***
Nasza znajomość była już dość rozwinięta, więc oprócz kontaktowania się tylko przez internet, wisieliśmy na telefonach. Dziennie pisaliśmy tysiące esemesów, przegadywaliśmy miliony minut. Czułam, jak coraz bardziej się w nim zakochuję. Nie mogłam się doczekać, aż w końcu usłyszę jego głos, pełen troski. Od rana nie robię nic, tylko czekam, aż do mnie zadzwoni, kiedy znajdzie czas. Nie mogłam usiedzieć w miejscu, wciąż spoglądając na telefon, który nadal milczał. Dlaczego to takie wyczerpujące? Ile mam jeszcze czekać?
Podeszłam do okna, wyglądając na zewnątrz. Jak zwykle, ludzie byli rozproszeni na ulicy, kompletnie nie zwracając na mnie uwagi. A ja wpatrywałam się tak przez dłuższy czas, tak jakbym czekała na kogoś. A mianowicie na Janka. Wyobrażałam sobie, że zaraz zobaczę go wśród tłumu, jak idzie w moją stronę, uśmiecha się do mnie, a po chwili jest już w środku, w moim pokoju i obejmuje mnie, pytając jak mija mi dzień, ale nic takiego się nie wydarza. Wzdycham głęboko i podskakuję, kiedy z rozmyślań wyrywa mnie dźwięk nadchodzącego połączenia. Przez chwilę czuję jak serce próbuje wydostać się z klatki piersiowej. To musi być on! Szybko podbiegłam do telefonu, aby odebrać i znów rozpłynąć się na dźwięk jego głosu, jednak zamiast jego numeru pojawia się drugi często używany. Marysia. Entuzjazm trochę spada, jednak nie mniej cieszę się, że o mnie pamięta. Po chwili odbieram:
- Halo? - zaczynam
- Cześć, tu Marysia.
- Wiem, coś się stało? - pytam zniecierpliwiona
- Pakuj się - mówi stanowczo
- Co to ma znaczyć?
- Nie zadawaj pytań, tylko zrób to o co cię proszę siostrzyczko. Za pół godziny u ciebie będziemy.
Rozłączyła się. Nic z tego nie rozumiałam. O co jej chodziło? Nie myśląc nad tym dłużej zabrałam się za pakowanie. Kiedy wszystko już było gotowe, podniosłam z podłogi walizkę i wysunęłam rączkę. Omiotłam wzrokiem pokój po raz ostatni. Zapomniałam o whiskey. Szybkim ruchem zabrałam ją z biurka i delikatnie włożyłam do walizki, którą równie szybko zapięłam, i wyszłam z domu zamykając go na klucz.
- Gotowa na przygodę życia? - Marysia powitała mnie z entuzjazmem.
- Jaką przygodę? - uniosłam do góry jedną brew.
- Wsiadaj do samochodu - posłała mi uśmiech, totalnie ignorując moje zmieszanie obecną sytuacją.
- Cześć mała - Filip powitał mnie, kiedy tylko zamknęłam drzwi skody.
- Cześć, może ty mi wyjaśnisz to całe zamieszanie? - patrzyłam na niego błagalnie, a on tylko znacząco spojrzał na Marię i uśmiechnęli się do siebie.
Głośno westchnęłam, czując wzbierającą we mnie irytację.
- Doobra, powiem ci - Maria w końcu zabrała się za wyjaśnienia - Chciałabym spędzić z tobą trochę czasu, więc zabieramy cię na wakacje aby trochę się rozerwać, zaczerpnąć świeżego powietrza.
- Nadal nie wiem gdzie jedziemy - wzruszyłam ramionami.
- Kochanie, kierunek Sopot. - zwróciła się do Filipa.
- Jesteś niemożliwa - posłałam jej uśmiech, po czym wygodniej rozsiadłam się na siedzeniu zapinając pas. Czekała nas długa podróż.
***
Po pięciu godzinach byliśmy na miejscu. Właśnie miałam wchodzić do swojego pokoju, kiedy zadzwonił telefon. Zanim zdążyłam go znaleźć w torebce, rozmówca przerwał połączenie. Będąc już w środku zamknęłam drzwi i opadłam na zaścielone łóżko, pachnące świeżością. Moją uwagę przykuło duże okno, które jednocześnie było wyjściem na balkon. Podniosłam się z miękkiej pościeli i podeszłam bliżej, otwierając je i wychodząc na zewnątrz, widok z hotelu był niesamowity. Zaczerpnęłam świeżego powietrza. Znów naszły mnie myśli, jak cudownie byłoby gdyby teraz Janek był tuż koło mnie, i razem ze mną patrzył na część Sopotu widoczną z mojego balkonu. Oderwałam od niego myśli słysząc pukanie do drzwi.
- Można? - Marysia weszła do środka, nie czekając na odpowiedź. - I jak ci się podoba?
