zapraszam do mojego małego świata. mam nadzieję, że zagościsz w nim na dłużej.
20.10.2017
CHANGE cz. 20
Ciągnął mnie tak, aż do miejsca, w którym zaparkował ścigacz. Ból spowodowany mocnym ściśnięciem przez jego dłoń stawał się coraz bardziej nie do zniesienia.
- Bryan, to boli! - wyrwałam się z uścisku. - Co ty sobie myślisz? Jakim prawem zrobiłeś taką scenkę?
- Nikt nie będzie cię tak dotykać! - postawa jego ciała wskazywała no to, że był wściekły.
- A to niby dlaczego? Zaledwie kilka godzin temu dałeś mi do zrozumienia, że mam się odczepić. - przeczesał palcami włosy.
- Masz rację, nie powinienem. - spokojniejszy wsiadł na swój pojazd i już miał go odpalać, kiedy stanęłam przed nim i chwyciłam jego dłonie. Spojrzał na mnie pytająco.
- Nie odjedziesz teraz. Na pewno nie pozwolę na to, byś kolejny raz zostawił mnie z mętlikiem w głowie.
Przez chwilę wahał się, a kiedy spojrzał w moje oczy głęboko westchnął.
- Wskakuj! - rozkazał wskazując miejsce za sobą.
Nie zastanawiając się wskoczyłam na wyznaczone miejsce i oplatając go w pasie mocno wtuliłam się.
Nie jechaliśmy w kierunku mojego domu. Byłam zdziwiona, w sumie nieznaną mi drogą.
Brunet zaparkował pod domkiem jednorodzinnym i powoli zdejmował kask.
- Co my tu robimy? - zapytałam niepewnie.
- Mieszkam tu. - jego słowa nie wyrażały żadnych emocji.
W ciszy dotrzymywałam kroku chłopakowi. W każdym pomieszczeniu panowała ciemność. Zapewne domownicy spali spokojnie w swoich sypialniach. Cóż się dziwić, w końcu środek nocy.
Przystanęłam w pokoju, który był oświetlony tylko małą lampką stojącą zazwyczaj na biurku. Odszukałam wzrokiem chłopaka. Stał przy szafce i wpatrywał się w białą kartkę.
Nie chcąc go wystraszyć, czy też wyrwać z zamyśleń podeszłam do niego i przez ramię zauważyłam, że to jeden z moich rysunków, który kiedyś wyrzuciłam do kosza.
- Skąd go masz? Przecież...
- Wyrzuciłaś go. Tak wiem. - nadal nie patrząc na mnie przymknął oczy i ścisnął palce w pięść. - Kiedy przyszedłem, leżał zgnieciony obok szafki. Schowałem go.
- Dlaczego? - doskonale wiedział, że nie pytam o zwykły kawałek papieru.
- Nie chcę cię wplątać w to bagno.
- Ale ja nawet nie wiem, jak wielkie ono jest. - mówiłam z rozpaczą. - Żeby coś zmienić, najpierw trzeba się pogodzić z tym, jaki jest świat. Z tym, że nigdy każdy ciebie nie zaakceptuje. Nie masz gwarancji sukcesu, ale masz gwarancję porażki jeśli nic nie zrobisz. Kobiety i mężczyźni się zdradzają. Nowotwory dotykają wszystkich losowo bez względu na złe czy dobre uczynki. Firmy padają. Jednak jednocześnie masz tysiące możliwości, setki potencjalnych przyjaciół, miłość do przeżycia, smaki, zapachy i widoki, które sprawią, że będziesz stać na miękkich nogach i na chwilę przestaniesz oddychać. Taka jest rzeczywistość - chwilami brutalna, chwilami brutalnie piękna. Zaufaj mi...
Spojrzał w moje oczy, a ja nareszcie po tak długim czasie ujrzałam w jego czarnych węgielkach jak opada bariera i wiem, że za chwilę będę wiedzieć wszystko.
- Jestem cholerykiem. Nie panuję nad emocjami. Kiedy coś nie idzie po mojej myśli zwyczajnie w świecie wybucham. Nie chcę, abym przy kolejnym wybuchu coś ci zrobił. -czułam w jego głosie rozpacz. Mówił prawdę.
- Nie boję się. - podeszłam do niego i wyciągnęłam rękę.
- Mogę cię pobić...na śmierć... - cofnął się.
- Nie zrobisz tego. - chwyciłam jego rękę nie chcąc, by ponownie się oddalił.
- Skąd to wiesz? Skąd możesz wiedzieć co ci zrobię, a co nie?
- Czuję to. - wpatrywałam się w jego usta.
Po jego posturze widziałam, że nie ucieknie. Czekał na moją reakcję. Stanęłam na palcach i zwyczajnie w świecie pocałowałam go. Tym razem nie opierał się. W zabójczym tempie znikały kolejno nasze wszystkie ubrania, które mieliśmy na sobie. Pierwszy raz doznawałam tego uczucia. Na jeden jego dotyk, pocałunek, moje ciało przylegało do niego, nie chcąc się oderwać. Czułam, że poprzez sam dotyk może doprowadzić mnie do szczytowania.
Dzisiaj nie bawił się w żadne wstępne gierki. Pożądanie wychodziło z jego ciała w taki sposób, że nawet ja mogłam je wyczuć. Czułam jak bardzo mnie pragnie.
Kiedy przestał i podniósł się do pozycji prawie stojącej, obawiałam się, że na tym poprzestanie. Jednak szybko zrozumiałam, że tak nie jest. Ręką sięgnął do stojącej obok szafki, wyjął foliowy woreczek i wraz ze swoim cwanym uśmiechem rozerwał go zębami.
Nareszcie poczułam go między nogami. Poczułam tak wyczekiwane od miesiąca uczucie. Był mój, a ja jego.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
