- Manela...a jak tatuś nam nie otworzy?
- Dlaczego miałby nam nie otworzyć hm? - zapytałam zdziwiona
- Bo dawno u niego nie byliśmy
- Nie przesadzaj głuptasie - zmierzwiłam mu jasne włoski. Wzięłam go na rączki i pozwoliłam aby nacisnął dzwonek do drzwi. Tata powitał nas bardzo serdecznie i uścisnął najmocniej jak potrafił.
- O matko, udusisz mnie! - uśmiechnęłam się promiennie do ojca. Nic się nie zmienił, no może troszkę się postarzał i przybyło mu zmarszczek.
- Kopę lat... - Tata wziął głęboki oddech - tęskniłem za wami niemiłosiernie
- My też - odpowiedziałam zgodnie z Antosiem. Rebeka również powitała nas serdecznie, a Andrew i Victoria jeszcze nigdy nie byli tacy zadowoleni.
- Na ile wpadliście? - zapytała przyrodnia siostra, tym samym dając mi cmoka w policzek
- Na dwa tygodnie, chcemy odpocząć od domu. - wszyscy nagle zamilkli. Ciszę przerwał Andrew głośnym chrząknięciem.
- Pewnie po kasę? - posłał mi uśmiech, nie zraziłam się jednak i pewnie odpowiedziałam
- Po to też - odwzajemniłam uśmiech
- Jaka sumka? - zapytał tata, wręczając mi i Antkowi szklanki z sokiem marchewkowym
- Dwa tysiące
- Dobrze córeczko, jutro będziesz miała już na koncie okrąglutkie dwa koła
- Dziękuję ci tatku
- Nie dziękuj - machnął ręką - od tego jest tata, aby pomagać swoim dzieciom, nieprawdaż? Po za tym, chcę abyście zapamiętali mnie takiego
- Tato, przecież wiesz, że zawsze będziesz u nas na pierwszym miejscu, mimo że nie mieszkamy już razem.
- Tak, wiem córeczko - spojrzał na mnie i na Antka - chodźcie tu! no już! - przytulił nas do siebie
- Brakowało nam ciebie, wiesz?
- Zdaję sobie sprawę. - zamyślił się, po czym dodał - Macie ochotę na lody?
- TAAAAK!!! - Antoś wskoczył tacie na plecy - Ruszaj tato! - powiedział swoim słodkim głosikiem
- No to wio! - tato podniósł się z krzesła i niczym Superman pobiegł w kierunku drzwi. - Czekam na was przy wejściu! - krzyknął, a reszta rodzinki zebrała się w niecałe dwie minuty.
Jeszcze nigdy nie widziałam takiego uśmiechu u mojego brata. Dobrze zrobiłam, zabierając go ze sobą. Był zachwycony Irlandią, tą rodziną, ja również nie przypuszczałam, że tyle szczęścia może mi dać obecność taty i rodziny, której na mnie zależało, choć nie widywaliśmy się codziennie. Chciałam, żeby wszystko po prostu szło własnym torem, aby było jak najlepiej, planowałam dobrze wspominać ten wyjazd.
Weszłam na swoje konto bankowe, sprawdziłam dostępne środki. Dwa tysiące. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech 'będzie na zioło' pomyślałam, ale zaraz skarciłam się za tą myśl. Życie nie polega na tym aby tylko się zjarać. Moje rozmyślania przerwała Rebeka, która zjawiła się w pokoju. - Idziemy do sklepu z Victorią - położyła mi dłoń na ramieniu - może wybierzesz się z nami kochanie?
- Bardzo chętnie, dziękuję ci mamo - wyrwało mi się, spojrzałam na nią ze zmieszaniem - Przepraszam - powiedziałam szybko
- Ojej, nic nie szkodzi kochanie. Mogę być twoją mamą jeśli tylko zechcesz
- Dziękuję
Z całodziennego łażenia po sklepach wróciłam z entuzjazmem i pełnymi torbami zakupów, jednym słowem byłam w y k o ń c z o n a , a zarazem usatysfakcjonowana, że mam w końcu kogoś z kim mogę pójść na zakupy, pośmiać się, powygłupiać, porobić coś szalonego, i od dawien dawna nie wysłuchiwałam różnych krytyk na temat mojego postępowania. Całe dnie spędzałam z Ojcem, lecz ciągle bałam się powrotu do domu. Nie powiedziałam mamie, że jadę do taty. Po prostu zostawiłam jej kartkę, ale nie przejęła się tym, ponieważ nawet nie zadzwoniła by spytać, czy dolecieliśmy bez problemów.
Dwa tygodnie minęły jak z bicza strzelił. Antoś zabrał sobie na pamiątkę srebrny łańcuszek od Rebeki i zabawki, które kupił mu tata. Przez ten czas kiedy był u ojca czułam że jest szczęśliwy, John czytał mu bajki na dobranoc, oprowadzał po mieście, spędzał z nim sporo czasu. Cieszyłam się razem z nim.
