zapraszam do mojego małego świata. mam nadzieję, że zagościsz w nim na dłużej.
11.07.2018
PERFECTION 15
Zapięta pasami czekałam na odstawienie mnie do domu. Pełna niepokoju wypatrywałam za szybą czegoś co by mnie uratowało, jednak na marne.
Jeden budynek mijający drugi, a ja z tej całej paniki widziałam tylko rozmazujące się kontury.
- Jeszcze raz proszę, pojedź ze mną do domu. Do mojego domu.
- Chcę wrócić do siebie. - nie zaszczyciłam go spojrzeniem.
Resztę drogi pokonaliśmy w ciszy. Kiedy zaparkował na moim stałym miejscu, wyrwana z transu zabrałam swoje rzeczy i pospiesznie rzucając „cześć” zatrzasnęłam drzwi.
Nie chciałam na niego patrzeć, nie chciałam nawet go słyszeć. Po prostu chciałam znaleźć się w swoich czterech ścianach.
-Van! Nie odchodź tak. - usłyszałam za sobą jego głos, przez co przystanęłam, jednak nadal nie potrafiłam się odwrócić.
Czułam, że kiedy to zrobię, z powrotem wsiądę do jego samochodu i odjadę razem z nim, a przecież nie mogłam zachować się jak nastolatka.
- Przepraszam. - nadal próbował mnie zatrzymać.
Nie reagując na niego wbiegłam na klatkę i trzymając się poręczy wbiegłam na piętro, gdzie znajdowało się moje mieszkanie.
Z drżącymi rękoma otworzyłam drzwi, a widząc pogaszone światła, stwierdziłam , że Vance musi być jeszcze w pracy. Rzuciłam torebkę tuż obok szafy na kurtki i zsuwając się po drzwiach wejściowych rozpłakałam się. Pierwszy raz w swoim życiu pozwoliłam łzom spływać po policzkach.
- Co Ty ze mną zrobiłeś?
Nigdy nie zaznałam tych uczuć, które teraz mi towarzyszyły. Strach, brak kontroli, bezradność. Skąd mogłam wiedzieć jak na to reagować?
Pospiesznie wyjęłam z szafki kuchennej mały woreczek i zaczęłam wpuszczać w nie powietrze.
Wdech, wydech. Wdech, wydech.
Mój organizm zaczął pomału wracać do normy. Spojrzałam na zegarek. Za dziesięć minut miał wrócić mój narzeczony. Doprowadziłam się do porządku i przyszykowałam kolację, oczywiście dla jednej osoby. Ja nie przełknęłabym teraz nawet kęsa.
Tak jak zawsze, punktualnie w drzwiach zawitał Vance. Uśmiechnięty ucałował mój policzek i zaczął opowiadać o zdarzeniach w pracy. Nigdy mnie to nie interesowało, jednak jako jego towarzyszka miałam obowiązek wysłuchania jego problemów.
- Vanesso, czy wszystko w porządku?
- Tak, tak - spanikowana zaczęłam rozglądać się po pokoju.
- Jesteś jakaś niespokojna i blada. - zauważył.
- Po prostu byłam dzisiaj sama w sklepie i musiałam zrobić duży rozładunek. Kartony były bardzo ciężkie, a ja musiałam sama się tym zając. Rozumiesz, że jestem zmęczona? - ostatkiem sił zmusiłam się do uśmiechu.
- W takim razie powinnaś odpocząć. Nie możesz się przemęczać, uważam że stać Cię na zatrudnienie kogoś płci męskiej do pomocy przy rozładunkach.
- Pomyślę nad tym, jednak teraz jeśli pozwolisz wykąpię się i położę.
- Oczywiście. Zjem tylko kolację i dołączę do Ciebie. - chwycił moją rękę i ucałował ją.
- Dobrze.
Próbując panować nad swoim ciałem, dzielnie doszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic, po czym zmęczona dzisiejszymi zdarzeniami próbowałam zasnąć.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
