20.07.2016

NOWE ŻYCIE 26

~ NIKKI ~

Tak bardzo tęskniłam za Neymarem. Z każdym dniem coraz bardziej. W przypadkowym mężczyźnie widziałam jego twarz. Rozmowy przez internet nie były dla mnie wystarczające, potrzebowałam czegoś więcej...obecności, codziennej bliskości, czułych słówek, uspakajającego tonu głosu, silnych ramion, ciepłych dłoni, namiętnych ust. Zaczynałam gubić się we własnych myślach, które przybywały wciąż milionami jak armia, gotowa do tego aby w całości zaatakować moją głowę i ostatecznie doprowadzić do szaleństwa. Nie byłam w stanie skupić się na niczym, zaczęłam zaniedbywać pracę, nie odzywałam się do Manueli, nie wychodziłam z pokoju. Chciałabym się odnaleźć, zebrać do kupy i posklejać ale wiem, że teraz nie mam na to czasu. Może ja wcale nie chcę się pozbierać? Z moich rozmyślań i wewnętrznej walki wytrąciło mnie pukanie do drzwi, pobiegłam otworzyć, pewna, że to Neymar, choć tak na prawdę sama w to nie wierzyłam. Zobaczyłam Vanessę. Poznałyśmy się pięć lat temu na kolonii, nad morzem, od tej pory byłyśmy nierozłączne, mimo że mieszkała gdzie indziej, nasz kontakt nie osłabł. Niedawno wprowadziła się do Detroit i zamieszkała na przeciwko, do tej pory nie była skora do odwiedzin, aż do dzisiaj.
- Cześć kochana! Kopę lat! - Vanessa rzuciła mi się na szyję
- Cześć, jestem w szoku, wejdź proszę - zaprosiłam ją gestem do środka, kiedy usiadła zaparzyłam herbaty i podałam. - opowiadaj jak tam z Louisem?
- A dobrze, mieszkamy razem sobie i od jakiegoś czasu jesteśmy zaręczeni - wskazała palec z pierścionkiem - I dopiero dziś wróciliśmy z Grecji, nie zdążyłam nawet się rozpakować
- Kochanie! To cudowna wiadomość! - przytuliłam ją mocno do siebie
- Dosyć już o mnie, opowiadaj jak tam z Neyem
- Wiesz... - skrzyżowałam ręce na piersi - już dłuższy czas go nie ma, a ja usycham z tęsknoty
- No każdy związek musi być w końcu wystawiony na próbę - zbyłam to milczeniem. Po krótkiej chwili Vanessa podjęła temat
- Może pojedziemy kiedyś na basen? Tylko my dwie. Co ty na to?
- Świetny pomysł, chociaż... - zawiesiłam głos. Spojrzała na mnie pytająco, kontynuowałam - Czekaj, z tobą? No nie wiem... - z całej siły starałam się zachować powagę
- Nie daj się prosić, chociaż... czekaj, czy ja to dobrze przemyślałam? Pokazać się z tobą w miejscu publicznym?
- Nie przyniosę ci wstydu, obiecuję - podniosłam dwa palce do góry
- No dobra - obie wybuchłyśmy śmiechem
- Tylko wiesz, że potem pójdziemy na zakupy? Widziałam na wystawie takiego dużego słodkiego misia 
