15.12.2017

CHANGE cz. 45




- To nie możliwe. Nie było go tu od ponad miesiąca. - starała się sprostować to wszystko.
- Mówię poważnie. Widziałam go stojącego przy scenie wraz z obściskującą go brunetką. - na te słowa chłopak Roxan zaczął się niespokojnie kręcić.
- Kellan..czy wiesz coś na ten temat? - Roxan skrzyżowała ręce.
- Mieszka u mnie od kilku dni. Powiedział, że to tylko chwilowe i musi za niedługo wracać.
 Nie zwracałam uwagi na kłócącą się parę. W pośpiechu chwyciłam za torebkę i wyjęłam białego samsunga, wybierając bardzo często używany numer.
 - Co się stało? - w słuchawce rozbrzmiewał dobrze znany mi głos.
- Nie zgubiłeś przypadkiem kogoś? - usłyszałam głośne westchnienie.
- Wyjechał jakieś trzy dni temu. - czułam w jego głosie rezygnację.
 Nie potrzebowałam więcej rozmawiać. Był tu od trzech dni i nie zamierzał ze mną porozmawiać?
- Merel... - usłyszałam wywoływanie mego imienia. - On przechodzi załamanie. Nigdy taki nie był. Strasznie dużo pije, jeździ pod wpływem alkoholu, ignoruje nowe zlecenia Shepleya. Nie pamiętam, kiedy ostatnio był na wyznaczonej przez niego akcji. Nigdy go takiego nie widziałem. Jeśli Shepley go spotka, nie chcę nawet myśleć jakie to będzie miało konsekwencje. Nie mówiąc już o tym, że wcale nie wie o waszym związku. To znaczy, dawnym związku.
 Nie odpowiadając i nie chcąc więcej wysłuchiwać tych rzeczy, rozłączyłam się i oparłam o barierki.
 Jednak nie miałam zwidów. On był tu naprawdę. Tylko, dlaczego mnie wypatrywał, a potem unikał?
 Na dodatek z drzwi klubu wyszedł Bryan obejmujący niską brunetkę. Moje serce przeszło kolejny raz rozdarcie. Tym razem było to rozczarowanie, pogrzebane nadzieje i zazdrość.
- Bryan... - wydawał się mnie nie widzieć, jednak na dźwięk mojego głosu przeniósł wzrok na moją postać.
 - Iskierko... - jego oczy rozpromieniły się na mój widok. - Szukałem cię.
- Właśnie widzę. - przejechałam wzrokiem po stojącej obok niego dziewczynie.
- To Ashley. - nie dowierzałam w to co się teraz dzieje.
 Mówi mi, że mnie szukał, a zabawia się z inną? Kto wie ile ich było od mojego odejścia.
- Nie musisz mi jej przedstawiać. Nie mam zamiaru poznawać twoich dziewczynek na jedną noc.
- Wypraszam to sobie. - odezwała się ledwo stojąc na nogach.
Zmierzyłam ją złowrogim wzrokiem, nie zamierzając rozmawiać z osobą o tak niskich ambicjach.
- Tyle znaczyło dla ciebie to wszystko, żeby pocieszać się pierwszymi lepszymi dziewczynami?
- A co miałem zrobić?! - odepchnął przyklejoną do niego dziewczynę i zarzucił mnie potokiem oskarżeń. - Zostawiłaś mnie rozbitego, wyjechałaś, nie chciałaś mnie już więcej widzieć. Każdej nocy myślałem o tobie, o tym czy powinienem po ciebie kolejny raz wrócić. Odrzucałem zlecenia, nie potrafiłem funkcjonować! Raz, chociaż jeden raz, chciałem oderwać się od tej cholernej tęsknoty za tobą!
 Nie wiedziałam, że aż tak cierpiał z mojego powodu. Poczułam się winna jego zachowania, chociaż wiem, że mimo tego, jak bardzo byłby zdesperowany, nie powinien pocieszać się pierwszą lepszą.
- Merel, chodźmy. - pociągnęła mnie Roxan.
 Doskonale wiedziała, że za moment mogę mu ulegnąć.
- Posłuchaj! - rozkazała, chwytając mnie za ramiona tuż obok jej czarnej toyoty. - To nie jest twoja wina. Kilka dni i zapomniałby o tobie. Czy uważasz, że to odpowiednie zachowanie?
Poczułam mocne szczypanie w oczach. Za moment miałam rozpaść się na kawałki i nic nie mogło mnie powstrzymać.
- Zawieź mnie do domu. - błagałam.
 Odpaliła samochód i spokojnie odjechała z parkingu.
Kolejny raz zepsułam jej wyjazd. Musiała być okropnie poirytowana ciągłym wyciąganiem mnie z miłosnych tarapatów.
 - Przepraszam.
- Za co? - zdziwiona nie odrywała wzroku od drogi.
- Ciągle mi pomagasz, wyciągam cię z imprez...uwierz mi jest za co.
- Od czego są przyjaciółki. - zaśmiała się i włączyła naszą ulubioną piosenkę, próbując chociaż odrobinę rozluźnić napięta atmosferę.