~ NIKKI ~
Wyszliśmy z szatni i postanowiliśmy przejść się plażą, która była naprzeciwko naszego pięknego domu. Piłkarz usiadł na piasku a ja między jego kolanami, opierając się o jego tors. Patrzyłam na zachodzące Słońce i myślałam. Z rozmyślań wyrwał mnie Neymar.
- Byłem dziś zapytać o prywatne leczenie dla twojego dziadka
- I jak? - zapytałam z zainteresowaniem
- Pomogą mu. Za kilka dni mają wysłać kogoś do niego, i zacząć leczenie.
- A ile to będzie kosztowało? - zapytałam odwracając się do niego
- Nie przejmuj się pieniędzmi! - skarcił mnie - Co moje to i twoje pamiętasz?
- Dziękuję - zawołałam, i pocałowałam go.
Chwilę siedzieliśmy w milczeniu
- Idziemy? - zapytałam trochę trzęsąc się z zimna. Dni w Santosie były gorące, ale wieczory chłodne.
- OK - wstał równo ze mną i dał mi swoją bluzę - Masz, będzie ci cieplej
- Nie musiałeś - wzięłam niechętnie ubranie - Teraz tobie będzie zimno...
- Przestań, przy tobie nigdy nie jest mi zimno - objął mnie w talii. Po jakimś czasie byliśmy w domu. Zajęłam się przygotowaniem kolacji, a Ney robił coś w pokoju. Zrobiłam kanapki i położyłam na stole. W drzwiach stanął piłkarz - mmm, ale pysznie wygląda
- Daj spokój, to tylko kanapki - uśmiechnęłam się
- Ale w twoim wykonaniu są godne uznania
- Nie podlizuj się - powiedziałam i usiadłam na krześle. Po skończonej kolacji włączyliśmy film. Gdy dobiegł końca, mocno się w niego wtuliłam.
- A tobie co się na czułości zebrało? - zapytał, przytulając mnie i śmiejąc jednocześnie
- Po prostu cię kocham. Nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła.
- Uwielbiam cię - skwitował i po chwili był już na mnie, całując.
- Przypominam, że przez to ostatnio się nie wyspałeś - przerwałam mu, kiedy zdejmował ze mnie koszulkę
- Oj no przestań, żartowałem
- Nie ma tak... - próbowałam być poważna, ale wychodziło mi to z t r u d e m.
- A ty powiedziałaś kilka godzin temu, że ci nie wystarczam - mówił, przybliżając się do mnie
- Ja jakoś sobie z tym poradzę - nie dawałam za wygraną
- Dobrze, ale jutro - skwitował, i nim się spostrzegłam, byłam bez ubrań. Kochaliśmy się długo i namiętnie. Po wszystkim mocno mnie do siebie przytulił. Po jakimś czasie zasnęłam.
Gdy się obudziłam Neya już nie było. Poleżałam chwilę i postanowiłam się ubrać. Wybrałam miętową sukienkę, naszyjnik od niego i bransoletki. Jak nigdy, dziś zrobiłam sobie makijaż. Kończyłam tuszować rzęsy, gdy dostałam wiadomość. Cześć, to ja Severyn. Wpadłem na Ciebie w parku, pamiętasz? Może dałabyś się wyciągnąć na kawę? Pomyślałam chwilę i zgodziłam się. Nie miałam nic do stracenia. Odpisałam. O której i gdzie? Na odpowiedź nie musiałam długo czekać, pojawiła się w przeciągu minuty. Może o dwunastej, w Cafe Bar.? Będę - odpisałam, po czym zaczęłam sprzątać dom. Spojrzałam na zegarek. Była za piętnaście dwunasta. Włożyłam miętowe szpilki pod kolor sukienki i białą skórę. Na miejscu byłam punktualnie. Weszłam do środka, i usiadłam na przeciwko Severyna.
- Cześć - zawołał
- Hej
- Zamówiłem już kawę i ciasto. Nie masz nic przeciwko?
- Nie, spoko
Po dłuższej rozmowie okazało się, że był nawet fajny.
- Długo jeździsz na desce?
- Od pięciu lat. Kolega mnie do tego namówił i od tej pory to polubiłem.
