Wskazałam miejsce, gdzie może się rozebrać po czym sama zabrałam wszystkie zakupy do kuchni. Kątem oka obserwowałam zachowanie bruneta. Wydawał się nie zbyt wzruszony wystrojem mojego mieszkania. W końcu nie było ono nadzwyczajne. Poczułam jak moje serce przyspiesza, kiedy stanął przed komodą, na której stały zdjęcia rodzinne oraz Vanca.
- To Twój narzeczony? - zapytał nie odwracając się w moją stronę.
- Tak. - bez większych ceregieli wyznałam mu prawdę.
Nie widziałam powodu dla którego powinnam go okłamywać.
- Pewnie sztywniak. - skomentował odkładając zdjęcie na miejsce i zajmując krzesło przy blacie kuchennym.
- Jak każdy adwokat. - sprostowałam.
- Co nadal nie rozwiewa mojego zdziwienia, jak taka kobieta może być z takim sztywniakiem.
- To dosyć długa historia, a ty nie jesteś jeszcze na to gotowy. - popchnęłam talerz z bułkami w jego stronę jednocześnie posyłając mu ciepły i co najważniejsze szczery uśmiech.
- A kiedy będę? - pochylając się nad blatem zabrał się za jedzenie.
- Wtedy na pewno ci powiem. - również postąpiłam jak on.
Pierwszy raz tego dnia jedliśmy w ciszy, ciągle wpatrując się sobie w oczy. Co dziwne, nie czułam przy nim żadnego zawstydzenia. Byłam przy nim sobą.
***
- Mary, sporządziłaś raport z dzisiejszego dnia? - zapytałam, kiedy była gotowa do opuszczenia lokalu.
- Tak, położyłam go na Pani biurku. - oznajmiła, po czym pożegnała się i wróciła do domu.
Była godzina 18:00. Pozostało mi jeszcze zrobić zamówienie na nową dostawę i również mogłam udać się do domu. Nie zwlekając chwyciłam za telefon i wybrałam numer naszego stałego dostawcy.
- Dobry wieczór. Tak, chciałam zamówić nową dostawę ubrań. Zgadza się, zimowych.
Chwilę jeszcze uzgodniłam z dostawcą resztę szczegółów i mogłam się spokojnie rozłączyć. Zapisywałam na kartce godzinę i numer dostawy, kiedy usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi.
- Zamknięte! - oznajmiłam nie odrywając wzroku od kartki.
- W takim razie co tu jeszcze robisz? - usłyszałam uwielbiany od kilku dni głos.
- To Ty, myślałam że to jakiś klient. - odłożyłam na bok kartkę i długopis.
- A ja myślałem, że wyczuwasz mnie już na odległość. - oparł się o ladę.
- Więc po co przyjechałeś?
- Oj Van, jeszcze się nie przyzwyczaiłaś?
- Może i dlatego właśnie się ubieram. - mrugnęłam w jego stronę i zbierając swoje rzeczy zamknęłam sklep.
