25.11.2017

CHANGE cz. 37



   Wiadomością od Kellana dowiedziałam się, gdzie pochowana jest matka chłopaka. Chciałam ostatecznie pomóc mu pożegnać się z nią.
 Nie zdradzając mu nic wskazałam ulicę, na którą miał pojechać.
- Po co tu przyjechaliśmy? - był zaskoczony.
- Chodź. - nie czekając na nic, pierwsza wysiadłam z samochodu i kupując bukiet kwiatów, splotłam swoją rękę z chłopaka i kierowałam nas w kierunku pomnika jego matki.
 Kiedy stanęliśmy przed nim ujrzałam w jego oczach łzy. Kolejny raz w tym dniu.
- Pożegnaj się z nią. - wsadziłam kwiaty w jego rękę i odsunęłam się na bezpieczną odległość.
 Chciałam dać mu chwilę prywatności. Zasługiwał na pożegnanie się z matką. Widziałam jak upada na kolana i płacze, mówiąc coś do leżącej w ziemi kobiety. Chwilę zajęło mu to, jednak wcale nie oczekiwałam, że zrobi to w ciągu dwóch, trzech minut. Dałam mu tyle czasu ile potrzebował.
 Po dwudziestu minutach poczułam jego oplatające mnie ramiona.
- Dziękuję. - pocałował mnie w czoło.
- Nie musisz mi dziękować. Potrzebowałeś tego.
- Teraz znasz mnie całego. - przejechał swoimi ciepłymi wargami po moich ustach. - Nikt nie wie o mnie tyle co ty.
- Pojadę..z tobą.
- Naprawdę? - był w szoku, chyba spodziewał się, że mu odmówię.
- Naprawdę.


***


Lekko, a raczej bardzo zestresowana wysiadłam z taksówki. Stanęłam na chodniku zatłoczonego miasta i rozglądałam się dookoła siebie.
Montreal.
- Nie wyjechaliśmy z Kanady. - zdezorientowana spojrzałam na chłopaka szarpiącego się z moją walizką.
- Nie mówiłem, że wyjeżdżamy z Kanady. - ujrzałam jego cwany uśmiech.
 Pokręciłam głową z niedowierzaniem. Obawiałam się wyjazdu do innego kraju, państwa..ale nie zaledwie sześć godzin od mojej Akademii.
 Kierowałam się tuż za brunetem, niosącym moją walizkę. Klatka schodowa wyglądała na zaniedbaną. Wszędzie obdarte ściany, a na ziemi masa piasku, w powietrzu unosił się zapach stęchlizny. Czyżby nikt tu nie dbał o porządek?
- Niezbyt ci się tu podoba, prawda? - próbował wsadzić kluczyk do zamka od drzwi.
- Nie jest to miejsce, w którym chętnie bym przebywała, jednak nie będę narzekać.
 Nic nie mówiąc pocałował mnie w czoło i otwierając szeroko drzwi zaprosił do środka.
 Wnętrze również nie było przyjemne, lecz o wiele przytulniejsze niż klatka. Jasny salon połączony z kuchnią. Stara gazówka, oraz meble. Na środku pokoju, tuż przy stole, na którym zapewne będę jeść posiłki, stała brązowa kanapa oraz fotel. Nie miałam wątpliwości jak będzie wyglądała łazienka.
 - Wróciłeś już? - odwróciłam się w miejsce, gdzie przed chwilą zatrzasnęły się drzwi.
 Zaniemówiłam. Przede mną stała druga kropla Bryana. Długie krucze włosy upięte w niską kitkę, za duża, szara bluza i szerokie spodnie. Oczy...te mocno kasztanowe oczy przykuły moją uwagę. Druga podobizna Bryana. Nie tak wyobrażałam sobie spotkanie z jego bratem, o którym do tej pory nie słyszałam.
- Wróciłem. - stanął obok mnie i objął ramieniem. - Razem z nią.
-Tak, widzę. - jego twarz przykrył szelmowski uśmiech, nie wywołał na mnie takiego samego wrażenia co u jego brata.
 Mocniej objęłam Bryana, czując niepokój przy jego odbiciu lustrzanym.
- Merel, poznaj Ridga. Mojego brata. - przedstawił nas sobie.
- Cieszę się, że nareszcie mogłem cię poznać. Od kiedy tylko zawróciłaś mu w głowie, nie mogłem odpędzić się od jego opowieści o tobie. - na moje usta wkradł się uśmiech. -Czasem stawało się to naprawdę irytujące. - wzruszył ramionami i zniknął w swoim pokoju.
 Nie powiem, że ucieszyło mnie jego odejście. Dlaczego tak na niego reagowałam? Może to przez te wszystkie informacje, którymi zarzucili mnie ostatnio bliscy.
 - Iskierko! - potrząsnął mną.
- Hmm?
- Mówiłem, żebyś przyszła do naszej sypialni.
 Skołowana podreptałam za chłopakiem i otworzyłam szeroko oczy. Ten pokój różnił się całkowicie od poprzednich.
 Świeżo pomalowane szaro-różowe ściany, nowe, szare panele i na pierwszy rzut oka miękkie łóżko. Przeszłam obok toaletki z lustrem i przejechałam palcami po nowym drewnie. Wokół białego lustra zwisały poprzeplatane różowe piłeczki. Uśmiechnęłam się na ten widok.  Kolejna szafa była przepełniona ubraniami Bryana. Pewnie tu będą znajdowały się również i moje, widząc po przyszykowanych wolnych pułkach.
 Naprzeciwko łóżka zwisało kilka moich szkiców oraz zdjęć. Czułam, że ten pokój będzie moim ulubionym.
- Musiałem wypełnić tą pustkę.- objął mnie od tyłu.- Wyremontowałem ten pokój specjalnie na wypadek, gdybyś zechciała tu przyjechać. Wiem, że jesteś przyzwyczajona do lepszych warunków. Starałem się, jednak nie wszystko dało się tak szybko wyremontować.
- Cii...jest idealnie. - zarzuciłam mu ręce na szyję i wpatrywałam się w dwa czarne węgielki. - Najważniejsze, że jesteśmy tu razem.
  Wraz ze swoim cwanym uśmiechem i charakterystycznymi zmarszczkami przy oczach, popchnął mnie na prowizorycznie wyglądające miękkie łóżko, które w rzeczywistości takie było i nakrył mnie swoim ciałem przygwożdżając do niego.
 Ustami muskał moje policzki, szyję, pozbywając się jednocześnie naszych ciuchów. Pragnęłam jego bliskości. Natłok tego wszystkiego kompletnie wyprowadzał mnie z równowagi, a on był jedyną osobą, która sprowadziłaby mnie do odzyskania jej.