- Uhm, to bardzo ciekawe. - Rozmowa zdawała się nie mieć końca. Dyskretnie spojrzałam na zegarek. O kurczę! Jak ten czas szybko leci. Dochodziła szesnasta.
- Przepraszam - rzekłam - chłopak skończył właśnie trening, sam rozumiesz, pewnie martwi się o mnie i zastanawia gdzie jestem...
- Ah, tak - widziałam zawód w jego oczach, wyciągałam już portfel z torebki kiedy powstrzymał mnie ruchem ręki - Ja zapłacę
- Na pewno? - zapytałam
- Tak, idź, na pewno już na ciebie czeka - pomachał mi na pożegnanie
- Do zobaczenia - odrzekłam, i zniknęłam za drzwiami.
Ruszyłam do domu. Weszłam do środka, i poszłam do salonu, w którym siedział piłkarz i oglądał telewizję. Władowałam mu się na kolana, i pocałowałam w usta.
- Jak było na treningu? - zapytałam, przytulając się do niego
- Tak jak zawsze - nie okazywał emocji - trochę nudno bez ciebie - zaśmiałam się - Gdzie byłaś?
- Spotkać się ze znajomym
- Znam go?
- Chyba nie
- Czuję się zazdrosny
- Przestań - pocieszyłam go - nie masz o co. - starałam się go przekonać. Nim się spostrzegłam była dwudziesta druga. Wzięłam kąpiel a później zasnęłam w objęciach piłkarza.
***
Kilka dni później Ney stał się chorobliwie zazdrosny, nie wiedziałam, co w niego wstąpiło.
- Ney! Daj spokój! - skarciłam go - Mam dosyć twoich scenek. Nie masz być o co zazdrosny - zapewniałam go - Po raz kolejny ci powtarzam, że to tylko k o l e g a.
- Zanim byliśmy razem, nie spędzałaś ze mną tyle czasu co z tym frajerem - wytknął mi piłkarz. Poniekąd miał rację. Czułam się z tym podle, ale nie mogłam dać tego po sobie poznać.
- Czy ty coś sugerujesz? - próbowałam się bronić
- Nie, gdzież bym śmiał - powiedział ironicznie - Przecież zaraz się obrazisz - zauważył
- Nie, powiedz wszystko to, co myślisz - zachęcałam go
- Na prawdę chcesz wiedzieć co myślę? - Wstał
- Tak - pokiwałam głową
- Myślę, że wolisz jego, zamiast mnie! - wykrzyczał - Cały czas poświęcasz czas jemu, a dla mnie nie masz już nawet pięciu minut! - chodził wściekły po pokoju - Ja na prawdę nie wiem, w czym on jest lepszy ode mnie?! No w czym?! Wolisz jego? powiedz to!
- Ney, uspokój się - próbowałam go opanować - to nie tak...Na prawdę myślisz, że wolę jego? Gdyby tak było, nie byłabym z tobą
- A skąd mam mieć tą pewność, że nie?
- Nie ufasz mi?
- Ufam, ale odkąd pojawił się ten cały Sylwek...
- Severyn - poprawiłam go
- Odkąd on się pojawił - kontynuował, nie zważając na to, że go poprawiłam - oddaliliśmy się od siebie, nie widzisz tego?
- Wszystko jasne... zrozumiałam, i to bardzo dobrze.
- O co ci chodzi? - uniósł brew do góry, opierając się rękami o parapet. Stał i wpatrywał się we mnie, a mnie serce krajało się na pół.
- Skoro tego chcesz, to proszę bardzo - zmusiłam się aby nie płakać - spojrzałam na niego i poszłam na górę. Wzięłam telefon i po dziesięciu minutach zeszłam na dół. Stanęłam na przeciwko piłkarza i zdjęłam pierścionek dając mu go do ręki
- Co ty robisz? - zapytał zdezorientowany
- Oddaje ci pierścionek. Wiesz... - przełknęłam ślinę - Związek powinien polegać na zaufaniu do drugiej osoby, a skoro u nas czegoś takiego nie ma, i oddalamy się od siebie to nie powinniśmy dalej tego ciągnąć. - powiedziałam ze łzami w oczach i wyszłam. Usłyszałam tylko jak szklany wazon ląduje na podłodze i rozbija się na milion kawałków, jak moje serce w tej chwili. Nie wiedziałam, co mam teraz zrobić. Od jakiegoś czasu kłóciłam się z nim bez przerwy. Chyba faktycznie się od siebie oddaliliśmy. Nie chcę od niego odchodzić, za bardzo go kocham. Nie rozumiem, dlaczego on jest aż tak zazdrosny o Severyna. Przecież tak samo ja mogłabym być zazdrosna o matkę jego dziecka, Caroline, a przecież nie jestem. Długo nie mogłam znaleźć noclegu. Pomyślałam, że zatrzymam się w hotelu. Nie miałam przy sobie zbyt wielu pieniędzy, więc długo nie mogłam się w nim zatrzymać. Wszystkie rzeczy zostały u Neya. Trudno, muszę to przetrzymać. Zadzwoniłam do Manueli.Odebrała po trzech sygnałach.
