28.10.2016

NOWE ŻYCIE 39

*** PIĘĆ MIESIĘCY PÓŹNIEJ ***

~ MANUELA ~

Ostatnio co noc budziłam się z bólami. Byłam w ósmym miesiącu ciąży, co stawało się już coraz bardziej widoczne. Nikodem troskliwie się mną zajmował, co sprawiało mi wiele radości. Byłam wdzięczna, że na ten czas kiedy jestem w ciąży, szef zgodził się aby zastąpił mnie w pracy. Okazało się, że udaje mu się dzielić swoją pracę, z zastępowaniem mnie w IMAGINARY. Obudziłam się nad ranem, czując kopniaki dziecka, które aktywnie poruszało się w moim wnętrzu. Nikodem już nie spał, zbierał się na moją zmianę. 
- Kochanie, wychodzę do pracy - powiedział mój kochany i pocałował mnie w policzek, znikając po chwili za drzwiami pokoju. Odpowiedziałam krótkie pa, wiedząc, że mnie nie słyszał. 
Cały dzień należał do mnie i do Antosia, a w zasadzie trzy godziny, bo później zaprowadzałam go do przedszkola. Zwlokłam się z łóżka i zrobiłam duże śniadanie, czułam się straszliwie głodna. Po skończonym posiłku usiadłam z nim przed telewizorem i oglądaliśmy jego ulubioną bajkę, zawsze oglądał ją przed wyjściem. Spojrzałam na zegarek, dochodziła dwunasta w południe. Ubrałam się, następnie braciszka, i wyszliśmy. Przez całą drogę do przedszkola Mały zadawał mi wciąż te same pytania dotyczące mojego dziecka. Nie chciałam znać jeszcze płci, aby nie zamartwiać się imionami. Odpowiadałam wciąż to samo :jak przyjdzie na niego czas. Kiedy zaprowadziłam go już do klasy poczułam silny ból w okolicach bioder, usiadłam na ławce. Zobaczyłam Panią Przedszkolankę. Korzystając z okazji, zapytałam jak sprawuję się Mały. Co do tego nie było żadnych zastrzeżeń, tak jak się spodziewałam, jest grzeczny i robi bardzo duże postępy.
Wieczorem ponownie przeglądałam wyniki dzisiejszych badań. Dziecko urodzi się tak jak powinno, bez żadnych powikłań. Byłam szczęśliwa. Chciałam przekazać dziecku całą swoją miłość. Z rozmyślań wyrwał mnie Nikodem, który wrócił z baru. 
- Wróciłem! - pokazał się w kuchni, niosąc pełną torbę zakupów
- O matko, chyba wykupiłeś cały sklep - udałam zmartwioną, będąc jednocześnie ciekawa, co jest w środku
- Wiem, że masz zachcianki - wskazał na spory już brzuch. Objęłam swoje dziecko obiema dłońmi. Czułam że tak jak ja,nie może się doczekać swojego przyjścia na świat.
- Ah, tak, ostatnio ciągle mam ochotę na lody
- Tak myślałem - uśmiechnął się, po czym nałożył mi sporą porcję lodów z pudełka
- Czy ja też mogę? - zapytał Antoś
- Oczywiście, o ile odrobisz lekcje, i zjesz kolację - odpowiedział z powagą
- Dobrze - Mały uśmiechnął się
Nim moja zachcianka została spełniona co najmniej w połowie, zorientowałam się, że zjadłam całą porcję, spojrzałam błagalnym spojrzeniem na Nikodema
- Kochanie, będziesz gruba - spojrzał na mnie z troską, zrozumiawszy, że mam ochotę na kolejną porcję
- Już wyglądam jak wieloryb 

