21.10.2017

CHANGE cz. 21


  Rano obudził mnie zapach świeżo zaparzonej kawy. Leniwie rozciągnęłam się i wspierając na łokciach otworzyłam oczy. Biały pokój rozświetlony promieniami słońca, świeża pościel, nie pachnąca konwalią. To nie mój pokój - przeszło mi przez myśl. Z wczorajszego wieczoru wspomnienia zamieniały się w rozmazaną paćkę. Przechyliłam rękę i poczułam twardą łodygę. Na białym prześcieradle leżała pojedyncza biała róża. Usiadłam po turecku i zakładając włosy za ucho powąchałam ją. Pachniała cudownie. Otworzyłam oczy i ujrzałam siedzącego na krześle przy biurku Bryana.
- Witaj iskierko. - wyszczerzył swoje białe ząbki.
 Drugi raz widziałam jego pełny uśmiech. Tym razem wiedziałam, że był szczery. Podszedł do mnie i usiadł naprzeciwko podając kubek z kawą rozpuszczalną.
Spojrzałam na niego z lekko przekrzywioną głową.
- Boli? - wskazał gestem głowy na moją rozczochraną burzę włosów.
- Trochę. - mój głos był zachrypnięty.
- Wypij. Kawa pomaga lepiej niż tabletki. - jego głos był taki...troskliwy? - Pamiętasz wczorajszą rozmowę?
Chwilę przymrużyłam oczy i starałam się rozwiać wczorajszą mgłę, jednak na próżno.
- Niestety... - kiwnęłam przecząco głową.
Smutny odsunął się na drugi koniec łóżka.
- Ej... - od razu zajęłam miejsce obok niego odstawiając kubek. - Przypomnę sobie. To tylko chwilowe zaćmienie.
 Nie wiem co mną kierowało, ale odważyłam się usiąść mu na kolanach. Ku mojemu zdziwieniu nie odepchnął mnie, tylko zwyczajnie wtulił się we mnie.
 Głaskałam go po włosach, aż zaczęłam wplatać je pomiędzy moje palce. Poczułam delikatne muskanie na mojej szyi, przez co odchyliłam głowę w bok. Wsadził rękę pod o wiele za dużą koszulę i muskał palcami moją skórę, aż zaczęłam się śmiać. Od razu odskoczyłam na poduszki kuląc pod siebie nogi.
- Mmm… - w jego oczach pojawiły się złowieszcze iskierki.
- Proszę, nie… - ponownie zaniosłam się śmiechem, kiedy znalazł się nade mną i przygwoździł moje ręce do poduszki.
Przymknęłam mocno oczy obawiając się kolejnych łaskotek, kiedy poczułam jego dłonie na moich nagich piersiach. Mój śmiech przestał rozbrzmiewać w pokoju, a zastąpił go głośny oddech.
Nie bałam się. Moje ciało pragnęło jego dotyku. Nachylił się nad moimi ustami i wpatrywał się w nie. Już miałam się w nie wpić, kiedy do pokoju wszedł niespodziewanie Kellan. Oboje odskoczyliśmy od siebie niczym oparzeni.
- Emm...Bryan...przyszedłem z tobą porozmawiać, jednak nie spodziewałem się tu gościa. -starał się unikać mnie wzrokiem, przecież byłam w samej koszulce chłopaka.
- Zaraz do ciebie przyjdę. - odpowiedział na co zniknął.
Chwilę po jego wyjściu spojrzałam na zdenerwowanego Bryana i wybuchłam histerycznym śmiechem. Niczym bumerang chłopak rozluźnił się, gdy tylko to usłyszał i również zrobił to samo.
- Jesteś niemożliwa. - zostawił na moich ustach pocałunek i już go nie było.