* Vanessa *
- Dzieci jak tam w pracy? - zagadał mój ojciec, wiedziałam jednak że to pytanie było bardziej skierowane do Vanca.
Oboje adwokaci, mający wiele spraw, które zawsze kończą się sukcesami. Ale jakże mogło być inaczej.
- Vanesso, jak przygotowania weselne? - rozmowę Panów przerwała moja matka.
- W porządku. - posłałam jej wymuszony uśmiech.
- Nie potrzebujesz pomocy?
- Dziękuję, sama daje sobie świetnie radę. - nie mogłam dać jej tej satysfakcji, że bez jej pomocy nic mi nie wyjdzie.
- Właściwie to niedawno mieliśmy drobną przeszkodę. - wtrącił się mój narzeczony, za co miałam ochotę go udusić.
- Doprawdy? - podniosła wzrok od talerza i z lekkim triumfem spojrzała na mnie.
- Kilka dni temu kierownik sali odwołał naszą rezerwację. Zostaliśmy bez miejsca na wesele.
- To okropne. -zauważyła. - Dlaczego nic nie mówiłaś? Przecież wiesz doskonale, że razem z ojcem znaleźlibyśmy odpowiednie miejsce. - zwróciła się do mnie
Dlatego właśnie nic nie mówiłam, żebyś nie mieszała się w moje życie i ustawiała wszystko według własnego schematu. - powiedziałam w myślach. - Nie mówiłam nic, bo wszystko jest już ustalone.
- Oh, do prawdy? - jej entuzjazm opadł.
- Vance nie jest do końca poinformowany. - spuściłam wzrok na swój talerz z sałatką.
- W jakim sensie? - jego ton głosu brzmiał poważnie.
- Miałam dzisiaj spotkanie, na którym zarezerwowałam salę. Co prawda była ona droższa, jednak o wiele lepsza niż poprzednia. Jeszcze dziś zrobiłam przelew zaliczki.
- W takim razie cofam to co mówiłem o przeszkodach. - załagodził szybko sprawę. - Nasza Vanessa rozwiąże każdy problem. - chwycił moją rękę i ucałował ją, po czym wrócił do jedzenia.
Oczywiście, że sprostam każdej przeszkodzie. W końcu tego zostałam nauczona. Nie znam innego sposobu na życie jak tworzenie swoich planów i dążenie do ich realizacji. Nie wiem jak to jest nie mieć sposobu na życie, poddawanie się, czy pozwalanie losowi samemu decydować za Ciebie. Zostałam nauczona, że nasze życie powinniśmy sami układać i dopilnować każdej najmniejszej rzeczy na to, by było ono idealne.
Lecz czy moje takie jest?
Spojrzałam na każdego siedzącego przy stole. Nie zwracałam nawet uwagi na to co mówią, lecz na całokształt.
Przepraszając ich zamknęłam się w łazience i przyjrzałam swojemu odbiciu.
Byłam dosłownie jak moja matka. Ułożona, perfekcyjna, dbająca o każdy szczegół, nie znosząca gdy coś szło nie po jej myśli. A Levi? On był kompletnym przeciwieństwem. Nigdy nic nie planował, do wszystkiego podchodził bez przywiązania, pomagał nie mając w tym żadnego interesu...
Dlaczego w ogóle o nim myślę? Bo pojawił się w moim życiu, będąc poza schematem. Czuje, że jeszcze wiele namiesza. Zazwyczaj takie nieplanowane rzeczy przynoszą najwięcej kłopotów.
