13.02.2018

WIRTUALNA NIĆ 3

Siedziałam na lekcji, i wyglądałam przez okno, totalnie zapominając o tym, że siedzę w klasie, i właśnie zapisujemy zagadnienia do sprawdzianu. Byłam pochłonięta myślami. Zastanawiałam się jakby to było, jeśli moje życie byłoby całkiem inne. Rodzice byliby dla mnie przykładem, pokazaliby mi co to jest prawdziwa miłość. Gdybym choć przez chwilę była inną osobą, może byłabym lubiana w klasie, i może teraz nie siedziałabym sama w ławce, na samym końcu. Z rozmyślań wyrwała mnie nauczycielka.
- Iza, wracaj na Ziemię. Dyktuję zagadnienia do sprawdzianu.
- Przepraszam, zamyśliłam się - odwróciłam się w jej stronę.
- Pewnie znowu ma depresję - usłyszałam z drugiego końca sali, w której teraz rozbrzmiewał śmiech klasy. Nie darzyli mnie wielką sympatią, zresztą z wzajemnością. 
- Uspokójcie się - skarciła ich nauczycielka. - Zajmijcie się swoimi sprawami, jasne? - momentalnie zrobiło się cicho. Nie wiedziałam, czy powinnam jej dziękować, czy nienawidzić za to, że teraz będę jeszcze bardziej wystawiona na zaczepki, ze strony nieznośnych ''kolegów''.
- Iza zostań po lekcji, dobrze? - Pani Teresa spojrzała na mnie zmartwiona.
Kiwnęłam tylko głową, rozglądając się po sali, wszystkie oczy były wpatrzone we mnie. Oprócz jednych. Jego sylwetka była pochylona. Wyglądał, jakby intensywnie o czymś myślał, kreśląc nic nieznaczące kształty na kartce, zostawiając niebieski ślad długopisu. Uwielbiałam na niego patrzeć, choć wiedziałam, że nigdy legalnie i świadomie nie spojrzę w jego piękne, duże zielone oczy. Był tak zaabsorbowany tym co tworzył, że nie zauważył, kiedy jak idiotka się w niego wpatrywałam. Rozmarzyłam się. Wyobrażałam sobie, jakby to było, gdyby choć raz na mnie spojrzał, powiedział choć jedno słowo, pogładził opuszkami palców moje policzki. Wyobrażałam sobie smak jego ust, w które tak bardzo chciałam się zatopić, choć wiedziałam, że to nigdy się nie spełni. Głośno westchnęłam, po czym zaczęłam zbierać wszystkie swoje rzeczy, gdyż zadzwonił dzwonek, i wszyscy opuścili klasę. Maciek wyszedł z sali jako ostatni, ani razu nie zaszczycając mnie spojrzeniem. Kiedy zostałam sam na sam z Panią Teresą, zamknęła drzwi od klasy, siadając na przeciwko mnie.
- Izuś, co się z tobą dzieje? Od ostatniego czasu jesteś nieobecna, nie uśmiechasz się, nie integrujesz się z klasą, siedzisz na uboczu.
- Wydaję się pani. Wszystko jest w porządku, naprawdę.
- No właśnie nie wydaje mi się. - Uparcie stała przy swoim. Głośno westchnęłam.
- Przechodzę teraz trudny okres, ale to minie. - próbowałam być jak najbardziej wiarygodna, aby zbić ją z tropu, i brzmieć przekonująco. Wiedziałam, że muszę kłamać, inaczej nie dałaby mi spokoju.
- No dobrze, może masz rację, ale pamiętaj, że jako twoja wychowawczyni, zawsze ci pomogę, w każdej sytuacji, mimo że to już ostatnie miesiące szkoły i każdy rozejdzie się w swoją stronę.
- Będę pamiętać. Do widzenia. - posłałam jej znikomy uśmiech, po czym jak najszybciej opuściłam klasę.
Szłam długim korytarzem, kierując się do wyjścia. Mijałam te same twarze, i te same puste miejsca, które były takie jak ja - opuszczone, zapomniane. Założyłam kaptur na głowę, po czym przyspieszyłam kroku. Nie miałam ochoty iść na ostatnią lekcję, szczególnie, że była to fizyka. Nie tego teraz było mi trzeba. Nie patrzyłam przed siebie, wręcz utkwiłam wzrok w podłogę, i wtedy znów całkiem przypadkiem wpadłam na Maćka.
- Ty chyba nigdy nie nauczysz się patrzeć jak łazisz. - zmierzył mnie wzrokiem, tak gniewnym, że mógłby mnie zabić samym patrzeniem, poczułam na ciele gęsią skórkę.
- Nie zamierzam cię przepraszać - udawałam twardą, lecz w środku czułam, jak serce rozdziera mi się na kawałki, bo tak bardzo się do niego rwało.
- A ja myślę, że jednak powinnaś.
- Daj mi spokój - odburknęłam, po czym wyminęłam mój obiekt westchnień, i kierowałam się w stronę domu. Jak zwykle pusty. Nie zrobiło to na mnie większego wrażenia, do wszystkiego da się przyzwyczaić, do samotności również. Weszłam do pokoju rodziców i wyciągnęłam z barku małą butelkę whiskey, po czym poszłam do swoich czterech ścian, zamykając się na klucz. Sięgnęłam do biurka po laptopa, i sok pomarańczowy, który stał od wczoraj. Upiłam solidny łyk alkoholu, po czym zapiłam sokiem. Włączyłam laptopa, i po chwili byłam już w innym świecie. Wyidealizowanym świecie 3D.