*** 

Przygotowałam kolację, a mój mąż w tym czasie kąpał Antosia. Kiedy wyszli z łazienki podałam posiłek na stół. 
- Mam nadzieję, że będzie wam smakować - spojrzałam na moich mężczyzn
- A co to jest? - zdziwił się mały, wygrzebując z talerza czerwone fasolki
- Sałatka z sosem ziołowym
- Nie lubię tych czerwonych kulek
- To są fasolki 
- Nie lubię - wyjadł samą sałatę, pomidorki koktajlowe i kukurydzę. Ser feta również mu nie smakował. 
Po skończonym posiłku Nikodem podał nam porcje lodów. Zasiedliśmy w salonie, zajadając zimną puszystą masę z bitą śmietaną i polewą czekoladową
- Manela, kiedy on się w końcu urodzi? - Antoś zadawał mi to pytanie od kilku minut, trzymając rączkę na moim brzuszku, i sprawdzając jak dziecko kopie.
- Jak przyjdzie na niego czas - odpowiedziałam ze spokojem, patrząc jak Nikodem niesie miseczkę truskawek do lodów
- Proszę kochanie - pocałował mnie i postawił miseczkę na kolanach
- A ja? - obruszył się Antoś - też mam dziecięce zachcianki
- Poczekaj, przyniosę ci podwójną porcję - wstał i po dwóch minutach położył przed Małym porcję truskawek
- Mmm, są pyszne - powiedziałam, i nakarmiłam łyżeczką lodów mojego męża - masz, spróbuj
- Racja - oblizał usta ze smakiem, po czym znów mnie pocałował, a ja odwzajemniłam pocałunek.
- Manela! Niko! - zawołał Antek - zobaczcie, dzidziusiowi też smakują - spojrzał na mój brzuch umorusany w lodach, którymi przed chwilą mnie ubrudził.
- Na pewno - Nikodem uśmiechnął się do niego a potem do mnie.
 Kiedy wszyscy się najedli, Antek przyniósł swój przedszkolny tornister, aby zrobić zadanie domowe.
- Pokaż słońce, co tam masz - sięgnęłam po jego notesik
- Mam narysować obrazek - powiedział, patrząc w telewizor.
- O czym ma być? - Nikodem przytulił go do siebie
- O rodzinie... - Mały się zawahał. - Nie umiem tego narysować
- Ooo, to żaden problem - uklękłam przed nim, i pocałowałam go w czółko
- Ale ja już nie mam... - Antoś zaczął ronić łzy
- Cii - Nikodem go uspokajał - My jesteśmy rodziną. 
Kiedy rysunek przedstawiał w końcu rodzinę, postanowiliśmy położyć się do łóżka, i odpocząć. Mały położył się w środek nas i zasnął, przytulony do mojej piersi.  

*** 

Mijały dni, a ja wciąż z niecierpliwością wyczekiwałam nadejścia dziecka. Siedzenie w domu, nudziło mnie do granic możliwości. Postanowiłam, że spacer dobrze mi zrobi. Włożyłam luźną tunikę w kolorze rubinu, czarne legginsy, białe materiałowe buty na płaskiej podeszwie i czarny płaszcz, szyję zdobiła mi cienka pastelowa chustka, z miękkiego materiału. Byłam zawiedziona, ponieważ z trudem mieściłam się w swoje rzeczy. Musiałam o siebie dbać, jeśli chciałam, by dziecko urodziło się zdrowe. 
Spacerowałam po Detroit, chłonąc świeże powietrze i korzystając z kwietniowego słońca. Nie mogłam się jednak powstrzymać aby nie zajrzeć do baru. Otworzyłam drzwi i poczułam znajomy zapach smażonych frytek, i parzonej kawy. Czułam że robi mi się nie dobrze. Mimo to uśmiechnęłam się. Nikki wyłoniła się zza lady.
- Manuela! Jak dobrze cię tutaj widzieć! - uściskała mnie serdecznie
- Tak, ja też się cieszę, miałam sporą przerwę
- Ostatni raz widziałyśmy się chyba z pół roku temu
- Na prawdę? Minęło aż tyle czasu? Przepraszam, przez tą ciążę nie mam na nic siły, praktycznie nie wychodzę z domu
- Nie gniewam się, ja sama nie miałam najlepszego okresu.
- Opowiedz mi o tym
- Może innym razem - posłała mi prawie nie zauważalny uśmiech. 
- No dobrze, a jak tam z Neymarem?
- Szykuje dla mnie jakąś niespodziankę, ale nadal nie mogę odgadnąć co to jest... tak długo czekam, ostatnio widzieliśmy się na Święta, które spędziliśmy razem u niego. Od tego czasu nie miałam okazji go zobaczyć, tłumaczył, że nie może teraz przyjechać, choć bardzo by chciał, stęskniłam się już! - była bliska łez
- Na najlepsze zawsze czeka się najdłużej - położyłam jej rękę na ramieniu, chcąc ją pocieszyć
- Tak, pewnie masz rację. 
Naszą rozmowę przerwał Nikodem, który wyszedł z zaplecza.
- Kochanie, co tutaj robisz? Powinnaś wypoczywać - spojrzał na mnie karcąco
- Nie mogę dłużej siedzieć w domu, powinnam spacerować
- Chyba muszę zamykać cię na klucz - zażartował, po czym ściągnął fartuszek kelnera i złapał mnie za rękę - Zabieram cię do domu
- Ale dopiero co przyszłam... Nie zdążyłam nagadać się z Nikki... - posmutniałam
- Nie szkodzi, odwiedzę cię, obiecuję - zapewniła mnie
- Mam taką nadzieję - posłałam jej uśmiech po czym opuściłam bar.