- Jest świetnie.
- To nie koniec niespodzianek.
- Co jeszcze przygotowałaś?
- Dziś wieczorem wychodzimy. Rozerwiesz się trochę.
- Kiedy to wszystko zaplanowałaś?
- Właściwie to nie planowałam. Myśl narodziła się wczoraj, więc pomyślałam, czemu by jej nie zrealizować? Jestem ci to winna.
Zastanawiałam się, jak to jest kiedy spełniają się marzenia...? Czy jest się wtedy szczęśliwym? Na pewno...Zazdrościłam jej tego, że spełniało jej się wszystko co zaplanowała, ale z drugiej strony cieszyłam się, bo byłam częścią tego planu.
- Masz rację.
- Gdybyś czegoś potrzebowała, jesteśmy w pokoju dwieście trzynaście.
Już miała wychodzić, kiedy się odezwałam.
- Marysiu?
- Tak? - znów pojawiła się w pokoju
- Dziękuję
- Nie masz za co, od tego są siostry - przytuliła mnie mocno do siebie, po czym opuściła pokój.
Stałam chwilę w bezruchu, kiedy mój telefon ponownie zadzwonił. Szybkim ruchem chwyciłam torebkę, w poszukiwaniu go, a kiedy w końcu znalazłam wcisnęłam zieloną słuchawkę i znów usłyszałam ten wspaniały, uspokajający głos.
- Cześć piękna.
- Zadzwoniłeś...Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę... - próbowałam uspokoić oddech. Czułam się dziwnie, kiedy tak swobodnie z nim rozmawiałam, mimo, że tak naprawdę nigdy nie widziałam go w realnym życiu. Dziwnie było znajdować się pomiędzy rzeczywistością, a wirtualnym światem, który pokochałam, choć wiedziałam, że ten świat nie jest w pełni prawdziwy, nie mogłam zbadać go zmysłami dotyku, zapachu, smaku... Mogłam tylko słuchać głosu mężczyzny który tak bardzo zawrócił mi w głowie sprawiając że od dawna nic nie było już takie samo choć zmieniło się niewiele. Cieszyłam się że mogłam od czasu do czasu ujrzeć go w ekranie laptopa ale to w pełni mi wystarczyło... Ale czy na długo? Na ile będę w stanie to akceptować? Wciąż zadawałam sobie to pytanie, lecz nie mogłam uzyskać odpowiedzi.
- Jak bym mógł zapomnieć. Stęskniłem się za twoim głosem.
- Ja za twoim też.
- Porozmawiamy dzisiaj na Skype? Chciałbym cię zobaczyć.
- Przez jakiś czas będzie to niemożliwe.
- Dlaczego?
- Jestem w Sopocie. Nie wzięłam ze sobą laptopa.
- Szkoda.
- Będziemy rozmawiać przez telefon.
Słyszałam jak wzdycha w słuchawkę, lekko rozczarowany.
- Dobrze... a co u ciebie?
- Wieczorem wychodzę na miasto.
- Sama? Martwię się o ciebie.
- Niee, spokojnie. Jestem tu z siostrą i jej chłopakiem.
- O tyle dobrze.
- Nie martw się o mnie, jestem już duża.
- Jednak nie na tyle, bym się o ciebie nie martwił perełko. - na te słowa poczułam przyjemne ciepło rozlewające się w moim sercu. Dlaczego ktoś kogo zaczynam kochać, jest setki kilometrów ode mnie? Czy to musi tak boleć? Ile jeszcze czasu minie zanim go zobaczę? Ile tęsknoty zajrzy w każdy kąt mojej duszy? Ile mam czekać? Dlaczego wciąż zadaję sobie pytania, na które nie znam odpowiedzi? Czułam jak jakaś siła kłuje moje serce, wbija się coraz głębiej. Nie wiedziałam co na to odpowiedzieć. Może po prostu dla niepoznaki spytam co robi? Tak było najbezpieczniej. Musiałam stać na pewnym gruncie, aby to jakoś znieść.
- Co robisz?
- Nudzę się, ale za chwilę będę szedł pojeździć na desce.
- Czy na pewno znam wszystkie twoje hobby? - zaśmiałam się
- Dużo ich mam. A deskorolka, to jedno z moich ulubionych zajęć, kiedy nie jeżdżę crossem z kolegami.
- No dobrze, tylko uważaj na siebie - czułam jak na te słowa się uśmiecha, choć nie miałam wystarczającej pewności.
- Będę.
- Muszę już kończyć - niechętnie zmierzałam ku końcowi rozmowy, gdy Marysia weszła do pokoju, gestem dając mi do zrozumienia, że pora niedługo wychodzić, a ja zupełnie nie byłam gotowa.
- Baw się dobrze - powiedział promiennie, po czym zakończył połączenie.