- I chcesz go sobie kupić?
- No nie do końca - spojrzałam na nią maślanymi oczkami
- O nie, nawet o tym nie myśl, poproś Neya.
- Ale gdy ty mi go kupisz, będzie o wiele słodziej
- Nie prawda!
- Prawda!
- Guzik prawda!
- Kochanie, dobrze wiesz, że nie mam guzików
- To mamy problem.
Po chwili zanosiłyśmy się od śmiechu. Przypomniały nam się czasy, kiedy w kółko prosiłyśmy się wzajemnie o sprezentowanie takiego małego pluszaczka. Jeden do tej pory stoi na komodzie.
***
Godzinę później kiedy wymieniłyśmy się ploteczkami, wkrótce Van poszła do domu uporać się z walizkami. Usiadłam wygodnie w fotelu i włączyłam laptopa. Z racji tego, że mój facet był sławny, na bieżąco mogłam być w temacie i wszystkie nowinki czytałam w internecie. Poszłam zrobić sobie kawy, kiedy wróciłam stronka o Neyu już mi się załadowała. Najpierw w oczy rzuciło mi się zdjęcie z jakąś dziewczyną, a następnie artykuł, który momentalnie zmienił mi nastrój jaki miałam dzięki Van.
Upiłam łyk kawy, a następnie zabrałam się za czytanie  Neymar Silvan po udanym meczu udał się świętować wygraną z kolegami z drużyny, a także w towarzystwie tajemniczej ślicznotki, która ewidentnie rozkwita przy wschodzącej gwieździe piłki nożnej. Czy to nowa miłość? Nie wiadomo. Jak na razie nie posiadamy wystarczających informacji. Redaktor naczelny Roberto... 
Nie obchodziło mnie już jak nazywał się ten cały redaktor, nie doczytałam, tylko od razu wyłączyłam laptopa, kompletnie oszołomiona. Dwie godziny siedziałam bez ruchu wpatrzona tępo w stół. Czułam, że dłużej nie zniosę tego na trzeźwo. Poszłam do Matthewa. Zapukałam do drzwi, nikt nie otwierał więc wprosiłam się sama
- Halo? jest tu kto? - zapytałam dla pewności
- W pokoju - usłyszałam
Weszłam, rozglądając się. Był sam. 
- Można?
- Jasne, siadaj. - wskazał ręką kanapę, zrobiłam jak kazał. - Co cię do mnie sprowadza?
- Mam sprawę
- Coś się stało? Mam cię zastąpić w pracy?
- Nie, nie, nic z tych rzeczy. 
- A co?
- Zioło. Masz? Potrzebuję, na już.
- Zaczekaj tu chwilkę, zobaczę co da się zrobić - po niecałej chwili pojawił się z paczuszką.
- Proszę
Wzięłam i od razu zapłaciłam. 
- Dzięki Matthew
- Nie ma sprawy - posłał mi uśmiech. - Chcesz zapalić u mnie?
- Jeśli to nie problem - zawahałam się
- Do usług
Po kilkunastu minutach mój nastrój zmienił się diametralnie, wzięłam jeszcze troszkę innych narkotyków dla pewności na zapas i wyszłam. Szłam długimi ulicami, czując wzrok ludzi na sobie, nie myślałam o niczym. Wszystko wywoływało we mnie śmiech.


