9.12.2017

CHANGE cz. 43



Trzaskając drzwiami usiadłam przy toaletce wpatrując się w swoje odbicie. Wściekłość biła ode mnie z każdej strony. Dziwne? Nie za bardzo.
 Drzwi trzasnęły z hukiem i w odbiciu lustra ujrzałam jego sylwetkę. Ręce miał zaciśnięte w dwie białe pięści. Tatuaże na rękach pulsowały, a brwi zmarszczyły się w cienką linię.
- Co ty sobie myślałaś?
- Co TY sobie wyobrażałeś?! Zniszczyłeś mi wieczór.
- Miałem pozwolić, by jacyś obcy faceci cię obmacywali? Patrzeć jak dotykają cię w miejsca, gdzie nie powinni? Słyszysz samą siebie? - był wściekły na każdego mężczyznę, który ze mną tańczył. - Nie mogę spokojnie patrzeć jak ktoś cię dotyka. - objął moją twarz dłońmi. - Byłaś dzisiaj ubrana…tak nieziemsko, nie mogłem oderwać od ciebie oczu i widziałem, że inni również to dostrzegli.
- Bryan, mogą myśleć sobie co chcą. Tylko ty to masz. - próbowałam go uspokoić. - Nikt inny.
- Iskierko. - wplótł swoje palce w moje brązowe włosy. - Tak cię kocham. - musnął moje usta.
 Dlaczego czułam, że to nasze ostatnie wspólne chwile?
- Oo, widzę, że moje gołąbki już się pogodziły. - oderwał nas od siebie denerwujący głos Ridga.
- Wynoś się stąd! - rzucił w niego poduszką.
- Dobra, dobra. - pierwszy raz tego dnia drzwi pokoju zostały spokojnie zamknięte, a my pochłonęliśmy się w sobie.

***

Równo ze świtem spakowana skupiłam się na cichym opuszczeniu pokoju. Kiedy tylko chwyciłam za klamkę drzwi usłyszałam senny głos bruneta.
- Iskierko...proszę... - odwrócił się na drugi bok.
Śni o mnie? Czy to prawda?
 Z wielkim bólem serca opuszczałam go. Dlaczego? Nie chciałam takiego życia. Musiałam zawalczyć o siebie...nawet jeśli miałoby to oznaczać opuszczenie go. Musiałam to zrobić póki jeszcze miałam na to siłę.
 Chłodny wiatr owiewał moje włosy tuż pod klatką, gdzie czekała na mnie taksówka. Podałam kierowcy swoje bagaże i już miałam wsiadać, kiedy usłyszałam tak bardzo raniący me serce głos.
- Iskierko, nie rób mi tego. - jego głos był wypełniony rozpaczą. - Nie zostawiaj mnie! - dotknął mojej ręki.
- Muszę, nie mogę tu zostać. Nie mogę tak żyć.
- Wiem, że to mieszkanie nie jest szczytem twoich marzeń, wiem że nie jestem idealny, wiem że popadam w ironiczną zazdrość, do cholery wiem to wszystko! Ale nie wytrzymam tego jeśli mnie zostawisz! Nie odchodź, a obiecuję, że wszystko się zmieni. Dam ci prawdziwy dom.
- Bryan tu wcale nie chodzi o rzeczy materialne. Nie czuję się dobrze czekając na ciebie każdego dnia, martwiąc się czy wrócisz cały i zdrowy. Wiem, że znałam doskonale fakt jak to wszystko działa, ale to mnie przerosło. Nie tego chcę. - widziałam jak bolą go moje słowa.
- Iskierko, proszę.
- Bryan, daj jej odejść. Wiesz, że tego potrzebuje. - Ridge spadł mi jak z nieba.
- Nie! - odepchnął go z niepohamowaną siłą. - Ona nie może odejść! Nie może! - upadł na kolana i oplótł moje nogi zanosząc się płaczem. - Nie odchodź. Jesteś moim życiem. Nie poradzę sobie bez ciebie.
- Muszę. Wybacz mi. - wyswobodziłam się z jego objęć i posłałam błagalne spojrzenie w kierunku brata bruneta.
 Odciągnął Bryana od samochodu, a ja korzystając z okazji weszłam do środka i kazałam kierowcy odjechać.

***

 Ponownie wracając do swojego mieszkania poczułam wypełniający moją sypialnię zapach konwalii. Mój dawny świat bez zmartwień i trosk.
 Rzuciłam walizką w kąt pokoju i szlochając opadłam na miękką pościel. Objęłam kołdrę obiema rękoma i zaczęłam łkać.
 Jak mogłam być taką idiotką i zostawić chłopaka, na którym tak cholernie mi zależało? Zraniłam go, fakt, ale wiem że on się podniesie i za chwilę będzie jak dawny on.
 Serce rwało się do niego, ale rozum rozkazywał zostać. Rozdarta na dwie strony przeklinałam siebie za spotkanie go pierwszego dnia.
 Chwyciłam telefon i wybrałam numer osoby, której w tym momencie najbardziej potrzebowałam. Nie zawiodłam się, kiedy usłyszałam znajomy głos.
- Co się dzieję? Gdzie  jesteś? Merel Stacy masz w tej chwili wszystko mi wyjaśnić! Nie wiem czy wiesz, ale masz wielkie kłopoty!
- Przyjedź do mojego mieszkania. - wyłkałam w słuchawkę.
- Zaraz będę! - na nią zawsze mogłam liczyć.
 Po zakończeniu połączenia wciąż brzmiał mi w głowie jej ton.
 Tak, mam wielkie kłopoty. Byłam tego świadoma.