19.07.2018

PERFECTION 18


Chwilę wpatrywał się w biały sufit, lecz kiedy skończył ponownie był tym samym radosnym Levim, do którego zaczęłam żywić jakieś iskierki uczucia.
- Nie przeszkadza mi to. - powiedział pewny.
- Jak to? - byłam zaskoczona jego słowami.
- Wystarczy mi świadomość tego, że nie chcesz tego ślubu, bo go nie kochasz.
- Co ty wygadujesz? To wesele musi się odbyć.
- Van, nic nie musi! - opuścił ciepłą pościel i kucnął naprzeciw mnie. - Nie dopuszczę do tego ślubu. Będziesz moja. - chwycił moje ręce i ucałował je.
- Tak bardzo tego nie chcę... - rozpłakałam się, kolejny raz po moich policzkach ciekły łzy. - Nie chcę tych wszystkich uczuć do Ciebie, tego zamieszania, życia poza schematem. - wzięłam kilka głębszych wdechów.
 Levi nic nie mówił tylko zwyczajnie w świecie pozwalał mi się wypłakać.
- Pojawiłeś się tu i namieszałeś w moim życiu. Rozwaliłeś wszystko, co przez tyle lat układałam.
- Pozwól pozostać mi w Twoim małym, idealnym świecie i daj wprowadzić do niego trochę chaosu. -starł z moich policzków pojedyncze łzy.
- Widzisz do czego doprowadziłeś? Nigdy w swoim życiu nie płakałam.
- Płacz to nie wstyd.
- Tylko oznaka słabości. - wcięłam się
- Kto Ci tak powiedział? - był w szoku. - To chyba najgłupsza rzecz jaką słyszałem. Łzy nie są oznaką słabości, lecz wrażliwości, pokazania że na czymś Ci bardzo zależy. Łzy są oznaką ludzi, którzy mają uczucia.
- Matka nigdy nie pozwalała mi płakać, byłam uczona czegoś innego.
- Przy mnie nie musisz być idealna w każdym calu. Niedoskonałości są równie dobre. - pocałował koniuszek mojego nosa. - A teraz wybacz, ale chyba się ubiorę. - wskazał na swoje nagie ciało.
 Zaczerwieniona założyłam szlafrok i udałam się do łazienki, gdzie spokojnie włożyłam na siebie ubrania, tym razem zwyczajne dresy i koszulkę na krótki rękawek. Rozczochrane włosy związałam w wysokiego kitka. Cóż, wyglądałam na kobietę mającą zaledwie 20 lat, tym czasem miałam ich już 25.
 Przyjrzałam się swojemu odbiciu i dotknęłam dołeczków na policzkach. To uśmiech, który nie schodził z mojej twarzy i co najważniejsze nie był sztuczny.
 Opuściłam łazienkę i udałam się do kuchni. Dochodziła 16:00, a ja nadal nie miałam przygotowanego obiadu. Postawiłam na szybką zapiekankę. Ugotowałam makaron i wyłożyłam na spód żaroodpornego naczynia, na to dałam podsmażone lekko na patelni mięso przykrywając je kolejną warstwą makaronu.
- Zetrzyj jeszcze ser, będzie lepsza. - zauważył Levi.
- Racja. - zrobiłam jak kazał.
- Przepraszam na moment. - odszedł biorąc ze sobą dzwoniący telefon.
Starałam się nie przysłuchiwać rozmowie, w końcu to jego prywatne sprawy, ale widok jego zachowania wskazywał na to, że nie był on zadowolony z rozmowy.
- Co się stało? - zapytałam, kiedy usiadł na krzesełku.
- Za godzinę muszę być na treningu. - skrzywił się
- Jakim treningu?
- Piłki nożnej.
- Jesteś piłkarzem? - byłam zaskoczona jego zawodem.
Wiedziałam, że rozkręca karierę, ale że aż tak?
- Hallo! - pomachał ręką przed moimi oczyma. - Jemy? - nic nie odpowiedziałam tylko kiwnęłam twierdząco głową.
 Musiałam to sobie wszystko ułożyć w głowie. Co prawda nie było to cos złego, jednak mocno mnie tym zaskoczył.