- Manuela? - zapytałam, szlochając
- Tak, Nikki, dlaczego płaczesz?
- Pokłóciłam się z Neymarem...
- Jak to? Co się stało?
- Poznałam takiego Severyna, znamy się od kilku dni, i naprawdę go polubiłam.
- To chyba dobrze?
- Tak, ale właśnie Neymar jest o niego strasznie zazdrosny - rozpłakałam się
- Spokojnie, już dobrze - słyszałam jej pocieszający głos, od razu zrobiło mi się lepiej
- Manuela?
- Tak?
- Mogłabyś nie mówić Neyowi, gdyby do ciebie zadzwonił, gdzie jestem?
- A gdzie jesteś?
- W hotelu - podałam jej nazwę, którą z trudem wypowiedziałam
- W porządku - czułam, że się uśmiecha
- Dzięki, nie chcę żeby wiedział - tłumaczyłam się - będzie chciał mnie znaleźć a to nie ma sensu
- OK, ale moim zdaniem, źle robisz, uciekając od niego, odcinając się. Powinniście sobie wszystko jeszcze raz wyjaśnić.
- Nie mam teraz do tego głowy... Oddałam mu pierścionek...
- Kochanie, nie martw się. Wszystko się ułoży. A teraz już nie myśl, tylko połóż się spać.
- Dziękuję - rozłączyłam się, i położyłam na łóżko. Zastanawiałam się, jak do tego doszło, że nasz związek, który był niemalże idealny, teraz rozsypuje się w drobny mak. Wciąż kołatało się we mnie poczucie winy, związane z moją zdradą z Brandonem. Można by powiedzieć, że to stare dzieje, ale mimo to boję się, że kiedy się dowie, to jeszcze bardziej pogorszy sprawę, i stracę go na zawsze.
- Manuela? - zapytałam, szlochając
- Tak, Nikki, dlaczego płaczesz?
- Pokłóciłam się z Neymarem...
- Jak to? Co się stało?
- Poznałam takiego Severyna, znamy się od kilku dni, i naprawdę go polubiłam.
- To chyba dobrze?
- Tak, ale właśnie Neymar jest o niego strasznie zazdrosny - rozpłakałam się
- Spokojnie, już dobrze - słyszałam jej pocieszający głos, od razu zrobiło mi się lepiej
- Manuela?
- Tak?
- Mogłabyś nie mówić Neyowi, gdyby do ciebie zadzwonił, gdzie jestem?
- A gdzie jesteś?
- W hotelu - podałam jej nazwę, którą z trudem wypowiedziałam
- W porządku - czułam, że się uśmiecha
- Dzięki, nie chcę żeby wiedział - tłumaczyłam się - będzie chciał mnie znaleźć a to nie ma sensu
- OK, ale moim zdaniem, źle robisz, uciekając od niego, odcinając się. Powinniście sobie wszystko jeszcze raz wyjaśnić.
- Nie mam teraz do tego głowy... Oddałam mu pierścionek...
- Kochanie, nie martw się. Wszystko się ułoży. A teraz już nie myśl, tylko połóż się spać.
- Dziękuję - rozłączyłam się, i położyłam na łóżko. Zastanawiałam się, jak do tego doszło, że nasz związek, który był niemalże idealny, teraz rozsypuje się w drobny mak. Wciąż kołatało się we mnie poczucie winy, związane z moją zdradą z Brandonem. Można by powiedzieć, że to stare dzieje, ale mimo to boję się, że kiedy się dowie, to jeszcze bardziej pogorszy sprawę, i stracę go na zawsze.
