Maciek podwiózł mnie pod sam dom, nie proponowałam mu aby wszedł do mnie na chwilę, bo nie wiedziałam jaki widok tam zastanę. Pożegnaliśmy się więc w samochodzie.
- Dziękuję ci za wspaniały weekend.
- Ja tobie też, dziękuję że ze mną pojechałeś
- Drobiazg, z tobą pojadę nawet na koniec świata.
Zarumieniłam się.
- Muszę już iść. - Powiedziałam niechętnie
- Skoro musisz, to trudno, nie będę cię zatrzymywał - spojrzał na mnie tęsknymi oczami. Nie mogłam oderwać od niego oczu. Jeszcze kilka miesięcy temu nienawidziliśmy się, a teraz jesteśmy sobie tak bardzo bliscy. Do pełni szczęścia brakowało nam czegoś jeszcze.
- Papa - rzuciłam
- Trzymaj się mała.
Odprowadził mnie wzrokiem. Niechętnie szłam prosto do domu. Zatrzymałam się przy drzwiach i wyciągnęłam klucze z torebki. Delikatnie przekręciłam klucz w zamku niemal nie słyszalnie. Od wejścia słyszałam odgłosy, które były dwuznaczne i na samą myśl brało mnie obrzydzenie. Ściągnęłam kurtkę i odwiesiłam ją na wieszak, po czym weszłam wgłąb korytarza. Po lewej był salon, jeszcze niedawno zastałam tu rodziców, podczas kłótni, teraz już tylko mamę która obściskiwała się wraz ze swoim kochankiem. Nie mieli pohamowań. Siedziała w samym staniku i wpół rozpiętych spodniach.
- Jesteś obrzydliwa - rzuciłam w jej stronę
- Co ty tu robisz? Miałaś wrócić późno - szybko okryła się kocem, a facet przyglądał mi się osłupiały.
- Dopiero co rozpaczałaś za tatą, a teraz w najlepsze zabawiasz się z tym dupkiem?
- Wypraszam sobie - zwrócił się do mnie, brzmiał gburowato.
- Nie masz nic do gadania. - uciszyłam go i przeniosłam wzrok na mamę.
- Jak możesz...
- Nie jesteś od tego, żeby mnie oceniać. Jestem zajęta. Zajmij się swoimi sprawami.
- Nie mogę na was patrzeć. - Powiedziałam z pogardą i wbiegłam po schodach na górę. Rozpłakałam się. Poczułam się tak jakby ktoś dał mi w twarz. Zdążyłam się wypakować i dostałam wiadomość, była od Maćka - już tęsknię. Bez namysłu odpisałam, że ja też i położyłam się do łóżka. Zamknęłam oczy, co sprawiło że łzy gromadzące się w moich oczach spływały jedna po drugiej zalewając mi twarz słoną cieczą. Co się stało z moją rodziną? Te czasy w których byłam szczęśliwa już nigdy nie wrócą. Nie powinnam za tym tęsknić, a za to raz na zawsze odciąć się od przeszłości. Moje rozmyślania przerwał telefon. Na ekranie pojawił się dobrze znany numer. Przełknęłam ślinę zastanawiając się przez chwilę czy odebrać. Szybko otarłam łzy i wcisnęłam zieloną słuchawkę.
- Halo? - odezwałam się, próbując uspokoić drżący głos
- Cześć perełko. Jak tam? Nie odzywałaś się od wczoraj. - Głos Janka był zmartwiony. Czułam się podle wiedząc, że muszę go okłamywać.
- Cześć, nie odzywałam się bo byłam zmęczona, cały dzień spędziłam w łóżku
- No to dobrze, odpoczęłaś przed szkołą.
- Dokładnie - przełknęłam gulę w gardle. Czułam się tak, jakbym połykała ciężki kamień spadający wprost na serce.
- Myślałem o naszym spotkaniu
- I? - zainteresowałam się
- Może uda nam się spotkać, ale jeszcze nie teraz.
- To kiedy? Ile musi minąć? Rok, dwa, pięć?
- Nie wiem dokładnie, na razie jest na to za wcześnie. Nie jestem na to gotowy. - Zrozumiałam, że mogę pogrzebać wszelkie nadzieje na to, że nasze spotkanie kiedykolwiek dojdzie do skutku. Janek dał mi wystarczający powód
- A ja nie wiem czy tyle wytrzymam. Wiesz jak mi jest ciężko? Zaledwie minęło pięć miesięcy, a ja czuję jakby minęły lata... czekanie dłuży mi się w nieskończoność.
- A mi nie? Po prostu uważam, że jeszcze nie nadszedł odpowiedni moment.
- To kiedy twoim zdaniem będzie? Może za siedem lat? Myślisz że to dość odpowiedni czas na spotkanie?
- Nie bądź złośliwa.
- A ty nie bądź śmieszny, nie mogę już tego słuchać.
- Iza...
- Nie dzwoń już dzisiaj więcej, potrzebuję przerwy.
- Jak chcesz. - w jego głosie słychać było obojętność. Nie przejmował się moimi uczuciami. Nie liczyłam się dla niego. Zdałam sobie sprawę, że kompletnie go nie znam.
Coraz bardziej byłam przekonana, że jeśli nasz związek dalej będzie tak wyglądał, nie potrwa on długo. Najlepiej będzie się poddać. Nie mam już siły walczyć. Czuję, że to wszystko nie idzie w dobrą stronę.