11.11.2016

NOWE ŻYCIE 44

 ~ NIKKI ~

- Kochanie, zrobił byś coś dla mnie? - zapytałam piłkarza, gdy siedzieliśmy w salonie
- A czego sobie życzysz?
- Chciałabym pojechać do dziadków, do Polski. Mieszkają tam z moimi siostrami
- Nie mówiłaś, że masz jeszcze inne rodzeństwo oprócz Kacpra
- Uważałam, że to mało istotne. Kiedy moi rodzice nas zostawili potrzebowałam zmian, nie mogłam mieszkać w domu w którym wszystko mi o nich przypominało. Musiałam się wyprowadzić. Kacper mi pomógł i zamieszkał ze mną, żebym nie czuła się samotna. Siostry są jeszcze małe, i opiekują się nimi dziadkowie.
- OK, w takim razie pojedziemy. A kiedy byś chciała ich odwiedzić?
- Jak najszybciej - odrzekłam, a Ney wstał i gdzieś wyszedł, wracając po pięciu minutach.
- Jak najszybciej mówisz? - powiedział, wracając
- Tak.
- A dzisiaj wieczorem wylot ci pasuje? - zapytał, a ja rzuciłam się na niego
- Dziękuję! - powiedziałam i poszłam się pakować.

Pięć godzin później wjechaliśmy taksówką na podwórko. Ney rozliczał się z podróży z lotniska a ja wyszłam z auta i poszłam na werandę, Babcia siedziała tam z moimi młodszymi siostrami.
- Nikki - wstała i przytuliła mnie - jak ja cię dawno nie widziałam - pocałowała mnie w oba policzki
- Ja ciebie też babciu, stęskniłam się za tobą - powiedziałam prawie płacząc. Odsunęłam się od niej i przywitałam się z siostrami. Goshia, Carly - zwróciłam się do nich - Chciałabym wam kogoś przedstawić - wskazałam Neymara.
- Neymar! - zaczęły krzyczeć dziewczyny i przytulać się do niego. Kiedy już się z nim zapoznały bliżej, bo dotychczas oglądały go tylko kiedy mecz jego drużyny był transmitowany w telewizji, podeszłam z nim do Babci. - Babciu, jesteśmy zaręczeni - powiedziałam i czekałam na reakcję Babci. Wiedziałam, że ona nie była nigdy za tym, jednak zaskoczyła mnie swoim zachowaniem. Podeszła i przytuliła naszą dwójkę. - Cieszę się z tego bardzo kochanie. - Babcia pogładziła mnie po policzku.
- Babciu, a gdzie dziadek? - zapytałam, kiedy siedzieliśmy już przy stoliku.
- Dziadek... - przerwała - Dziadek, leży w pokoju. - zauważyłam, jak w jej oczach zaczęły pojawiać się łzy.
- Co się dzieje? - zapytałam zmartwiona, łapiąc ją za dłoń.
- Dziadek jest chory, przeżył już trzy zawały. Lekarz twierdzi, że musi się oszczędzać, a ja robię wszystko aby niczego mu nie zabrakło - powiedziała, całkiem się rozklejając
- Że co? - nie dowierzałam. Usiedliśmy na kanapie, na werandzie, a Babcia opowiedziała mi wszystko od początku. Nie wierzyłam, że nie można już nic zrobić.
- Pójdę do niego - stwierdziłam. Wstałam i zajrzałam do jego pokoju. - Hej dziadku - zawołałam, siadając koło niego.
- Nikki... przyjechałaś...
- No pewnie, obiecałam, że was odwiedzę, a ja zawsze dotrzymuję słowa. - Przytuliłam go mocno. - Stęskniłam się za tobą, ciągle o was myślę. Brakuje mi ciebie tam, w Santosie
- Mi ciebie też - odrzekł ochrypłym głosem
- Dziadku, chciałabym ci kogoś przedstawić - wskazałam na Neymara, który wszedł właśnie do pokoju. - Pamiętasz? To ten Neymar co oglądaliśmy kiedyś jego mecze. Śmiałeś się ze mnie, że jestem w nim zakochana.
- Pamiętam - uśmiechnął się, po czym wyciągnął rękę do chłopaka - Cześć
- Jesteśmy zaręczeni - pokazałam Dziadkowi pierścionek
- Tak szybko? Jejku, gratuluję - przytulił mnie
- Pijemy herbatę? - zapytałam
- Pijcie, ja będę leżał
- Przyjdziemy tu do ciebie - Wstałam i udałam się do kuchni zaparzyć herbaty, a Ney w tym czasie został w pokoju i rozmawiał z Dziadkiem.
- Nikki, potrzebujesz mojej pomocy? - zapytała Babcia
- Tak, dziękuję, przyda mi się druga para rąk.
Zaniosłyśmy picie do pokoju. Wypiliśmy je i poszliśmy rozpakowywać rzeczy. Mój pokój stał zamknięty. Nic się nie zmieniło. Pokój Kacpra również. On był tutaj co miesiąc, więc był na bieżąco.  Wyszłam z pokoju na werandę. Chciałam wszystko przemyśleć. Dosiadła się do mnie babcia. Porozmawiałam z nią. Nie mogłam w to uwierzyć, że dziadek jest aż tak poważnie chory. Nie mógł nawet chodzić. Strasznie przytył, wszystko go bolało. Nie chciał jeść. Na myśl o tym, że nie pójdę z nim więcej do kina, nie pojedziemy nad jezioro, nie wybierzemy się na spacer do lasu, na ryby, które tak bardzo kochał łowić, był w tym na prawdę świetny, wygrywał wszystkie zawody. Jego trofea zajmowały dwie półki, tuż obok moich osiągnięć wokalnych, w których brałam udział, gdy mieszkałam jeszcze z dziadkami. Czułam zawód, i tęsknotę. Nie wierzyłam w to, że wszystko miało się zmienić. Nie chciałam w to wierzyć. A jednak była to rzeczywistość.

