Każda rozmowa z Jankiem była dla mnie z dnia na dzień gorsza. Coraz bardziej pragnęłam jego bliskości, dotyku, zapachu perfum...Tęsknota i pożądanie stawało się nie do zniesienia.
Podczas każdej rozmowy starałam się nie poruszać tego drażliwego dla niego tematu. Jednak nie tym razem. Dzisiaj jest ten moment w którym nareszcie powiem mu dosadnie jak bardzo zależy mi na tym, by udowodnił mi swoją miłość.
W trakcie dzisiejszej konwersacji postanowiłam przejąć stery i poruszyć ten temat.
- Chciałabym z tobą porozmawiać.
- Więc słucham.
Przełknęłam ślinę i przeszłam do sedna. - Uważam że powinniśmy się spotkać. - po drugiej stronie telefonu usłyszałam głośne westchnienie.
- Iza, rozmawialiśmy już na ten temat.
- Nie! Mam już dosyć tego wiecznego wgapiania się w telefon i odpisywania na SMS-y lub wiszenia ciągle na linii rozmowy. - wstrzymałam oddech, próbując się uspokoić. - Ja pragnę twojej bliskości, ujrzenia cię na żywo. Wtulenia się w twoje ramiona i poczucia zapachu twoich perfum! - wylałam swoje żale.
- Więc co ja mam zrobić?! - Pierwszy raz usłyszałam jak mówił do mnie podniesionym tonem, niemal krzyczał, a ja w jednej chwili zaczęłam sobie uświadamiać, że ja go wcale nie znam...Mimo, że wiedziałam jaki jest jego ulubiony kolor, jaki smak lodów lubi, jak nazwał psa a jak kota, imiona jego rodziców, ich miejsce pracy, jego dawną szkołę...wiem, jaki ma kolor oczu...znam jego hobby, których ma wiele...mimo, że znam jego lęki, wiem co go uszczęśliwia, a co nie, tak naprawdę nie wiedziałam o nim zupełnie nic...nie mogłam obserwować jego reakcji na dane sytuacje, nie mogłam widzieć jak cudowny ma uśmiech, nie mogłam usłyszeć bicia jego serca, choć wiedziałam że bije dla mnie...w moich oczach pojawiły się łzy, pozwoliłam im płynąć.
- No nie wiem, może przyjechać? - odpowiedziałam, kiedy tylko byłam w stanie znów mówić
- To nie jest takie proste.
- Jak zwykle. Nic dla ciebie nie jest proste bo chcesz zawsze utrudniać sobie życie. Nie próbujesz mnie zrozumieć.
- Jesteś niesprawiedliwa. - poczułam w jego glosie wyrzuty
- Ja? To ty nie liczysz się z moimi uczuciami.
- Iza! Jak mam wyjechać? Jak mam zostawić matkę samą z ojcem...
- Mama pewnie sobie poradzi... Są przecież pociągi, autobusy...mam dalej wymieniać? Czy to dla ciebie aż tak wiele?
- I mam wydać ponad 200 złotych na to by przyjechać do ciebie na godzinę? Wiesz dobrze jak jest u mnie z pieniędzmi. Nie mam ich pod dostatkiem na każdą moja zachciankę. Niedawno zmieniłem pracę, zacząłem od zera...
- Ja nie jestem zachcianką lecz twoja dziewczyną. - poczułam się urażona, przecież ja nie myślę tylko o sobie. Ja myślę o nas obojgu.
- To nie tak miało zabrzmieć. Po prostu musisz być cierpliwa i poczekać aż odłożę trochę pieniędzy. Wszystko w swoim czasie. Ale musisz mnie zrozumieć.
- Kochanie, ja nie chcę, żebyś przyjechał na godzinę...możesz nawet na tydzień, proszę cię...
- Iza, to ja cię proszę...nie drążmy już tego tematu.
Tak właśnie kończą się nasze rozmowy na temat spotkania.
Z dnia na dzień traciłam wiarę w jego miłość. Przecież nie można opierać się tylko na słowach.