***
W domu byliśmy po dwudziestej drugiej. Nie zastałam nikogo w domu. Rozpakowałam rzeczy i wrzuciłam do pralki. Resztę toreb z podróży zaniosłam do siebie na górę wraz z Antkiem na rękach. Ledwo go położyłam, a on już spał. Padł jak suseł, przykryłam go tylko i zgasiłam światło. Zeszłam na dół i zrobiłam sobie gorącej herbaty. Kiedy woda się gotowała poszłam do łazienki i napuściłam sobie wody do wanny w celu odświeżenia się po podróży, tym samym chciałam nabrać sił na powrót do pracy. Po kąpieli udałam się do salonu. Włączyłam sobie film, jednocześnie zastanawiając się dlaczego nikogo nie ma w domu. Wzięłam do ręki kubek z gorącą herbatą kiedy zadzwoniła Nikki.
- Siemka, widziałam jak wracasz z małym do domu, może byś wpadła?
- Nie za bardzo kochanie, dopiero co wyszłam z kąpieli, po za tym Antoś zasnął zaraz po powrocie i na dodatek nikogo nie ma w domu, nie mogę zostawić go samego. Chyba mnie rozumiesz, prawda?
- Nie ma sprawy, w takim razie jadę do ciebie i zostaję na noc - zarządziła z entuzjazmem.
- Ooo, jak miło! Czyli nie mam wyjścia, to już postanowione. - obydwie wpadłyśmy w śmiech
- Jestem za piętnaście minut, a i jeszcze jedno... zrób mi ciepłe kakao!
- Takie jak lubisz, z jedną łyżeczką cukru, pamiętam - udałam ironię
- No to cześć
- Czekam.
Po skończonej rozmowie poszłam do pokoju Nadine po dodatkowy koc dla Nikki. Moją uwagę przykuła kartka, leżąca na stole. WIEM, ŻE POJECHAŁAŚ DO OJCA, ZROBIŁAŚ MI NA PRZEKÓR, POKRZYŻOWAŁAŚ NAM PLANY. MIMO TO WYJECHALIŚMY DO PARYŻA, NA KILKA DNI, TYLKO PROSZĘ CIĘ, NIE SPAL DOMU./ MAMA przewróciłam oczami porwałam ją na kawałki i wyrzuciłam do kosza. Akurat pojawiła się Cornelia
- Manu! tęskniłam za tobą - szturchnęła mnie w ramię
- Ja za tobą też - oddałam jej tym samym.
- Ooo chodź tu! Przytule cię - wtuliła się od progu. Również ją przytuliłam. - Wchodź, zrobię ci kakao.
- Myślałam, że już czeka na mnie w salonie - spojrzała na mnie wrogo, po czym się uśmiechnęła.
***
Oglądając telewizję i skacząc po kanałach trafiłyśmy na mecz drużyny który transmitowali na żywo. Nikki od razu spodobał się Neymar. Dużo mi o nim opowiadała. Kiedy mieszkała jeszcze z Babcią, i siostrami oglądała jego wszystkie mecze. Ponadto dowiedziałyśmy się, że zagrają w tym miesiącu na stadionie, z naszą drużyną. - Usłyszałyśmy głos komentatora Nie lada wyzwanie dla Detroit! Mecz odbędzie się na stadionie osiemnastego czerwca o godzinie czternastej, ilość miejsc niestety ograniczona. Czy Neymar zdobędzie kolejną ważną bramkę i drużyna wygra po raz kolejny z przeciwnikami? Nie wiadomo... wszystko zależy od nastawienia drużyny i ogromnego wsparcia kibiców. Widzimy się na stadionie. Mówił wasz.... Nie usłyszałam, bo Nikki od razu ściszyła telewizor i natychmiast podniosła się z miejsca
- Dawaj! idziemy! Patrz jaki przystojniak tam gra! - chwilę się zamyśliła - I tak pewnie nie mam u niego szans, ale chodźmy! Proszę! - zrobiła maślane oczka.
- No dobra zgoda! - dałam za wygraną. - Ale, ten facet nie powiedział przecież ile kosztuje bilet, a może powiedział, tylko nie dałaś mu skończyć - zaśmiałam się
- Zapytamy kogoś... Przecież to nie jest trudne, nie?
- Możemy sprawdzić w internecie - olśniło mnie
- No właśnie! - Nikki klasnęła w dłonie.
Nie zastanawiając się dłużej, sprawdziłyśmy cenę biletów. Pięćdziesiąt dolarów od osoby, dodatkowo pięć procent zniżki, jeżeli wybieramy się z osobą towarzyszącą.
- Idziemy! Idziemy! - Nikki zaczęła skakać tuląc się do mnie - SKACZ ZE MNĄ!
- Dobra, dobra wariatko - zrobiłam co kazała
Przegadałyśmy całą noc, naprawdę cieszyłam się, że mam taką przyjaciółkę. Była dla mnie naprawdę ważna. Gdyby tak bardzo nie zależało jej na tym meczu, wcale bym nie poszła, ale skoro ten Neymar wpadł jej w oko i musiała go zobaczyć zgodziłam się. Chciałam ją wesprzeć, tym bardziej, że przez ostatnie tygodnie nie miała lekko. Musiałam jej pomóc otrząsnąć się po ostatnich wydarzeniach.