Poszłam do pokoju i tak po prostu się rozpłakałam, nie dawałam sobie z tym rady w pojedynkę. Co prawda dzwoniłam do rodzinnego domu co jakiś czas, ale jednak to nie było to samo. Dziadkowie zastępowali mi rodziców. Od małego mnie wychowywali. Zanim rodzice zginęli w wypadku, rozwiedli się, mimo to utrzymywali kontakt, i zostali przyjaciółmi d l a   n a s z e g o   d o b r a, Dlatego dziadkowie wzięli nas pod swoją opiekę i wychowywali. Byłam im za to wdzięczna. Jednak z dziadkiem mam najlepszy kontakt. Siedziałam na łóżku ze skulonymi pod brodę nogami i płakałam. Poczułam jak ktoś mnie przytula. Po zapachu poznałam, że to Ney. Wtuliłam się w niego i jeszcze bardziej się rozpłakałam.
- Nie płacz - głaskał mnie po włosach
- On nie może umrzeć, nie dam rady bez niego, rozumiesz?
Ney nie mówił nic więcej, wiedział, że nic tym nie wskóra. Po prostu coraz mocniej mnie do siebie przytulał, po jakimś czasie zasnęłam.


~ NEYMAR ~

Przykryłem ją kocem i głaskałem po policzku. Nienawidzę, gdy ona jest smutna. Zrobię wszystko, żeby tylko polepszył jej się nastrój. Chciałbym jej pomóc. Wyszedłem z pokoju i zacząłem szukać jej Babci. W końcu ją znalazłem. Pracowała w polu. Podszedłem, krocząc wydeptaną ścieżką. 
- Pani Ursulo - zagadnąłem, a starsza kobieta wytarła ręce w znoszone dżinsy. Spojrzała na mnie.
- Tak Neymarze?
- Na prawdę nic się nie da zrobić dla Pana Juliana?
- Próbowaliśmy wszystkiego. Czwarty zawał jest nieunikniony. 
- A gdybym ja załatwił jakiegoś lekarza? Dobrego lekarza?
- Możesz próbować, ale nawet gdyby ci się udało, my nie mamy wystarczająco dużo pieniędzy, żeby leczyć Juliana prywatnie. Szczerze mówiąc, nie stać nas. 
- O to nie musi się pani martwić - zapewniłem ją. - Ja wszystko opłacę. 
- Nie! Nie zgadzam się Neymarze, to miłe z twojej strony, ale nie mogę na to pozwolić. - zaprotestowała
- Dla mnie to nie jest problem, pani Ursulo. A po za tym, jesteśmy już prawie rodziną, a rodzinie się pomaga - uśmiechnąłem się do niej.
- Zastanowię się - odpowiedziała, a ja wróciłem do domu. 
Pomogę im, to już postanowione!

