23.10.2017

CHANGE cz. 22


Nie marnowałam czasu, zdjęłam koszulkę chłopaka odkładając ją na krzesło i odszukałam wzrokiem sukienki, którą również założyłam. Buty wcisnęłam w ręce i zeszłam na dół, gdzie usłyszałam bardzo głośną rozmowę kuzynów.
- Zamierzasz zmarnować jej życie, tak samo jak zrobiłeś to swojej matce?
- Nic nie wiesz! Z nią tak nie będzie! - słyszałam zrozpaczony głos chłopaka.
- Skąd możesz to wiedzieć? Powiedziałeś jej prawdę? - w tej chwili mgła zniknęła i wszystko mi się przypomniało.
 Wiedziałam, że Bryan jest cholerykiem, ale nie zamierzałam przez to z niego rezygnować. W końcu to da się leczyć, mogę mu pomóc. Nie zostawię go samego i nie pozwolę na zrobienie sobie krzywdy.
- Kellan, przestań! - zmaterializowałam się obok chłopaka obejmując go, co również odwzajemnił. - Znam prawdę. Powiedział mi o wszystkim.
- Jesteś dorosła, mam nadzieję, że wiesz co robisz. Tylko później nie płacz. - zdenerwowany odszedł zostawiając nas samych.
Czułam jak mięśnie bruneta pomału rozluźniają się. Nic nie mówił, tylko wpatrywał się w okno.
- Bryan..
- Chodź, odwiozę cię. - nie biorąc mnie za rękę kierował się w stronę wyjścia.
 Bez słowa podążałam za nim. Wolałam porozmawiać z nim jak ochłonie. Usiadłam za nim i objęłam w pasie, po czym odjechaliśmy.
- Nie odjeżdżaj. - poprosiłam, kiedy stałam już pod moim blokiem.
- Musze wracać.
- Proszę... - zaczęłam zdejmować kask z jego głowy.
- Iskierko... - nie dałam za wygraną i zaczęłam ciągnąć go za rękę.
Uradowana klasnęłam w dłonie, kiedy posłusznie zszedł z pojazdu i schował kask pod siedzenie.
Splotłam nasze palce i wręcz biegiem kierowałam się w stronę mojego mieszkania.
- Nie uciekaj. Usiądź w pokoju i czuj się jak u siebie, a ja szybko wezmę prysznic. -wskazałam na siebie. - Musze pozbyć się wczorajszych ciuchów.
- Z chęcią mogę ci pomóc. - pociągnął moją rękę przez co wpadłam w jego ramiona.
- Później. - pstryknęłam go w nos i zamknęłam się w niej.
Podekscytowana wiadomością, że Bryan, mój wymarzony chłopak, jest dosłownie mój, zdjęłam sukienkę i pozwoliłam wodzie gładzić moją skórę.
Po chyba dziesięciu minutach opuściłam kabinę i dokładnie się wycierając założyłam jakąś koszulkę i spodenki. Nie zwracałam uwagi na to, czy pasowały do siebie, czy też by dobrze wyglądać przy chłopaku. Pragnęłam jak najszybciej znaleźć się przy nim i zatopić w tych silnych, bezpiecznych ramionach.
 Postanowiłam zajść do kuchni zrobić jakieś kanapki. W końcu od rana nic nie jedliśmy. Kawa to przecież nie jedzenie.
- Jestem. - stanęłam w drzwiach sypialni i przyglądałam się leżącemu na łóżku chłopakowi.
Trzymał w rękach mój szkicownik, słysząc mnie podniósł na chwilę wzrok i ponownie go spuścił.
- Co oglądasz? - położyłam się obok niego.
- Nie wiedziałem, że jestem twoją inspiracją. - wskazał kilka rysunków.
- Byłeś nią od samego początku... - spojrzał na mnie. - Bryan...naprawdę mi na tobie zależy.
Nie musiałam długo czekać, aż złączy swoje usta z moimi. Pragnęłam go...moje ciało go pragnęło. Każdy jego pocałunek powodował dreszcze na mojej skórze.
- Spójrz. - przyłożył moją rękę do miejsca, gdzie znajdowało się jego serce. Biło i to bardzo szybko. - Co mam zrobić? - jego oczy wypełnione były czymś nie do końca mi znanym. Lśniły milionem srebrnych iskierek.
- Zakochaj się we mnie, bezgranicznie. Tyle wystarczy.