***
~ NEYMAR ~
Od kilku dni jestem nie do poznania. Odkąd odeszła czuję pustkę. Nie daję z siebie wszystkiego na treningach. Zacząłem chodzić z Gustavo do klubów. Rozpiłem się. Tylko tak udaje mi się na chwilę o niej zapomnieć. Nienawidzę siebie za to, że jej nie zatrzymałem! Nic nie zrobiłem. Idiota ze mnie. Kumple z treningu mówią mi, że się zmieniłem. Na gorsze. Siedzę w pokoju i przeglądam jej zdjęcia. Tak za nią tęsknię. Cały czas obwiniam się o to, że odeszła. Szukałem jej już wszędzie. Nikt jej nie widział. Wiedziałem, że straciłem ją na dobre, ale zrobię wszystko, żeby ją odzyskać. Odłożyłem laptopa, i wyciągnąłem pierścionek. Długo mu się przyglądałem, aż w pewnym momencie dałem upust emocjom. Nie wytrzymałem, i popłakałem się. Nie wierzyłem w to co się stało. Próbowałem się do niej dodzwonić, ale nic z tego, nie odbierała. Rzuciłem telefonem o podłogę. Usłyszałem pukanie do drzwi. Nawiedziła mnie myśl, że może Nikki zmieniła zdanie. Popędziłem do drzwi, i już byłem gotów rzucić się do jej stóp i przepraszać, ale zamiast niej, ujrzałem Gussa.
- Hej stary, kiepsko z tobą. Widać, że to rozstanie ci nie sprzyja. - Przyglądałem się jego twarzy, ale nic nie mówiłem. Zauważył to, bo zaraz dodał - Chcesz o tym pogadać? - Chwilę się zbierałem, zanim cokolwiek z siebie wydusiłem, ale wiedziałem, że tylko tak poczuję się lepiej. Opowiedziałem mu wszystko. - Wiesz co ja ci powiem? - Rzekł, kiedy skończyłem swój monolog. - Jeśli ci na niej zależy, to jej to udowodnij
- Jak? Nie odbiera telefonów - zakryłem twarz dłońmi, a łokcie oparłem na kolanach
- Poszukaj jej
- Nie wiem gdzie mam szukać! - byłem bezradny. - Nie wiem gdzie ona jest, nikt nie wie.
- Wiesz co... na pewno ktoś wie - ciągnął Guss - Na pewno ma jakąś przyjaciółkę, której wszystko mówi
- Masz rację! - ożywiłem się, po czym klasnąłem w dłonie - Manuela! - Jesteś genialny! - Uścisnąłem go i sięgnąłem po telefon, po czym nerwowo szukałem numeru jej przyjaciółki
- Halo? - usłyszałem zaspany głos
- Oj, przepraszam - rzekłem zmieszany - obudziłem cię?
- Jest pierwsza w nocy
- Ah, wybacz mi, ale mam ważną sprawę
- Neymar, o co chodzi?
- O Nikki. Na pewno coś ci powiedziała
- Nie wiem o czym mówisz... - westchnęła
- Powiedz mi, gdzie ją znajdę?
- Nie wiem gdzie ona jest... - czułem, że nie mówi mi prawdy
- Powiedz mi, gdzie ją znajdę?
- Nie wiem gdzie ona jest... - czułem, że nie mówi mi prawdy
- Wiesz, na pewno wiesz... proszę, powiedz mi - nalegałem
- Niestety nie mogę ci pomóc, przykro mi
Wkurzyłem się, myślałem, że chociaż ona mi pomoże...wyszedłem z domu, zapominając o Gussie. Uznałem, że nie poddam się. Znajdę ją za wszelką cenę. Wszystko zepsułem...gdyby nie moja zazdrość Nikki wciąż byłaby obok mnie. Uznałem, że muszę znów spróbować się z nią połączyć, może tym razem uda mi się do niej dodzwonić.
- Nikki? Gdzie jesteś? - odebrała po pięciu sygnałach
- Nie ważne... Ney proszę cię przestań pić.
- Skąd wiesz?