~ NIKKI ~

Obudziłam się i usiadłam na łóżku. Nie było nikogo, więc postanowiłam pójść do pokoju dziadka. Weszłam i położyłam się tuż obok niego, wtulając w jego starcze ramiona. Brakowało mi tego. Kilka minut później zorientowałam się, że już nie śpi. Zagadywał mnie na temat mieszkania w Santosie, pytał czy układa mi się z Neymarem, czy jestem szczęśliwa. Obiecał, że nas odwiedzi, jeśli tylko poczuje się lepiej. Poleżałam z nim jeszcze, dopóki do pokoju nie wparowały dziewczyny. Zostawiłam dziadka w pokoju, aby trochę odpoczął, a ja wróciłam do siebie, akurat w pokoju siedział Ney. Usiadłam obok niego, i przytuliłam się. 
- Księżniczko, poszukam lekarza i opłacę go. Zrobię wszystko, żeby twój dziadek wrócił do zdrowia. 
- Żartujesz - pokiwałam przecząco głową. - Przecież to tyle pieniędzy...
- Już ci tłumaczyłem, że pieniądze nie stanowią dla mnie żadnego problemu, co moje to i twoje, mamy ich dużo - pocieszył mnie
- Dziękuję - pocałowałam go, i poszłam rozpakować resztę ciuchów. Nagle jak błyskawica wybiegłam z pokoju na dwór. Ney oczywiście ruszył za mną. Stanęłam przed autem, które właśnie wjechało na podwórko i trąbiło. Babcia stanęła obok nas.
- Spodziewasz się kogoś? - zapytałam
- Tak, brata twojego taty i jego żony. 
- Tak się cieszę, dawno ich nie widziałam - z niecierpliwością czekałam, aż wujek wyjdzie z samochodu. 
- Nikki! - zawołał synek Christophera wybiegając z auta i przytulając mnie
- Szymonek, cześć szkrabie - uśmiechnęłam się i wzięłam go na ręce, przytulając go mocno do siebie.
- A wiesz, że ja się za tobą stęskniłem?
- Serio? - udawałam zdziwioną
- No serio, bo czekałem tak długo i przyjechałem - zaczęłam się śmiać. Zawsze miałam z nim dobry kontakt. Ma pięć lat, i jest taki słodki. Przedstawiłam Neya Christopherowi, Szymonowi i Anne. 
- O proszę - zaczął Chris - nasza mała Nikki wydoroślała - zawołał, patrząc na mnie z uznaniem
- No nie wiem - wtrącił się Neymar - w dalszym ciągu zachowuje się dziecinnie - zawołał. 
- No zastanów się chłopie, w co się pakujesz - zaśmiał się Chris a reszta razem z nim.
Wiedziałam, że chłopaki szybko się dogadają. Nie minęła minuta, a oni już stali przy samochodzie Chrisa, i wyglądali jak starzy przyjaciele, rozmawiając o swoich samochodach. Byłam szczęśliwa. Razem z Anne zabrałyśmy dzieciaki na spacer. Udaliśmy się na łąkę, na której odkąd pamiętam zawsze było dużo kwiatów. Żeby się tam dostać, trzeba było iść pod górkę, ale dla takiego widoku opłacało się pokonać te kilkaset metrów. Nazrywaliśmy bukiet kwiatów i wróciliśmy do domu. Ney w dalszym ciągu rozmawiał z Chrisem, tym razem w pokoju dziadka, który odzywał się co jakiś czas, udzielając się w rozmowie. Dzieci bawiły się na podwórku a ja z Anne i Babcią usiadłyśmy na huśtawce i piłyśmy kakao. 
- Ile już z nim jesteś? - Zagaiła Anne
- Ponad rok - uśmiechnęłam się, wspominając nasze pierwsze spotkanie
- I już tak szybko planujecie ślub? - spojrzała na mój pierścionek zaręczynowy. 
- Nie, póki co jesteśmy narzeczeństwem, o ślubie nie było na razie mowy - poczułam się zmieszana, dawno nikomu z niczego się nie tłumaczyłam. - Nawet nie było takich zaręczyn jak twoje i Chrisa. Po prostu zapytał, a ja bez wahania się zgodziłam. 
- O, to musimy wam je urządzić, zanim wrócicie do siebie.
- No nie wiem
- Nie martw się, zajmiemy się wszystkim - zawołały razem
- OK - odparłam, nie mając wyboru.

