10.08.2018

PERFECTION 24


  Podczas obiadu nie była zachowana estetyka, czy savoir-vivre, czyli zasady dobrego zachowania. Panował hałas, mówienie z pełną buzią, jedzenie rękoma przez dzieci, przekrzykiwanie się nawzajem. Nie byłam do tego przyzwyczajona, więc czułam się dziwnie siedząc jako jedyna cicho. Nie mogłam się odnaleźć w tym chaosie.
- Vanesso, czym się zajmujesz? - powiedział Elec, wkładając do buzi pełny widelec ziemniaków.
- Więc... prowadzę własny butik z ubraniami i innymi dodatkami. - wszyscy zebrani umilkli i wpatrywali się we mnie.
- Ile masz lat?
- Dwadzieścia pięć
- I prowadzisz już swój własny biznes? - ojciec chłopaka był w szoku.
- Tak.To nie jest nic skomplikowanego. - dokończyłam, nabijając na widelec kawałek kurczaka.
- Czym zajmują się Twoi rodzice? - czułam się, jakby ojciec Leviego, prowadził wywiad na mój temat.
- Tato, to chyba nie jest odpowiednia pora na wypytywanie o życiorys. - spojrzałam na Leviego, dziękując mu za powstrzymanie mężczyzny.
- Macie rację. Jak Ci smakuje kurczak? - zapytała matka, posyłając mi ciepły uśmiech.
- Jest bardzo pyszny.
 Reszta obiadu minęła bez większych pytań o moje życie prywatne. Razem z Megan pomogłam starszej kobiecie posprzątać ze stołu i powkładać wszystkie naczynia do zmywarki.
- Levi. - zaciągnęłam go na bok. - Kiedy wracamy?
- A nie podoba Ci się tu? - jego wzrok był smutny.
- Podoba, ale Vance...
- Tak. Racja. Mam plan. Zadzwoń do niego i powiedz, że nie wrócisz dzisiaj na noc.
- Co? Ale co ja mam wymyślić? - byłam zaskoczona jego pomysłem.
- No nie wiem, powiedz że pojechałaś obejrzeć nową kolekcję i nie opłaca Ci się wracać tak późno. Przenocujesz w hotelu czy coś.
 Nie do końca pewna czy to aby dobry pomysł, posłuchałam chłopaka i zadzwoniłam do Vanca informując o wcześniej przygotowanym planie.
 Naturalnie, że nie miał nic przeciwko, w końcu ufał mi, a przynajmniej tak mi się wydawało.
 - Van! - usłyszałam melodyjny głos blondynki. - Chodź do salonu!
 Posłusznie wkroczyłam do pomieszczenia, gdzie znajdowała się blondynka wraz ze swoją córeczką.
- Mogłabyś popatrzeć się na nią chwilkę? Musze skoczyć z Eleciem do sklepu.
- No dobrze. - posłałam ciepły uśmiech w stronę dziewczynki. - Pobawimy się?
 Malutka, ruda istotka kiwnęła twierdząco głową i po chwili przyniosła do salonu dwa mikrofony. Uważnie podłączyła je do telewizora i podała mi jeden.
- Co będziemy robić? - przypatrywałam się jej
- Karaoke! - zawołała uradowana i biorąc pilot z ławy ustawiła kanał i piosenkę, którą zapewne znała na pamięć.
 Przecież sześcioletnia dziewczynka nie nadążyła by tak płynnie czytać.
  Po dłuższym wybieraniu nareszcie mogłyśmy pozwolić pochłonąć się w zabawie.