- Twoi kumple się o ciebie martwią. Nie staczaj się.... zachowuj się tak, jak by mnie nie było. Żyj tak jak żyłeś, zanim mnie poznałeś, tak będzie lepiej.
- Nie mogę tak żyć! Tamtego życia już nie ma, rozumiesz? Moje życie się zmieniło. Ty jesteś moim życiem. Nie daję rady... bez ciebie nie ma mnie - mówiłem przez łzy. Kocham cię Nikki, słyszysz?
- Proszę cię, nie staczaj się, zrób to dla mnie. - Nie zdążyłem odpowiedzieć, bo usłyszałem sygnał zakańczanego połączenia.
***
~ NIKKI ~
~ NIKKI ~
Minęły dwa dni od mojej rozmowy telefonicznej z Neyem. Nie mogłam się odnaleźć. Usłyszałam wibrujący telefon.
- Nikki, on cię w dalszym ciągu szuka. Wróć do miasta. Porozmawiaj z nim - namawiała mnie Manuela.
- Nie, nie zrobię tego. Tak będzie lepiej. Niedługo mu przejdzie. Może powinniśmy się rozstać.
- Skoro tak uważasz... - słyszałam jak wzdycha. Rozłączyłam się i patrzyłam przez okno. Zaczęło padać. Ubrałam jego bluzę, bo tylko ją miałam. To jeszcze bardziej sprawiło, że było mi go brak. Położyłam się na łóżku i płakałam. Po kilku minutach usłyszałam pukanie do hotelowych drzwi.
- Nie zamawiałam niczego... - już chciałam skarcić hotelowego, ale przede mną stał Neymar. Zawahałam się. Otarłam łzy i patrzyłam na niego. Po dłuższej chwili znów mogłam mówić. - Co ty tu robisz? - zawołałam, wciąż się w niego wpatrując
- Nie cieszysz się? - zapytał
- Nie mam z czego, odejdź stąd - wydusiłam i już chciałam zamknąć drzwi, kiedy mi to uniemożliwił, wchodząc do środka. - Jak mnie znalazłeś? - rzekłam oschle
- Troszkę mi to zajęło, ale w końcu się udało
- Zostaw mnie! Rozumiesz? - ignorowałam jego słowa - Nie chcę cię znać! - Krzyknęłam.
- Ale ja chcę porozmawiać. - powiedział, spokojnie się do mnie zbliżając
- Nie mamy o czym - odchodziłam w tył, aż wpadłam plecami na ścianę a on zatarasował mi drogę ucieczki
- Właśnie, że mamy. Źle zrobiłem, mówiąc ci to wszystko, i będąc zazdrosnym, ale zrozum, że nie wytrzymuję kiedy inny chłopak spędza z tobą czas, bo wiem, że w pewnym momencie zobaczy to co ja... Piękną, zabawną, i wesołą dziewczynę, która jest troskliwa, i potrafi poprawić każdemu humor. Nie da się być przy tobie smutnym, bo sprawiasz, że uśmiech sam wkrada się na twarz.
- To cię nie usprawiedliwia Ney - przerwałam mu jego monolog. Choć muszę przyznać, że się wzruszyłam. Mimo to musiałam być twarda. - Nie ufasz mi, a to nie prowadzi do niczego dobrego. Zraniłeś mnie... - mówiłam, a na moich policzkach pojawiało się coraz więcej łez. Piłkarz zaczął ścierać je ręką - Nie dotykaj mnie! - odsunęłam się od niego. - Nie chcę cię znać! Zniszczyłeś wszystko swoją zazdrością! - zaczęłam bić go po torsie. Nie próbował mnie powstrzymać. Czekał cierpliwie aż skończę, po czym mocno mnie do siebie przytulił. - Puść mnie!
- Możesz bić mnie ile chcesz, zasłużyłem sobie na to, ale dopóki się nie uspokoisz, nie puszczę cię! - Mówił i osunął się razem ze mną na podłogę. Po chwili odsunął mnie od siebie na nikłą odległość. Spojrzał mi w oczy.
