7.05.2018

WIRTUALNA NIĆ 40

Wieczorem całą rodziną dotarliśmy do własnego domu, który zawsze pragnęłam mieć. Zosia była już bardzo zmęczona więc niemal zasypiała na rękach. Rozbudziła się, kiedy pomogłam jej się umyć i przebrać w piżamę. Poszłyśmy do pokoju, który od teraz był cały dla niej. Położyła się do miękkiego łóżka a ja opatuliłam ją kołdrą po czym ucałowałam w policzek. 
- Śpij kwiatuszku. 
- Dobrze mamo. Dobranoc.
- Dobranoc kochanie, kolorowych snów.
Już miałam wychodzić, kiedy mnie zawołała.
- Mamo?
- Tak?
- Kocham cię.
Poczułam jak w moich oczach zbierały się łzy. Nie potrafiłam opisać tego uczucia. 
- Ja ciebie też - odpowiedziałam łamiącym się głosem, po czym wyszłam z pokoju, zostawiając lekko uchylone drzwi. Akurat w tym momencie Maciek wrócił ze spaceru z Akselem. Zdjął z niego smycz, a on grzecznie podreptał do swojego miękkiego, nowego legowiska w pokoju Zosi. Napił się wody z miski po czym ułożył się wygodnie na miękkim łóżku, zapadając w sen.
- Zosia już śpi? - Maciek zwrócił się do mnie, kiedy leżeliśmy już w naszej sypialni.
- Tak, przed chwilą zasnęła, a przedtem wyznała mi miłość.
- Jesteś dla niej matką, na prawdę cię kocha. Nikt nie dał jej tyle miłości co ty. - zauważył, przytulając mnie do siebie
- Masz rację, zawsze chciałam aby ta chwila w końcu nadeszła. Ja również bardzo ją pokochałam, mimo, że jej nie urodziłam, jest dla mnie wszystkim.
- To widać. Teraz już nie musisz się martwić, masz ją przy sobie.
- Już dawno przestałam się martwić, a wiesz dlaczego? - Podniosłam się i położyłam na boku, patrząc mu w oczy.
- Dlaczego?
- Bo mam przy sobie wspaniałego faceta, który daje mi siłę do życia. 
Na te słowa przybliżył się do mnie, po czym zaczął mnie całować. Namiętnie odwzajemniałam każdy pocałunek. Zsunął ramiączko koszulki z ramienia, później drugie aż w końcu pozbył się jej całej, obnażając nagie piersi. Postanowiłam nie być mu dłużna, i również zdjęłam z niego koszulkę. Ściągaliśmy z siebie nawzajem ubrania, aż w końcu leżeliśmy kompletnie nadzy. Kusił mnie swoim spojrzeniem, dotykiem, zapachem, ciałem. Pragnęłam go, a on to był tego świadomy. Nie musiałam prosić, on wiedział, czego pragnę. Od razu przystąpił do rzeczy. Kochaliśmy się do świtu. Wkrótce odczuliśmy zmęczenie, opadając na poduszki. Standardowo położył się na plecach, a ja wtuliłam się w jego klatkę piersiową, obejmują ręką w pasie. Gładził moje włosy. Leżeliśmy w milczeniu. Słowa były zbędne. Rozumieliśmy się bez słów. Wkrótce oboje zasnęliśmy, wtuleni w siebie. Wiedziałam, że do szczęścia nie brakuje mi już niczego. Wszystko czego potrzebowałam, miałam w mojej rodzinie. 