***

Wstałam rano i poczułam się dziwnie. Przypomniał mi się wczorajszy artykuł, od razu zaniosłam się płaczem, wiedziałam, że mogę sobie popłakać, byłam sama w domu, Kacper od kilku dni był u Becky. Łzy leciały mi strumieniami, kiedy do pokoju weszła Vanessa. 
- Przepraszam że nie pukam, ale... - zawiesiła głos, gdy zobaczyła w jakim jestem stanie - Nikki, co się stało?
Pokazałam jej artykuł, nie powiedziała nic, tylko mnie przytuliła, tego było mi trzeba, a ona dobrze zdawała sobie z tego sprawę. Van była przy mnie co najmniej dwadzieścia minut, dochodziła piętnasta, a miała do załatwienia jeszcze kilka spraw na mieście. Gdy zniknęła za drzwiami wyciągnęłam z bluzy woreczek z białym proszkiem nie chciałam jej tego pokazywać, kiedyś tłumaczyła mi, że nigdy nie pozwoli mi wejść w to świństwo i uzależnić się jak ona, ale na szczęście wyszła z nałogu. Wciągnęłam dwa razy więcej niż powinnam, od razu poczułam się o wiele lepiej. Zapomniałam o wszystkim, tańczyłam beztrosko na środku pokoju, wygłupiając się przed lustrem, kiedy usłyszałam dźwięk skajpa. Podeszłam do laptopa i zobaczyłam Manuelę. Odebrałam, ciężko siadając
- Hej kochanie, jak tam? Trzymasz się?
- Jasne, hi hi - powiedziałam po czym wstałam i powróciłam do poprzednich czynności.
- Nikki... -  wołała mnie Manuela, ja jednak za piątym razem jej odpowiedziałam.
- Co chcesz...
- Co z tobą? Dlaczego kręcisz się w kółko?
- Hi hi fajnie, prawda? 
- Nikki, do cholery co tu się dzieje?
- Nic, wzięłam proszek szczęścia
- Co takiego? zbliż się - nalegała
- Hi hi hi,co chcesz? Pięknie wyglądam prawda?
- Cholera Nikki, natychmiast mi wszystko wy... - nie usłyszałam co powiedziała, bo rozładował mi się laptop. 
- Ups... no to będzie problem - zaśmiałam się, po czym jak gdyby nigdy nic wyszłam z domu.
Znalazłam się w parku, uśmiechałam się do ludzi, głaskałam bezpańskie psy, śpiewałam, udając że gram na gitarze, nagle poczułam że ktoś łapie mnie za rękę
- Nikki, co ty wyprawiasz? - Nikodem przyciągnął mnie do siebie i spojrzał w oczy, tym samym odkładając torbę z zakupami
- Chodzę, tańczę, śpiewam, skaczę - zaczęłam wymieniać lekko bełkocząc
- Stój, nie ruszaj się - powiedział  podniesionym tonem. Błądziłam wzrokiem, starając się na niego nie patrzeć, złapał mnie za podbródek abym spojrzała na niego - Nikki, przecież ty jesteś naćpana, chodź, zaprowadzę cię do domu - niechętnie zrobiłam tak jak kazał. 
- Połóż się i spróbuj zasnąć, jasne?
- Nic nie jest jasne - odpowiedziałam i po chwili płynęłam już w objęciach Morfeusza. 

***

Wstałam z ostrym bólem głowy, mając wrażenie, że przespałam pół życia. Zanim dotarło do mnie, że jestem we własnym łóżku i pokoju spostrzegłam Manuelę która grzebała mi w bluzie. 
- Co robisz? - zapytałam, łapiąc się za głowę
- Nikki, powiedz mi co to ma być?
- Skąd to masz?
- Skąd ty to masz?
- Kupiłam
- Ale po co? Dobrze wiesz, co wszyscy o tym myślimy
- Wszyscy? Nikt nie zapytał co u mnie, zostałam z tym wszystkim sama, gdzie miałam się udać?
- Z czym zostałaś sama? 
- Neymar... Nie radziłam sobie z tym, że mnie zdradził i zostawił. Przestał do mnie dzwonić, pisać, już nie pamiętam kiedy ostatnio się widzieliśmy... - czułam, że zbiera mi się na płacz
- Nic mi o tym nie mówiłaś, po za tym byłam u niego z chłopakami jakiś czas temu i nie wyglądał na radosnego, ciągle mówił nam, że za tobą tęskni, że nie może się doczekać, kiedy znów się zobaczycie
- Byłaś u niego i nic mi nie powiedziałaś?! - czułam jak wzbiera we mnie złość
- To był pomysł Nikodema, żeby Antek mógł się odstresować po śmierci ojca, nie byliśmy długo, zresztą nie miał dla nas zbyt wiele czasu, ponieważ był pochłonięty przygotowaniami do meczu
- Nie wierzę - powiedziałam, po czym pokazałam jej artykuł, który wydrukowałam. Manuela była w szoku
- No to chyba musisz sobie z nim to wyjaśnić - odparła po długiej chwili
- Nie mam zamiaru, może pofatyguje się zrobić to sam
- Ale to nie jest powód do ćpania! Nikki, nie możesz się staczać
Wiedziałam, że ma rację, zawsze ją miała. 
- Nie weźmiesz tego więcej, jasne?
- Jasne - odpowiedziałam, po czym mocno się w nią wtuliłam.