- Kocham cię, rozumiesz? - chwycił mnie dłońmi za nadgarstki. - Odkąd cię zobaczyłem wtedy na boisku, wiedziałem, że musisz być moja! Wiedziałem, że jesteś tą jedyną. Wiedziałem, że jesteś inna niż wszystkie. Ty jako jedyna pokochałaś mnie jako zwykłego Neymara, a nie bogatego piłkarza, który ma wszystko czego pragnie. Nigdy dużo nie chciałaś, i to mnie w tobie urzekło. Wiesz co ja przeżywałem kiedy odeszłaś? Nie jestem w stanie tego opisać! Strasznie mi cię brakowało! Wiem, że to tylko i wyłącznie moja wina. Chciałem to naprawić, ale nie było z tobą kontaktu. Zniknęłaś, nikt nie wiedział, gdzie jesteś. Manuela nic nie chciała mi powiedzieć.
- Nie miała ci mówić! Nie chciałam, żebyś mnie znalazł i teraz też nie chcę żebyś tu był! Proszę cię, odejdź stąd! I zostaw mnie w spokoju!
- Nie zrobię tego...
- Odejdź! Nie Rozumiesz? Tak dużo... - nie dokończyłam, bo zaczął mnie całować. Nie stawiałam oporu. Wręcz przeciwnie, każdy odwzajemniałam. Aż zabrakło mi tchu. Kiedy skończył oparł swoje czoło o moje.
- Nadal się upierasz, że powinienem cię zostawić? - zapytał, a po moich policzkach zaczęły spływać łzy. - Jeżeli tego właśnie chcesz, to powiedz mi to teraz, prosto w oczy. Nie uciekaj wzrokiem jak przedtem.
- Nienawidzę cię - rozpłakałam się już na dobre, miał nade mną przewagę. Wiedział, że zawsze mu ulegnę, i teraz to wykorzystywał.
- Popatrz mi w oczy, i powiedz, że mnie nie kochasz
Odwróciłam głowę.
- Popatrz mi w oczy i powiedz, że mnie nie kochasz - powtórzył spokojnie.
- Odejdź!
- Wiem, że ci zależy. Pokazałaś to w pocałunku. - Miał rację
- Nie mogę ci tego powiedzieć - odważyłam się spojrzeć mu w oczy. - Wtedy skłamię. - W jego oczach malowały się smutek i ból. A pomiędzy nimi iskierka miłości.
- Więc mnie nie odtrącaj - nalegał. - Daj nam jeszcze jedną szansę. - Zawołał, biorąc moją twarz w swoje ręce.
- Nie wiem - odpowiedziałam szczerze. W tym momencie miałam mętlik w głowie.
- Kocham cię i nic tego nie zmieni. - mówił, a jego oczy stawały się szkliste. Wtuliłam się w niego płacząc jak małe dziecko.
- Nie zepsuj tego - wydukałam po czym poczułam jak się uśmiecha.
- Dziękuję - szepnął w moje włosy. Wstał z podłogi i usiadł na kanapie, biorąc mnie na kolana. Wtuliłam się w niego, i znów poczułam się znajomo bezpiecznie.
- Ale ja chcę porozmawiać. - powiedział, spokojnie się do mnie zbliżając
- Nie mamy o czym - odchodziłam w tył, aż wpadłam plecami na ścianę a on zatarasował mi drogę ucieczki
- Właśnie, że mamy. Źle zrobiłem, mówiąc ci to wszystko, i będąc zazdrosnym, ale zrozum, że nie wytrzymuję kiedy inny chłopak spędza z tobą czas, bo wiem, że w pewnym momencie zobaczy to co ja... Piękną, zabawną, i wesołą dziewczynę, która jest troskliwa, i potrafi poprawić każdemu humor. Nie da się być przy tobie smutnym, bo sprawiasz, że uśmiech sam wkrada się na twarz.
- To cię nie usprawiedliwia Ney - przerwałam mu jego monolog. Choć muszę przyznać, że się wzruszyłam. Mimo to musiałam być twarda. - Nie ufasz mi, a to nie prowadzi do niczego dobrego. Zraniłeś mnie... - mówiłam, a na moich policzkach pojawiało się coraz więcej łez. Piłkarz zaczął ścierać je ręką - Nie dotykaj mnie! - odsunęłam się od niego. - Nie chcę cię znać! Zniszczyłeś wszystko swoją zazdrością! - zaczęłam bić go po torsie. Nie próbował mnie powstrzymać. Czekał cierpliwie aż skończę, po czym mocno mnie do siebie przytulił. - Puść mnie!