Było już po północy, więc wzięłam gorącą kąpiel, aby zmyć z siebie dzisiejszy wyczerpujący dzień. Położyłam się, a po chwili dołączył do mnie mój narzeczony. Czułam, jak wtula się w moje plecy. 
- Dobranoc - odrzekłam
- Dobranoc, kocham cię - odpowiedział, po czym oboje zapadliśmy w sen. 

***

Kilka dni później żegnałam się z każdym po kolei. Było mi ciężko się z nimi rozstać, a najbardziej bolało mnie rozstanie z dziadkiem. Łzy cisnęły mi się do oczu, ale mimo to, żyłam nadzieją, że zostanie wyleczony i jego serce wróci do zdrowia. Wierzyłam, w obietnicę Neymara, i trzymałam się jej. Wychodząc, poprosiłam babcię, żeby informowała mnie o wszystkim na bieżąco. Obiecała, że tak zrobi. Minęło pięć godzin, i z powrotem byliśmy w Santosie. Zadzwoniłam do Manueli, i wszystko jej opowiedziałam, w pewnym momencie rozpłakałam się, gdyż ogromnie bolało mnie to, że dziadek był bardzo chory. Słyszałam, że płacze razem ze mną, ponieważ znała go i bardzo lubiła. Mimo to, starała się mnie wspierać. Mówiła, żebym była silna, że wszystko się ułoży, i że gdy będzie trzeba pomogą mi wraz z Nikodemem. Cieszyłam się, że mam takich przyjaciół. 

