21.09.2018

PERFECTION 34



16 stycznia. Dzień, który stanie się najgorszym dniem w moim życiu. Jak na wyczucie moich emocji, pogoda również nie dopisywała.
 Stałam pod oknem w szlafroku i wpatrywałam się w padający za oknem deszcz. Londyn jest ponurym miastem, jednak dzisiaj przechodziło to jego dotychczasowe dnie.
 Minął miesiąc, a pustka zostawiona po Levim nie minęła. Nadal pragnęłam, aby to wszystko było jednym wielkim snem. Tak niestety nie było.
 Nadszedł czas na uporządkowanie siebie. Biała sukienka wisiała na wieszaku, już za parę chwil miałam w niej przejść przez czerwony dywan, aż do ołtarza.
 Jak najwolniej założyłam na siebie sukienkę i zapięłam suwak. Tak jakbym chciała odwlec jak najdalej to co miało niebawem nadejść. Na nogi włożyłam beżowe szpilki. Otworzyłam szafkę z zamiarem wyjęcia biżuterii, kiedy natknęłam się na bluzę Leviego. Klęknęłam na kolana i przysunęłam czarną bluzę do ust. Zaciągnęłam się zapachem jego perfum, wpuszczając aromat w nozdrza.
 Zamknęłam oczy i wyobrażałam sobie, jakby to było gdyby teraz był obok. Jego ciepłe wargi, piękny szereg białych zębów. Ramiona, które dzielnie mnie obejmowały.
 Do świata żywych sprowadziło mnie pukanie w drzwi.
- Tak? - zapytałam panicznie wpychając bluzę na swoje miejsce i wyjmując pudełko z łańcuszkiem i kolczykami.
- Fryzjer i kosmetyczka przybyli. - usłyszałam głos matki.
- Niech wejdą!
 Już po chwili siedziałam na krześle i wyczekiwałam efektu końcowego makijażu i fryzury. Nadal bez żadnego uśmiechu rozmyślałam nad swoim życiem.
- Jest Pani zestresowana. - zauważyła makijażystka. - To naturalne. W końcu taki dzień w życiu kobiety jest tylko raz. Pamiętam jak to ja szłam do ołtarza. Biała suknia, welon. -zatopiła się we wspomnieniach. - Ale to nie to było najważniejsze. Uroda, sukienka dodatki, to są tylko rzeczy spoza marginesu. Najważniejsze jest to, że tam, tuż obok księdza stoi wymarzony mężczyzna, z którym chcesz spędzić resztę życia, a ten sakrament ma was połączyć w nierozerwalną dla miłości nić.
 Doskonale wiedziałam o czym mówiła, ale różnica polegała na tym, że ten mężczyzna nie był tym, którego pragnęłam.
 Siłą powstrzymałam łzy, które gromadziły się w moich oczach, kiedy wynajęci ludzie szykowali mnie do dzisiejszego dnia.
 Stanęłam w drzwiach i biorąc bukiet żółtych tulipanów ruszyłam w kierunku wyjścia, gdzie czekał już samochód.
 Usiadłam na tyle i poprawiłam materiał białej sukni. Już za chwilę moje życie zmieni się diametralnie. Nikt nie może mnie uratować. Muszę włożyć na swoją twarz uśmiech i przyzwyczaić się do takiej monotonii. Sama wybrałam sobie takie życie.
 Aby się nie rozpłakać i odgonić z mojej głowy myśli z każdej nocy spędzonej z Levim, zaczęłam odliczać w myślach liczby.
- Jesteśmy na miejscu. - poinformował mnie kierowca samochodu.
- Dziękuję. - wymusiłam uśmiech i stanęłam przed drzwiami kościoła, gdzie czekał mój ojciec.
- Gotowa moje dziecko? - spoglądał na mnie z uśmiechem i dumą.
- Tak. - moje usta wypowiedziały te trzy litery, mimo iż serce krzyczało nie.
 Niestety nasze życie opiera się na trudnych wyborach.