18.10.2018

PERFECTION 38



Minęły trzy miesiące od kiedy Vance zaczął być wobec mnie brutalny. Moje ciało było całe w siniakach, a na twarzy widoczne były ślady po licznych uderzeniach. Starałam się je jakoś maskować, a nawet kiedy były one nie do ukrycia, starałam się nie wychodzić z domu.
 Dzisiaj musiałam przyjść do pracy. Owijając się w szalik i jak najbardziej się da, chowając się pod kapelusz, udałam się do samochodu, którym dojechałam pod sklep. Tylnim wejściem doszłam na zaplecze. Usiadłam w swoim biurze i zajęłam się segregowaniem wszystkich faktur, które leżały ułożone w stosik na biurku.
- Oo, to Pani. Miałam dzwonić. - odezwała się Mary widząc mnie w pracy.
- Dziękuję, za ogarnięcie wszystkiego. Jeszcze dziś wpłacę na Twoje konto premię.
- Wierzę, jeszcze nigdy mnie Pani nie oszukała w kwestii wypłaty.
- Musimy sobie ufać. - posłałam jej serdeczny uśmiech.
- Pani Vanesso, musimy porozmawiać. - usiadła naprzeciw mnie łapiąc za obie ręce. - Od czasu powrotu z wakacji, jest Pani inna. Nie mówię tu o rzadszym przychodzeniu do sklepu. Chodzi o to, że stała się Pani wrakiem człowieka. A do tego te ślady. - wskazała na policzki. - Może nie powinnam się wtrącać, ale martwię się. Można raz uderzyć się w szafkę, raz przypadkiem natknąć się na przeszkodę, ale nie notorycznie. Czy dzieje się to o czym myślę? - spojrzałam na nią i cała bariera runęła, a ja zalałam się łzami. - Musi Pani od niego odejść, inaczej on zniszczy wszystko.
- To nie jest takie proste.
- Wiem, ale chyba Pani zdrowie jest najważniejsze.
- Ale tu już nie chodzi o mnie. Mary, ja jestem w drugim miesiącu ciąży. - złapałam się za głowę.
- W takim razie musi Pani to zrobić i pomyśleć o dziecku.
- To nie takie proste. - usłyszałyśmy dźwięk otwieranych drzwi.
- Pójdę zobaczyć kto to.
 Przez chwilę zapadła cisza, a później mocne powiadomienie ze strony pracownicy, że właścicielki nie ma.
- Proszę, potrzebuję z nią porozmawiać. - znałam ten głos.
- Meg? - wyszłam z zaplecza.
- Boże święty. Van! - zakryła usta ręką.
- W jakim celu chcesz mnie widzieć? - zignorowałam jej zdziwienie.
- Chciałam porozmawiać, dlaczego już nie przyjeżdżasz.
- To nie najlepszy moment. Jeśli się nie pogniewasz to muszę już iść. Mam wizytę u lekarza.
 Nie czekając na reakcję dziewczyny opuściłam lokal tylnim wyjściem. Niechętnie wróciłam do domu. Oczywiście czekał już tam Vance.
- Gdzie się szwędasz?
- Musiałam zrobić przelew. Mary zasługuje na premię. - wyjaśniłam wieszając płaszcz.
- Nie kłam! - chciał wymierzyć mi kolejny cios kiedy powstrzymałam go.
- Nie podniesiesz już więcej na mnie ręki.
- A to dlaczego? - roześmiał się.
- Bo jestem w ciąży. - czekałam na jego reakcję.
 Przez chwilę stał niczym wmurowany. Chyba nie docierało do niego to co powiedziałam, aż po chwili zwyczajnie wyszedł.