- Możesz bić mnie ile chcesz, zasłużyłem sobie na to, ale dopóki się nie uspokoisz, nie puszczę cię! - Mówił i osunął się razem ze mną na podłogę. Po chwili odsunął mnie od siebie na nikłą odległość. Spojrzał mi w oczy.
- Kocham cię, rozumiesz? - chwycił mnie dłońmi za nadgarstki. - Odkąd cię zobaczyłem wtedy na boisku, wiedziałem, że musisz być moja! Wiedziałem, że jesteś tą jedyną. Wiedziałem, że jesteś inna niż wszystkie. Ty jako jedyna pokochałaś mnie jako zwykłego Neymara, a nie bogatego piłkarza, który ma wszystko czego pragnie. Nigdy dużo nie chciałaś, i to mnie w tobie urzekło. Wiesz co ja przeżywałem kiedy odeszłaś? Nie jestem w stanie tego opisać! Strasznie mi cię brakowało! Wiem, że to tylko i wyłącznie moja wina. Chciałem to naprawić, ale nie było z tobą kontaktu. Zniknęłaś, nikt nie wiedział, gdzie jesteś. Manuela nic nie chciała mi powiedzieć.
- Nie miała ci mówić! Nie chciałam, żebyś mnie znalazł i teraz też nie chcę żebyś tu był! Proszę cię, odejdź stąd! I zostaw mnie w spokoju!
- Nie zrobię tego...
- Odejdź! Nie Rozumiesz? Tak dużo... - nie dokończyłam, bo zaczął mnie całować. Nie stawiałam oporu. Wręcz przeciwnie, każdy odwzajemniałam. Aż zabrakło mi tchu. Kiedy skończył oparł swoje czoło o moje.
- Nadal się upierasz, że powinienem cię zostawić? - zapytał, a po moich policzkach zaczęły spływać łzy. - Jeżeli tego właśnie chcesz, to powiedz mi to teraz, prosto w oczy. Nie uciekaj wzrokiem jak przedtem.
- Nienawidzę cię - rozpłakałam się już na dobre, miał nade mną przewagę. Wiedział, że zawsze mu ulegnę, i teraz to wykorzystywał.
- Popatrz mi w oczy, i powiedz, że mnie nie kochasz
Odwróciłam głowę.
- Popatrz mi w oczy i powiedz, że mnie nie kochasz - powtórzył spokojnie.
- Odejdź!
- Wiem, że ci zależy. Pokazałaś to w pocałunku. - Miał rację
- Nie mogę ci tego powiedzieć - odważyłam się spojrzeć mu w oczy. - Wtedy skłamię. - W jego oczach malowały się smutek i ból. A pomiędzy nimi iskierka miłości.
- Więc mnie nie odtrącaj - nalegał. - Daj nam jeszcze jedną szansę. - Zawołał, biorąc moją twarz w swoje ręce.
- Nie wiem - odpowiedziałam szczerze. W tym momencie miałam mętlik w głowie.
- Kocham cię i nic tego nie zmieni. - mówił, a jego oczy stawały się szkliste. Wtuliłam się w niego płacząc jak małe dziecko.
- Nie zepsuj tego - wydukałam po czym poczułam jak się uśmiecha.
- Dziękuję - szepnął w moje włosy. Wstał z podłogi i usiadł na kanapie, biorąc mnie na kolana. Wtuliłam się w niego, i znów poczułam się znajomo bezpiecznie.
***
Obudziłam się w pokoju piłkarza. Zdziwiłam się. Przecież wczoraj byłam jeszcze w hotelu. Wstałam i zeszłam do kuchni. Nalałam sobie wody i poczułam jak ktoś obejmuje mnie od tyłu.
- Wyspałaś się? - zapytał, całując mnie w szyję
- Tak. Dlaczego nagle znalazłam się z powrotem u ciebie?
- Pomyślałem, że tak będzie lepiej. Tu jest znacznie wygodniej
- Doprawdy? - uniosłam brew, drocząc się z nim
- A co? Nie jest?
- Jest - odpowiedziałam, i poczułam jego usta na swoich.
- Wyglądasz jakoś niemrawo - zauważył piłkarz - Masz gorączkę? - zapytał, dotykając mojego czoła. Faktycznie od jakiegoś czasu źle się czułam.