Ney poszedł na trening, a ja nie chciałam spędzać dnia samotnie. Postanowiłam, że wyjdę się przewietrzyć. Słońce świeciło wysoko na niebie, sprawiając, że od razu czułam się lepiej. Wparowałam do pokoju i wygrzebałam z szafy niebieskie rurki i bluzę. Włosy upięłam w luźny kucyk, i przepasałam głowę niebieską bandamką. Na nos założyłam ciemne okulary. Ubrałam adidasy i chwytając telefon ze słuchawkami wyszłam z domu zamykając go na klucz, który schowałam do kieszeni luźnej bluzy Neymara. Chodząc po mieście byłam nieobecna. W moich uszach rozbrzmiewało Te Quiero. W pewnym momencie upadłam na ziemię. 
- Hej! Uważaj! - krzyknęłam, wyciągając słuchawki z uszu i patrząc na mężczyznę, który spowodował mój upadek. 
- Przepraszam, nie zauważyłem cię - powiedział, podając mi rękę. Chwyciłam za nią i wstałam. Otrzepałam się odpowiedziałam - Spoko, nic się nie stało, ale na przyszłość uważaj trochę!
- Ty też powinnaś uważać - zwrócił mi uwagę - Szłaś ze słuchawkami w uszach i nic cię nie obchodziło
- Hamuj się! - poczułam przypływ złości. - Może i szłam zamyślona, ale to nie powinno cię obchodzić. A po za tym, to ty wpadłeś na mnie - pokazałam na niego palcem - a nie ja na ciebie!
- Okej, okej, przepraszam. Jestem Severyn
- Nikki - odwzajemniłam uścisk dłoni.
- Dasz mi swój numer telefonu? Chciałbym ci to jakoś wynagrodzić 
Spojrzałam na niego nie pewnie, ale po chwili uznałam, że to nic złego. Wyglądał na kogoś, kto był godny zaufania, a przynajmniej sprawiał takie wrażenie. Wyciągnęłam swój telefon, i podyktowałam mu numer. 
- Dzięki! - krzyknął, i odjechał na deskorolce. 
Pokręciłam głową, patrząc jak znika za zakrętem. Pomyślałam, że odwiedzę Neya, i wpadnę do niego na trening. Po dziesięciu minutach dotarłam na miejsce. Usiadłam na trybunach, w pierwszym rzędzie, i czekałam, aż piłkarz mnie zauważy. Guss spojrzał na mnie, pomachał w moją stronę i szturchnął Neya, który od razu do mnie podbiegł, zaczęłam się śmiać. Złapał mnie w talii i pocałował. 
- Już się stęskniłaś? - zapytał, unosząc do góry jedną brew. 
- Wcale nie, po prostu mi się nudziło. - powiedziałam, patrząc spod ciemnych okularów.
- Uhm - mruknął, całując mnie w policzek
- Idź, bo trener się niecierpliwi - wskazałam na niewysokiego grubego mężczyznę, w czapce z daszkiem i gwizdkiem na szyi. 
Spojrzał w stronę boiska, po chwili pocałował mnie w usta, i pobiegł do pozostałych. Dumnie patrzyłam, jak zdobywa kolejne bramki. Za każdym razem patrzył na mnie, dopatrując się w moim spojrzeniu uznania. Ściągnęłam okulary, i za każdym razem, gdy na mnie patrzył oczekując mojej reakcji unosiłam kciuk w górę. Po skończonym treningu wszyscy udali się do szatni. 
- Kochanie, chodź ze mną - powiedział, gdy stał koło mnie - Przebiorę się i jedziemy - wziął mnie za rękę
- Do szatni? Wiesz, mi nie przeszkadza widok chłopaków, którzy świecą torsami, ale czy im nie będzie przeszkadzało moje towarzystwo?
- Martwisz się, czy im nie będzie to przeszkadzać, zamiast mnie? - Oburzył się, na co ja wybuchłam śmiechem. 
- Kocham cię - powiedziałam, po czym złapałam go ponownie za rękę, którą przed chwilą zabrał.
- Wiem to - odpowiedział, po czym weszliśmy do szatni. Podczas gdy Ney brał prysznic, ja siedziałam w pustej już szatni na ławce, i przeglądałam jego telefon. Znowu grzebał mi w laptopie, bo tym razem znów miał moje zdjęcie na tapecie, tylko że inne. 
- Hej piękna - Guss wszedł do szatni. - To co? Wyskoczymy gdzieś? - zapytał, łapiąc mnie w talii. Lubiliśmy się tak wygłupiać, robiąc na złość Neymarowi. 
- Pewnie że tak - uśmiechnęłam się - a co w takim razie proponujesz?
- Hmm, coś się wymyśli - pocałował mnie w policzek
- Ej! - Neymar zaczął krzyczeć. Był już ubrany i gotowy do wyjścia. - Nie zabieraj się za moją pannę.  - Przez chwilę miałam wrażenie, że mówi poważnie, ale po chwili w jego kącikach pojawił się uśmiech.
- Spokojnie stary, my tylko umawialiśmy się na randkę - Guss puścił do mnie oczko i podszedł do swojej szafki. 
- Nie było mnie tylko dziesięć minut, a ty już zabierasz się za kolejnych? - zapytał obejmując mnie
- Aż tak cię to dziwi? - droczyłam się z nim. Położyłam mu swoje dłonie na jego klatce piersiowej. 
- A nie powinno? Nie wystarczam ci?
- Pomyślmy... Ostatnio nie - zaśmiałam się
- Postaram się nadrobić zaległości - uśmiechnął się do mnie, i pocałował.
- Spokojnie zakochani, nie rozpędzajcie się, ja wciąż tu jestem - zaznaczył Guss
- Stary... - odpowiedział zrezygnowany piłkarz - Musiałeś nam przerywać akurat teraz?
- Z całym szacunkiem - zaśmiał się Gustavo - ale ja nie mam ochoty patrzeć na wasze okazywanie sobie czułości. Czuję się zazdrosny. - Zrobił minę smutnego szczeniaczka, i wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.