***

Dziś były urodziny Zosi. Od rana byłam zajęta przygotowaniami. Specjalnie wzięłam sobie wolne, a w pracy zastąpiła mnie Daria, która również tak jak ja odnalazła swoje powołanie. Byłam jej wdzięczna. Zbliżała się 13:00, Zosia lada chwila powinna wrócić ze szkoły. Bardzo się stresowałam, ponieważ wciąż brakowało mi czasu, a do zrobienia było tak wiele. Na szczęście zawsze mogłam liczyć na Małgorzatę i Ojca, którzy zjawili się z samego rana. Tata wciąż rozmawiał z Maćkiem, a Małgorzata pomagała mi w kuchni. Wkrótce udało nam się ze wszystkim uporać, więc zestresowana oczekiwałam przyjścia Zosi, która pojawiła się przed 14. 
- Co tak długo? - zapytałam, kiedy weszła do domu. 
- Ciocia Daria mnie przyprowadziła, a wcześniej zabrała mnie na lody z wujkiem Arturem. 
- O wilku mowa. - uśmiechnęłam się, kiedy po chwili oboje weszli do środka.
- Przepraszamy, jeśli się martwiłaś. Pomyślałam, że ją odbiorę. Jak widzisz, Zosia jest cała i zdrowa. - Daria zwróciła się do mnie.
- Jeśli to część jej prezentu urodzinowego, to się nie gniewam. - Posłałam jej uśmiech. 
- Owszem. Drugą część dostanie na przyjęciu. - odwzajemniła uśmiech.
- Które zresztą zaraz się zacznie - zauważyłam, po czym pobiegłam do lodówki wyciągnąć tort, który musiałam przyozdobić ośmioma świeczkami. Kiedy powbijałam je w biszkopt poprosiłam Maćka aby je zapalił, a sama chwyciłam do ręki kamerę i nagrałam moment kiedy Zosia szczęśliwa zdmuchuje je wszystkie. W pokoju rozległy się gromkie brawa, a Zosia nie kryła zadowolenia. Kiedy wszyscy zjedli po kawałku, nadszedł czas na rozdawanie prezentów. Pierwszy prezent dostała od Sławomira i Małgorzaty. Podarowali jej duży domek dla lalek, oraz misia, który był tego samego wzrostu co Zosia. Mojej córce nie schodził uśmiech z twarzy. Następnie przyszła kolej na Darię i Artura. Od nich dostała duże puzzle 3D z krajobrazem gór, które uwielbiała. Od Marysi i Filipa otrzymała zestaw gier planszowych. Od nas natomiast dostała wspaniałą kreację księżniczki i koronę w którą natychmiast się przebrała, złotą koronę delikatnie włożyła w długie, gęste włosy. W stroju księżniczki podeszła do nas i mocno się w nas wtuliła. Uznałam, że to odpowiedni moment, aby wyznać jej kolejną niespodziankę.
- Zosiu, mamy dla ciebie coś jeszcze. - Maciek zwrócił się do niej.
- Co takiego? - Dziewczynka nie mogła się doczekać. 
- Będziesz miała braciszka. - Powiedziałam, a Zosia nie mówiąc ani słowa przytuliła się do mojego brzucha. 

***

Nasza rodzina powiększyła się o kolejnego członka, co wywołało radość u wszystkich. Czułam, że odzyskałam rodzinę, chociaż wciąż była nie pełna. Mama zerwała z nami kontakt i sprzedała dom, w którym dorastałam, a sama przeprowadziła się do swojego faceta, i ponownie wyszła mąż. Tata również postanowił nie zwlekać, i pobrał się z Małgorzatą. Są szczęśliwym małżeństwem. W życiu już tak bywa, że nie możemy mieć wszystkiego. Tracimy jedno, zyskujemy drugie. Równowaga. Całą rodziną siedzieliśmy teraz u Małgorzaty i Sławomira, obserwując jak mój syn Oskarek stawia pierwsze kroki. Dla mnie, jako matki był to wspaniały widok, dla ojca również. Maciek świetnie sprawdza się w tej roli. Jest idealnym tatą. Nigdy nie czułam się taka szczęśliwa, a mąż utwierdza mnie w przekonaniu, że warto walczyć o swoje marzenia. 



~KONIEC~