- Idź do łóżka, a ja zadzwonię po lekarza.
- Nie rób sobie kłopotu, wyzdrowieję
- A jeśli to coś poważnego? Lepiej dmuchać na zimne - Popatrzyłam na niego marszcząc brwi. - Idziesz? czym mam ci pomóc?!
- Nie idę do łóżka
- OK, sama tego chciałaś - powiedział biorąc mnie na ręce i niosąc do pokoju. - Głupek! - zaśmiałam się, gdy kładł mnie do łóżka.
- Ale twój - pocałował mnie i poszedł na dół. Po chwili przyszedł z lekarzem, który po przebadaniu stwierdził przeziębienie.
- Ta pogoda jest zdradliwa - mówił spod okularów, przepisując leki - Musi pani o siebie dbać, nie ma co. Teraz młodzi nie zważają na pogodę, nie ubierają się stosownie. - Ględził i ględził, czekałam aż skończy, przewracając oczami, co bawiło Neya, który starał się nie śmiać. - Powinna pani leżeć w łóżku przez co najmniej tydzień. Pić herbatkę z miodem i ciągle być pod ciepłą kołdrą!
- Dziękujemy - Neymar odprowadził lekarza. Po pięciu minutach znów pojawił się na górze
- A nie mówiłem, że jesteś chora? - zawołał przejęty, a zarazem zadowolony z wygranej
- Oh, miałeś rację - uniosłam ręce, w geście kapitulacji.
- Jak zawsze. No nic, ty wypoczywaj a ja lecę na mecz. Dziś ważny dzień!
- Będę cię oglądać - wskazałam na telewizor
- Mam nadzieję.
Pocałowałam go - To tak dla motywacji - uśmiechnęłam się
- Mmm, w takim razie muszę częściej chodzić na mecze - zaśmiał się i wpił się w moje usta
- Idź już, bo się spóźnisz - mówiłam między pocałunkami
- Mecz nie ucieknie
Odsunęłam go od siebie
- No dobra... - wstał, chwycił torbę i zniknął za drzwiami. Rzucił krótkie pa, i wyszedł. Godziny upływały mi szybko. Nim się obejrzałam była siedemnasta. Przełączyłam na mecz, i oglądałam z zaciekawieniem. Oczywiście w wyniku końcowym wygrał Santos prowadząc cztery do jednego. Gdy piłkarze schodzili z boiska dziennikarze wyczekiwali Neymara, aby zadać mu kilka pytań w wywiadzie.
- Jak się czujesz po wygranym meczu? - mikrofony otaczały go ze wszystkich stron
- Tak jak za każdym razem - uśmiechał się - Z chłopakami daliśmy z siebie wszystko!
- Jak zamierzasz świętować wygraną?
- Na pewno wszyscy sobie pogratulujemy na wzajem, chłopaki pójdą świętować a ja wrócę do swojej narzeczonej, która niestety nie mogła dziś pojawić się na meczu.
- Z jakiego powodu? - dziennikarze byli zdziwieni
Miałam z nich niezły ubaw.
- Zachorowała, ale wiem, że przez cały mecz trzymała za mnie kciuki - uśmiechnął się do kamery. Wiedział, że oglądam.
- Rozumiem. W takim razie jeszcze raz gratuluję wygranej, i życzę powrotu do zdrowia twojej narzeczonej.
Zaskoczył mnie tym wywiadem. Ale pewnie pójdzie z chłopakami na imprezę. Niech świętuje, bo ma co. Wyłączyłam telewizor i zasnęłam. Gdy się obudziłam zobaczyłam koło siebie piłkarza.
- Dlaczego nie poszedłeś świętować z chłopakami? - zapytałam przecierając oczy
- Miałem zostawić ciebie samą w domu? Jeszcze będzie wiele imprez, ty jesteś ważniejsza - zapewniał mnie. Chciał mnie pocałować, lecz się odsunęłam
- Ney, wszystko mnie boli... nie chcę żebyś też zachorował
- Nie szkodzi, i tak już choruję
- Niby na co - prychnęłam
- Na miłość do ciebie - odpowiedział, po czym zaczął ściągać ze mnie wszystkie ubrania.
Byłam najszczęśliwszą kobietą na Ziemi!