20.11.2017

CHANGE cz. 34



 Po przyszykowanym posiłku, którego praktycznie nie zjadłam, usiadłam na starej huśtawce. To miejsce wydawało mi się być naładowane złą emocją, rozpaczą i żalem. Wiedziałam, że mnie tu nie chcą. Dali mi to dosłownie do zrozumienia. Nie mogłam tylko pojąć dlaczego? Dlaczego Bryan nie jest tu mile widziany i dlaczego kolejny raz zniknął? Dlaczego zostawia mnie z tak cholernie wielkim mętlikiem w głowie i nie ufa mi? Po co słuchałam Roxan? Nie...dlaczego jej nie słuchałam?
- Niezłe bagno co? - Kellan był wręcz rozbawiony całą sytuacją. - To długa i niezbyt przyjemna historia. - usiadł obok mnie i wpatrywał się przed siebie. - Byliśmy mali. Od dziecka spędzaliśmy tu sporo czasu. Razem z ciocią Magie, matką Bryana, rozkładaliśmy koc i jedząc miskę czereśni słuchaliśmy jej bajek. Kochał ją, a ona jego. Gdy dorastał zaczęły być z nim problemy. Robił się nadpobudliwy, często agresywny i łatwo wpadał w szał. Dopiero później okazało się, że ma problem z utrzymaniem emocji. Próbowaliśmy mu pomóc, jednak każda próba przynosiła marny skutek. Daliśmy sobie spokój z marnym staraniem się. W końcu po naszych nieudolnych próbach okazało się, że zwykłe nie utrzymywanie emocji przerodziło się w coś gorszego. Bryan stał się cholerykiem. Często wracał z bójek w nie najlepszym stanie, wyładowywał emocje na domownikach, nie zważając na to, kim dla niego są. Ciocia Magie ciężko to znosiła. Widziała jak jej syn z dnia na dzień marnuje swoje życie, a ona nic nie mogła zrobić. - widziałam jak przymyka oczy i walczy ze wspomnieniem. - Pewnego dnia, wszyscy wyjechali w odwiedziny do rodziny. Bryan jako jedyny został. Kolejny raz zniknął i nikt nie wiedział dokąd. Postanowiliśmy jechać bez niego. Jedynie ciocia oznajmiła, że zostaje. Nie chciała go zostawić. Mimo jego zachowania, ciągle miała nadzieję, że ulegnie ono zmianie.
 Przerwał i wpatrywał się w ciszy przed siebie. Widziałam w jego oczach zbierające się łzy.  Przetwarzałam spokojnie wszystko co do mnie mówił, pozwalając mu dokończyć swój wykład.
- Kiedy wróciliśmy do domu…do tej pory przeklinam samego siebie, że pozwoliłem zostać sobie tam, aż tak długo. Ridge, jego brat, wyjechał wcześniej ze spotkania. Tłumaczył się jakąś sprawą do załatwienia. Po powrocie weszliśmy do domu. Nie spodziewaliśmy się niczego nadzwyczajnego. W końcu nie pierwszy raz Bryan i ciocia zostawali sami. Jednak wtedy... - westchnął głośno i pozwolił sobie uronić kilka łez.- Wszedłem do sypialni i na środku ujrzałem leżącą w kałuży krwi ciocię Magie. Obok niej siedział zapłakany Bryan. Trzymał jej głowę na kolanach i rozpaczał. Obok nich znajdował się pistolet. Zacząłem panicznie krzyczeć, płakać, wymachiwać rękoma. Wszyscy się zbiegli...to było traumatyczne przeżycie. Winą obarczyli Bryana.
 Właśnie w tym momencie przed oczyma przeleciał mi obraz sprzed kilku tygodni, gdy pojechaliśmy razem nad jezioro i doszło do całej strzelaniny. Czyżby Bryan był zdolny do zabójstwa własnej matki?
- Nie wiem, czy Bryan ją naprawdę zabił. Nie mam pojęcia, czy byłby do tego zdolny. Jako jedyny utrzymuję z nim kontakt. Czasem nawet mu pomagam.
- A co z jego bratem?
- Nie wiadomo, nikt nie ma z nim kontaktu.
 Mocno zszokowana nowymi wiadomościami wpatrywałam się w siedzącego obok chłopaka. Po jego policzkach nadal spływały łzy. Jedyne co zrobiłam to mocno go przytuliłam. Tylko tyle mogłam zrobić.
- Dziękuję, że się przede mną otworzyłeś. Jesteś naprawdę wspaniałym przyjacielem i Roxan ma wielkie szczęście.
 Nic nie odpowiedział, tylko otarł łzy i uśmiechnął się.
- Lepiej zastanów się czy chcesz przez to przechodzić.
- Chcę do niego, chociaż to nierealne. Chcę do niego, bo wiem, że tylko przy nim będzie mi dobrze.
 Oparłam głowę o jego ramię i wspólnie przetwarzaliśmy wszystko, co przed chwilą miało miejsce.
 - Dzieci! - usłyszałam krzyk starszej kobiety.
- Co się stało? - bez stresu odwrócił się w tamtą stronę.
- Wskażę wam pokoje, gdzie będziecie spać.
- Ja chyba będę wracać do domu. - wyprostowałam się ze stresem pocierając dłonie.
- Nie ma mowy. Zostań u nas na noc. Zrobiło się naprawdę późno. - nalegała.
- Mama ma  rację. Powinnaś zostać. Chociażby na noc. - spojrzał na mnie z prośbą w oczach, na co kiwnęłam twierdząco głową.
 Nie musiałam długo czekać, aż znalazłam się w małym, chłodnym pokoju. W tym momencie cieszyłam się, że zabrałam ze sobą bluzę, bo naprawdę przyda mi się dzisiejszej nocy.