Dlaczego zawsze po każdej kłótni z Jankiem tak bardzo bolało mnie serce? Czy to prawdziwa miłość? Los wystawił nasze uczucia na próbę, zadrwił z nas...Ile zdołam jeszcze wytrzymać...? Gdzie jest granica? Czy ktoś kiedyś zdoła przerwać tą nić? A może sami nieświadomie, lub z braku siły by walczyć ją przetniemy? Nie miałam pojęcia. Odsunęłam te myśli na bok. Dziś miałam tylko jeden cel: Świetnie się bawić na domówce. Nie odzywałam się do Janka od wczoraj, po naszej jednej z poważniejszych kłótni. Liczyłam, że może on odezwie się pierwszy. Ostatni raz przejechałam czerwoną szminką po ustach, kiedy dostałam wiadomość. Ukazało mi się zdjęcie Janka, z podpisem. ''Skoro nasze spotkanie wydaje się być tak odległe, mam nadzieję, że wynagrodzę Ci to moim zdjęciem. Liczę na to samo z Twojej strony''
I to ma mnie niby przekonać? Mam udawać, że nic się nie stało? Czy on myśli, że jednym z kilku już wcześniej wysłanych zdjęć załatwi sprawę? Serce od razu podsuwało mi pomysł abym odesłała mu swoje zdjęcie, jednak rozum z całych sił odsuwał mnie od tego pomysłu. Wyłączyłam telefon. Włożyłam czarną spódnicę do kostek która odsłaniała złotą bransoletkę na lewej nodze, biały top, który sięgał mi do pępka, wiązany na szyi i czarne balerinki. Włosy porządnie rozczesałam i pozwoliłam aby swobodnie opadły na ramiona. W nowym kolorze prezentowały się niesamowicie. Uśmiechnięta otoczyłam się wonnym zapachem nowych perfum. Wychodząc z domu zarzuciłam na ramiona ramoneskę i jak zwykle przełożyłam sobie torebkę przez ramię. Po niecałej godzinie drogi byłam już na miejscu. Zadzwoniłam do drzwi. Po chwili moim oczom ukazała się Daria, ubrana w złotą średniej długości rozkloszowaną sukienkę i czarne wysokie szpilki, włosy związała w eleganckiego koka, z opaską. Makijaż był dopełnieniem tego wspaniałego wyglądu. Poczułam małe ukłucie w sercu, czyżby zazdrość? Mimowolnie widziałam w niej konkurentkę. Jednak kiedy przekroczyłam próg domu należący do jej rodziców szybko o tym zapomniałam i nawet zaczęłam ją lubić, nie dlatego, że widziałam korzyści wynikających ze znajomości z Darią, poprzez jej bogactwo, tylko dlatego, że poczułam się bezpiecznie, poczułam, że ta dziewczyna jest godna zaufania.
- Cieszę się, że przyszłaś. - Daria powitała mnie całusem w policzek.
- Drobiazg, nie miałam serca ci odmówić - posłałam jej szczery uśmiech.
- Chodź do kuchni, napijemy się drinka
- Ok. - podążyłam za nią - A gdzie reszta? - zapytałam rozglądając się - Za cicho tutaj jak na domówkę - zauważyłam
- Jesteś pierwsza. Nie przejmuj się, zaraz wszyscy się zejdą.
- To może włączę muzykę - zaproponowałam. Poczułam się u niej swobodnie i nie miałam problemu ze znalezieniem pokoju w którym miała głównie odbywać się impreza, chociaż wszyscy wiedzą, że później i tak każdy rozproszy się po innych pomieszczeniach. Kiedy muzyka rozlegała się w całym domu wróciłam do kuchni. - Ile osób przyjdzie? - zapytałam, rozsiadając się na krześle.
- Hmm, będzie kilka osób z naszej klasy, wiesz, że nawet gdybym chciała, nie dogodzę wszystkim - na te słowa pokręciłam twierdząco głową, fakt nie wszystkim dzisiaj można dogodzić. - Niektórzy wpadną z osobą towarzyszącą. - dokończyła
- Mhm, spoko - odpowiedziałam, wypijając do dna całego drinka.
Zapowiadał się szalony wieczór. Po dziesięciu minutach zaczęli schodzić się pierwsi goście. Witałam się z każdym promiennie, miałam wrażenie, że po raz pierwszy złapałam z kimś dobry kontakt, nie wspominałam dobrze relacji z ludźmi z poprzedniej szkoły, miałam uraz i wiedziałam, że szybko się go nie pozbędę. Ważne było to, że przełamałam lody. Jak to mówią: ''pierwsze koty za płoty''.
Czułam się w tym gronie naprawdę dobrze, rozglądnęłam się po pomieszczeniu i zauważyłam, że brakowało mi jednej twarzy, a mianowicie twarzy Artura. Od razu pierwszego dnia zauważyłam, że mają się z Darią ku sobie.
Udałam się do kuchni i uzupełniłam swoją szklankę o sporą ilość brązowej wysokoprocentowej cieczy z colą, uwielbiałam whiskey. Dodałam dwie kostki lodu. Mimo dudniącej muzyki i kilkunastu mieszających się ze sobą głosów zdołałam usłyszeć pukanie do drzwi. Bez zastanowienia poszłam otworzyć. Zastałam Artura, a za nim Maćka. Stanęłam jak wryta i nie mogłam wydusić z siebie żadnego słowa. Kiedy po chwili wszystko wróciło do normy i znów odzyskałam oddech ogarnęła mnie złość.
- Cześć Iza - powitał mnie Artur. Maciek stał kilka metrów dalej, zajęty swoim telefonem, nie zdołał mnie jeszcze zobaczyć, choć wiedziałam, że jego dzisiejsza obecność tutaj to sprawka Artura i na pewno przyszedł tu ze względu na mnie.
- Cześć - odburknęłam oschle. - Co on tu robi? - zniżyłam głos
- Tak jak reszta przyszedł się napić i potańczyć.
- Dobrze wiedziałeś, że nie chcę go widzieć, a mimo to zabrałeś go ze sobą.
- Przyszedłem do Darii a nie do ciebie.
- Ale wiedziałeś, że też tu będę, przecież słyszałeś naszą rozmowę
- Nie dramatyzuj, będzie fajnie.
- Owszem, ale chyba dla ciebie - odpowiedziałam zdenerwowana, ominął mnie wyszczerzając zęby w uśmiechu, zaraz po nim wszedł Maciek. Zamknęłam za nim drzwi a on zaczął się we mnie wpatrywać.