Nie czekając na nich wparowałam do środka, wcześniej zostawiając kurtkę chłopaka w samochodzie i rozejrzałam się dookoła siebie. Nie różnił się zbyt od poprzednich, może tyle, że było tu więcej miejsca do tańczenia oraz o wiele przystojniejsi kelnerzy.
Pierwszy raz od dłuższego czasu poczułam się jak dawniej. Bez trosk, bezsensownego siedzenia w pokoju, zwyczajnie w świecie kolejny wypad by upić się do nieprzytomności i świetnie pobawić.
Odszukałam wzrokiem baru i z gracją usiadłam na wysokim krześle, opierając obcas czarnych szpilek o metalowy pręt.
- Co podać?
- Może na początek butelkę piwa. - oznajmiłam zalotnie uśmiechającemu się do mnie barmanowi.
- Już podaję. - postawił na blacie butelkę.
- Ja zapłacę. - obok mnie stanął nieznany mi mężczyzna.
- Mam pieniądze.
- Nie wątpię w to, jednak pozwól, że postawię ci jedno piwo. - podsunął mi przekazaną przez barmana butelkę.
W tym samym momencie poczułam zapach dobrze znanej mi wody kolońskiej i tak pamiętne w mojej głowie ręce.
- Zabieraj się z tym swoim piwem. - odepchnął brązową butelkę z powrotem w kierunku obcego mężczyzny.
- Spokojnie, to tylko zwykłe piwo.
- Wynocha! Chyba, że chcesz, aby wynoszono cię stąd pokiereszowanego.
Widząc po minie mężczyzny niezbyt spodobała mu się opcja Bryana, dlatego bez większych ceregieli odszedł w kierunku tańczących ludzi.
- Ile razy mam ci powtarzać, że nie możesz brać żadnego alkoholu od mężczyzn oprócz mnie i Kellana? Nikt nie wie czego tam dorzucili.
- Nie potrzebuję niańki. - zeskoczyłam ze stołka. - Barman podał mi je otwierając butelkę na moich oczach. Nie jestem głupia. - warknęłam na niego i wściekła chciałam zatopić się w tłumie tańczących ludzi.
Bez alkoholu próbowałam się świetnie bawić, co wychodziło ku mojemu samozadowoleniu. Wyciągnęłam palec w kierunku bruneta i zginając go dałam znak, by podszedł do mnie. Nie musiałam zbyt długo czekać na rozszyfrowanie przez niego moich znaków.
Chwycił mnie w biodrach i przyciągnął do siebie. Nasze ciała były ze sobą złączone, a jedyne co je dzieliło to cienka warstwa naszych ubrań. Objął moje dłonie i zarzucił sobie na szyję, a sam objął mnie w pasie chroniąc przed złem tego świata.
Nie pamiętam kiedy ostatni raz odpłynęliśmy wspólnie w muzyce, pośród tańczących ludzi. To był mój dawny Bryan. Ten, którego od tygodnia tak mi brakowało.
- Pójdę po coś do picia. - musnął mój policzek i zostawił na środku parkietu.
Zarzucałam brązowymi włosami i unosiłam ręce w górę, kiedy poczułam czyjeś dłonie na moich biodrach. W mojej głowie zapaliła się czerwona żaróweczka. To nie ręce Bryana. Odwróciłam się w tamtą stronę i ujrzałam nieznanego mi mężczyznę.
- Spokojnie, to tylko taniec. - uspokoił mnie, jednak postanowiłam mieć się na baczności.
Poruszałam biodrami w rytm muzyki do momentu, kiedy kolejny raz między mną, a nowo poznanym mężczyzną stanął Bryan.
Chwycił go za rękę i odepchnął go z taka siłą, że upadł na podłogę.
- Wracamy. - wycedził przez zaciśnięte zęby.
- Co ci dzisiaj odbija? To nie jesteś ty! - próbowałam się mu wyrwać, jednak na próżno.
Wepchnął mnie do samochodu, w którym siedział Ridge i posyłając porozumiewawcze spojrzenie bratu, wpatrywał się we mnie ze złością.
Nie chcąc kolejny raz się przy nim kłócić wpatrywałam się w szybę samochodu kompletnie niezadowolona z dzisiejszego wieczoru.
