Dyskretnie skradliśmy się do naszej sypialni i nie chcąc obudzić Ridga, zamknęliśmy drzwi.
-To była zakręcona noc. - zauważyłam.
- Nie zaprzeczę. Mam do załatwienia sprawę.
- Musisz mnie już zostawiać? - słyszałam jak mój głos był wypełniony żalem i wyrzutem do niego.
- Nie iskierko. - rozbawiony podszedł do mnie zdejmując bluzkę oraz pozostałe części garderoby, tak że zostałam jedynie w bieliźnie.
Podszedł do szafki i wyjął z niej biały podkoszulek.
- Ręce do góry. - rozkazał, co posłusznie uczyniłam i zarzucił mi przez głowę koszulkę. - Zostaję z tobą do rana. - musnął moje usta, przez co na moim ciele zawitał dreszcz.
Ciągnąc mnie za rękę, odkrył kołdrę i wskazał palcem miejsce, gdzie powinnam się znaleźć. Wykonałam polecenie i nakrywając się po same uszy czekałam na mojego ukochanego. W szybkim tempie pozbył się koszulki i spodni, by nie tracąc czasu, znaleźć się obok mnie i ukryć w mocnym i ciepłym uścisku.
Wielki domek, kominek i biały dywan, na którym siedzę razem z dwójką dzieci. Na oko mających cztery i sześć lat. Oboje trzymają w rękach kubki z kakao i wtulają się w moją beżową bluzkę. Czuję ciepło i przyjemne, nieznane mi uczucie, które powoduje, że na mojej twarzy pojawia się uśmiech.
- Komu ciasteczka? - odwracam się w stronę tego wymarzonego dźwięku dla moich uszu. - Tatę. Corbin zniżył tackę do wysokości dzieci.
- Dziękujemy tato! - ucałowały go w policzki.
Tato?
- Zostawcie coś dla mamy. - w pomieszczeniu rozszedł się dźwięk jego śmiechu.
Mamy? Coś mnie chyba ominęło.
Mała parka odwraca się w moją stronę i dopiero teraz mogę ujrzeć w pełni ich twarze. Chłopiec - ciemne, rozczochrane włosy, jak u Bryana. Duże zielone oczy i mocne, czerwone usta. Dosłownie jak moje.
Dziewczynka - długie, brązowe sprężynki opadające na jej plecy, białe ząbki i czarne niczym węgielki oczy.
To nasze dzieci. Małe kopie moje i Bryana.
- Mamo, spróbuj. Tata piecze pyszne ciasteczka! - mała Tate podała mi jedno, wyczekując aż ugryzę kawałek.
- Faktycznie, smakują wybornie. - posłałam im szczery uśmiech.
- Przyniesiecie mamie szklankę mleka? Wiecie jak bardzo je uwielbia. - odstawił tackę na stolik stojący przed skórzaną kanapą.
Siada na dywanie za mną i pociąga tak, że upadam na jego twardy, lecz przyjemny tors. Całuje miejsce za uchem i przygryza delikatnie jego płatek, przez co odchylam głowę.
- Mamy wspaniałą rodzinkę. - kładzie ręce na moim okrągłym brzuszku. - Obiecałem ci i dotrzymałem słowa. - całuje mój policzek i w tym momencie do pokoju wpadają nasze zguby, zatapiając się w naszych uściskach.
Czuję chłodne ręce wkradające się pod koszulkę. Leniwie się przeciągam i zamierzam otworzyć oczy.
- Cii...nie otwieraj, śpij dalej. - słyszę znany mi głos.
- Bryan? - nie słyszę odpowiedzi, zamiast tego czuję jak zimne ręce gładzą moje nagie piersi.
- Śpij. - ponawia szorstko.
To nie Bryan!
