9.09.2017

CHANGE cz. 9




 Rzuciłam na łóżko torbę, z której wysunął się szkicownik, ołówek i kilka rysików węgla. Spokojnie wzięłam do rąk grubą teczkę i sprawdzałam rysunki z ostatnich zajęć. Poczułam mocne szczypanie w oczach, kiedy ujrzałam co na nich jest.
 Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że większość moich prac zajmuje Bryan. Jego postać na zajęciach, w czasie przerwy, w klubie, w parku, nawet na basenie. Zrozpaczona rzuciłam szkicownik w sam koniec materaca, usiadłam na łóżku i podkuliłam nogi chowając w nich twarz.
 Byłam załamana. Nie tym, że mnie uratował lecz tym, z czego zaczęłam zdawać sobie sprawę.
 Nawet nie słyszałam, kiedy do pokoju weszła Roxan.
- Merel…nie płacz. Bryan zdążył cię uratować.
 Pokiwałam przecząco głową i zaczęłam szlochać. Nie musiałam patrzeć, żeby wiedzieć, że Roxan sięga po znajdujący się na końcu łóżka szkicownik i chwilę później głośno wzdycha.
- Chodź tu malutka. - usiadła obok mnie i objęła mocno ramionami.
 Pozwoliła mi się wypłakać. Wiedziała doskonale to samo co ja przypuszczałam, jednak nie komentowała tego.
- Co ty na wspólny babski wieczór? Tylko ja, ty i popcorn wraz z kolejnym odcinkiem naszego ukochanego Lucyfera?
- Nie mam popcornu. - podniosłam na nią wzrok.
- Idź pod prysznic, a ja szybko skoczę do sklepu i przy okazji po ciuchy na jutrzejszy dzień. -cmoknęła mnie w policzek i zniknęła.
 Kochałam ją za to. Zawsze wiedziała co powiedzieć i zrobić w chwilach, gdy przechodziłam kryzys emocjonalny.
 Leniwie podniosłam się z łóżka i zniknęłam za drzwiami łazienki. Moje czekoladowe włosy związałam w koka i przetarłam dłonią twarz. Oczy miałam spuchnięte od płaczu, a makijaż rozmazany.
 Po szybkim odświeżeniu się ubrałam krótkie spodenki i luźną bluzkę. Kiedy miałam wchodzić do sypialni usłyszałam pukanie do drzwi.
- Czyżbyś zapomniała kluczy? - skamieniałam widząc osobę za drzwiami.
- Raczej nie dostałem ich od ciebie. - uniósł kąciki ust.
- Co tu robisz?
- Przyszedłem sprawdzić, czy nie potrzebujesz mojej pomocy. - wepchnął się do środka.
- Jak widać jeszcze żyję. - powiedziałam sarkastycznie.
 Przez dłuższą chwilę przyglądał mi się w milczeniu. W przedpokoju rozchodził się zapach jego perfum. Mimowolnie przymknęłam oczy, a gdy je otworzyłam stał niebezpiecznie blisko mnie. Moje serce przyspieszyło, a oddech zwolnił. Poczułam wielką gulę w gardle.
 - Jesteś taka inna..tak niebezpiecznie inna.. - dotknął dłonią mojego policzka.
 Nie powinnam, ale wtuliłam się w jego dłoń. Nie miałam pojęcia co kierowało moim ciałem, a może i wiedziałam?
 Widząc moją reakcję objął moją twarz obiema dłońmi i zatopił swoje usta w moich. Nie był delikatny, był brutalny. Dotknęłam dłonią jego piersi i poczułam jak jego mięśnie się napinają. Walczył z czymś, mocno zaciskał swoje dłonie na mojej twarzy.
 - Uważaj na siebie. - wypowiedział chwilę po ustabilizowaniu oddechu i zwyczajnie w świecie wyszedł, zostawiając mnie samą, z tysiącem myśli, i cholernym chaosem w głowie.