknęła drzwi z hukiem, momentalnie się rozpłakałam, przytuliła mnie, po czym poszłyśmy do łazienki, abym mogła doprowadzić się do porządku. Po piętnastu minutach wróciłyśmy do gości.
- Kochanie, kto to był? - Nikodem do mnie podszedł i objął ramieniem
- Listonosz - odpowiedziałam, po czym się w niego wtuliłam.
Kiedy impreza dobiegła końca, położyłam się spać. Nie miałam siły niczego sprzątać, chciałam jak najszybciej zasnąć i zapomnieć o tym felernym dniu. Na szczęście Nikodem wszystkim się zajął, wiedziałam, że zawsze mogę na niego liczyć.


28.07.2016

NOWE ŻYCIE 29

~ NIKKI ~


Ślub Van i Louisa zbliżał się wielkimi krokami, a my wciąż nie mieliśmy z Neyem prezentu, postanowiliśmy że najlepszym podarunkiem dla przyszłej młodej pary będzie bukiet kwiatów, dobre wino i gotówka w kopercie. Miesiąc przed ślubem udałam się do sklepu z sukniami, Ney straszliwie się nudził, podczas doradzania mi, w której ładniej wyglądam. Zadzwoniłam do Manueli
- Halo? - usłyszałam
- Potrzebuję kobiecej rady!
- Co się stało?
- Nie wiem jaki kolor sukienki mam wybrać...
- A jaki masz kolor paznokci?
- Beżowy
- Myślę, że najbardziej odpowiednim kolorem będzie dojrzała Morela
- Racja! Dzięki kochana
- Nie ma za co
- A ty wiesz już w czym pójdziesz?
- Jasne, w małej czarnej
- Zapomniałam, że to twój ulubiony kolor
- Zgadza się, dalej jestem w żałobie i nie wiem czy będę w stanie się bawić
- Pamiętam, ale daj spokój! Minął już cały rok od śmierci twojego ojca, możesz sobie pozwolić na małą odskocznię
- Masz rację - usłyszałam, po czym się rozłączyłam
Po długich poszukiwaniach wreszcie udało mi się znaleźć sukienkę zbliżoną do pomysłu Manueli, bez wahania ją kupiłam...
Kiedy wieszałam suknię do szafy, ujrzałam Neya w beżowym garniturze, oniemiałam z wrażenia, nie mogąc oderwać od niego wzroku
- Wiem, że ci się podobam - puścił mi oczko
- Aż tak to widać? - podeszłam do niego i pocałowałam w policzek
- Troszkę. Zatańczymy księżniczko? - Ney wyciągnął do mnie rękę
- Jasne - odpowiedziałam, po czym zatraciłam się w tańcu

