15.06.2018

PERFECTION 6



 Wygodnie usadowiłam się w pojeździe i czując się trochę niekomfortowo zapięłam pas.
- Nie musisz się zapinać, jeżdżę ostrożnie. - wcisnął przycisk przełączający kanał w radiu.
- Wolę być bezpieczna. W zasadzie nie powinnam wsiadać z nieznajomym do jednego samochodu.
- W takim razie złamałaś jedną z Twoich zasad. - puścił delikatnie sprzęgło - Jestem Levi. - przełamał pierwsze lody.
- Mówiąc mi Twoje imię, uważasz że przestajesz być dla mnie obcym mężczyzną? - powiedziałam z ironią.
- W zasadzie to mówiąc to miałem nadzieję rewanżu. - nie spuszczał oka z ulicy.
- Tu skręć w lewo. - nakierowałam go.
- Więc prowadzisz własny sklep? Ambitne. - próbował zacząć temat.
- Z natury jestem ambitną osobą. Wszystko zawdzięczam samej sobie. - wpatrywałam się w krajobraz miasta znajdujący się za szybą pojazdu.
 - Sprawiasz wrażenie osoby, która musi mieć wszystko po jej myśli.
- Zawsze wszystko jest po mojej myśli. Na krzyżówce w prawo.
 - Wiem, że nie do końca jesteś taka.
- Stwierdziłeś to po krótkiej wymianie zdań? - na jego słowa wybuchłam śmiechem.
 Jak ktoś, kto zna mnie zaledwie kilka minut może stwierdzić to jaka jestem? Ten człowiek musi mieć nie pokolei w głowie.
 - Widzę to w twoich szarych oczach. - był całkowicie opanowany, a ja na te słowa gwałtownie spoważniałam.
 W ciągu tak krótkiego czasu zdążył zauważyć jaki kolor mają moje oczy? Vance po pierwszym roku tego nie zauważył. Nie jestem pewna, czy nawet teraz umiałby to stwierdzić nie patrząc się w nie.
- Jak samochód? - tym razem to ja przejęłam inicjatywę i zadałam pytanie, jednocześnie spoglądając kątem oka na jego reakcję.
 Ostatnim razem był zdenerwowany, wręcz sprawiał wrażenie, jakby miał eksplodować. Teraz był przepełniony radością. Po usłyszeniu tego pytania zwyczajnie w świecie uśmiechnął się.
- Jak widzisz mam nowe.
- Czek nie wystarczył na pokrycie szkód? - byłam zaskoczona, przecież nie była to mała suma.
- Wystarczyło, ale postanowiłem za resztę kupić nowe. - między nami nastała cisza. - A co z Tobą?
- Jak widzisz jestem bez samochodu. Jest u mechanika. Za kilka dni mam je odebrać. -wyprostowałam się i zaczęłam rozpinać pas. - To tu. - wskazałam budynek. - Możesz zaparkować w tym miejscu.
- Czemu akurat tu? - zdziwił się, ale postąpił tak jak rozkazałam.
- Tu zawsze stał mój samochód. - zaczęłam zbierać wszystkie swoje rzeczy. - To za podwózkę. -wyjęłam pieniądze z portfela.
- Nie chcę. Nie zrobiłem tego dla pieniędzy. - odsunął się ode mnie spoglądając przez przednią szybę.
- W takim razie dziękuję. - otworzyłam drzwi i poczułam owiewający moją twarz jesienny wiatr.
 Już miałam zamykać drzwi, jednak jakiś głos w środku kazał mi spojrzeć na niego jeszcze raz. Trzymając uchylone drzwi, nachyliłam się i spojrzałam na wyczekującego chłopaka.
- Vanessa. - posłałam mu uśmiech i lekko popchnęłam srebrne drzwi jednocześnie udając się do domu.