***
Minęły dwa miesiące, udałam się do Van, aby pomóc jej w ostatnich poprawkach. Przyszłam do niej wprost od kosmetyczki.
- Nikki, nie mogę upiąć włosów
- Spokojnie, pomogę ci - pocieszyłam przyjaciółkę i pomogłam jej z fryzurą. Jej włosy były śliczne, długie i brązowe. Bez chwili namysłu wyprostowałam je i spięłam spinkami tak aby z łatwością można było wpiąć welon - Skoro włosy mamy pod kontrolą, teraz pora na sukienkę - wyjęłam ją z szafy podczas gdy Van sięgała po buty
- Jest śliczna
- Wiem, dlatego ją kupiłam - uśmiechnęła się
Sukienka faktycznie wyglądała jakby była stworzona dla Van, biust oplatały złote wzorki, podczas gdy talia pozostała biała, reszta była lekko zaokrąglona i pomarszczona na dole
- A gdzie się podziała moja rękawiczka? Przed chwilą ją tu widziałam - rzekła Van rozglądając się w około. - Nikki oddaj mi ją - powiedziała z uśmiechem, kiedy zobaczyła rękawiczkę na mojej ręce
- Proszę - podałam jej, lustrując przez chwilę
- Dlaczego tak patrzysz?
- Chyba czegoś brakuje - przymrużyłam oczy
- Tak? Co takiego?
- Welonu - odpowiedziałam, wyciągając go zza pleców. Wpięłam go w jej włosy, przytuliłam do siebie i powiedziałam - wyglądasz cudownie
- Dziękuję, teraz ty - rzekła, po czym podała mi sukienkę która leżała na łóżku, wzięłam ją i natychmiast ubrałam, sięgała mi do ud, biust był wykończony czarną koronką a od talii miała turkusowy odcień. Całość ozdobiłam czarną bransoletką, szpilkami w tym samym kolorze i trurkusowymi kolczykami, włosy podkręciłam i wypuściłam swobodnie na ramiona.
- Wyglądasz cudnie - odrzekła Van
- Nie tak dobrze jak przyszła panna młoda - uśmiechnęłam się, po czym podałam jej kwiaty - Chodź, Louis czeka.
Wsiedliśmy do Limuzyny. Przyszła para młoda usiadła po jednej stronie, a my z Neyem po przeciwnej, objął mnie w talii, a ja oparłam się o jego tors. Po chwili usłyszałam ciche - Ślicznie wyglądasz
- Dziękuję - czułam, że się rumienię. 
Przez całą drogę Van była strasznie blada, Louis starał się ją uspokoić, lecz nic to nie dało. W końcu dojechaliśmy. Weszliśmy tuż za parą młodą. Kościół przystrojony był bielą, dodatkami okazały się czerwone róże. Przez cały czas od wejścia do Kościoła, po dotarcie pary młodej do ołtarza, słychać było zachwyt gości. Kiedy Louis powtórzył ostatnie słowa przysięgi, Neymar podał obrączki. Po skończonej ceremonii wszyscy udali się przed Kościół, aby obsypać nowożeńców ryżem i złożyć życzenia, stanęłam z boku, tuląc się do piłkarza. Po życzeniach, nadszedł czas na zdjęcia, nie obyło się bez problemów ze światłem, czy ustawieniem, mimo to wszyscy świetnie się bawili. Po skończonej ceremonii udaliśmy się na salę, gdzie miało odbyć się wesele. Wszyscy wstali i wtórnie wznieślimy toast za parę młodą. Zabawa trwała w najlepsze. W tłumie zauważyłam Manuelę
- Ślicznie wyglądasz - zaczęłam
- Dziękuję, ty też całkiem nieźle - posłała mi uśmiech
Wymieniłam z nią jeszcze kilka słów, po czym wróciłam do stolika.

***     


Nadszedł czas, na rzucanie welonem i krawatem. Kapela prosiła najpierw panie, aby ustawiły się na środku, nie miałam ochoty tam iść ale oczywiście Van z Manuelą musiały mnie wyciągnąć. Wszystkie dziewczyny czekały tylko na moment aby złapać welon, po krótkiej chwili wszystko było jasne, welon wpadł prosto w ręce Manueli, podniosła go wysoko do góry, aby każdy mógł zobaczyć
- Szykuje się następny ślub - usłyszeliśmy prosto z mikrofonu piosenkarza, na sali powstał gwar
Wkrótce przyszła pora na panów, szczęśliwcem który złapał krawat okazał się Nikodem. Po skończonych oczepinach, przyszła pora na taniec par młodych, nowożeńców i szczęśliwców którzy złapali welon i kwiaty. Po chwili zdało się słyszeć okrzyki gości ''GORZKO!, GORZKO!''
Pary całowały się co najmniej przez dwie minuty, dopóki okrzyki nie ustały, a ich miejsce zastąpiły gorące oklaski.
Zabawa trwała do czwartej nad ranem,Ney ciągle porywał mnie do tańca, a ja nie miałam serca by mu odmówić. Wykończona udałam się z Neyem do domu. 
Po południu obudziłam się z ogromnym bólem głowy, pierwsze co zrobiłam to zeszłam do kuchni, po butelkę wody
- Kochanie, gdzie są jakieś tabletki? - Ney objął mnie w pasie - strasznie boli mnie głowa
- Cierpimy na to samo - rzekłam, po czym wyswobodziłam się z jego objęć, w poszukiwaniu pigułek na ból głowy - proszę - wręczyłam mu jedną 
- Jedna nie wystarczy... - Ney się skrzywił. Po krótkiej chwili zastanowienia podałam mu również następną, po czym sama łyknęłam dwie.  Z trudem doczłapałam się na górę, czułam każdy mięsień ciała, marzyłam aby z powrotem móc położyć się do łóżka, kiedy tylko znalazłam się w miękkiej pościeli, zamknęłam oczy i obudziłam się dopiero następnego dnia, wtulona do mojego mężczyzny.