16.03.2019

PERFECTION 50



 Trzy miesiące minęły nam na szczęście spokojnie. Dziecko urosło, a co ze sobą niesie, zaczęło dawać o sobie znaki. Sprawa rozwodowa ciągnęła się dwa miesiące, jednak na szczęście mogłam odetchnąć z ulgą, kiedy opuściłam salę rozpraw.
- Uwolniłam się od niego. - mówiłam do wspierającej mnie Mary. - Naprawdę się od niego uwolniłam.
- Mówiłam, że wszystko pójdzie dobrze. - położyła mi dłoń na ramieniu. - Może jednak jedźmy już stąd. Nie chciałabym natknąć się na Pani byłego męża.
- Masz rację. - całkowicie ją rozumiałam, od mojego odejścia stał się człowiekiem, z którym ciężko jest przebywać w jednym miejscu.
 Kierowałyśmy się w stronę białego samochodu, gdy poczułam mocny ścisk wokół nadgarstka. Odwróciłam wzrok w tamtym kierunku i zobaczyłam nie kogo innego jak Vanca.
- Mało Ci? - wycedziłam przez zaciśnięte zęby.
- Nie zostawię tego tak. - złość kipiała z jego ciała.
- Masz zakaz zbliżania się. - przypomniałam mu, jednak na nic się to zdało.
- Pamiętaj, że łączy nas jeszcze dziecko. Odbiorę Ci wszystko co jest dla Ciebie ważne. -mówiąc to odszedł w przeciwną stronę.
 Obawiałam się jego zemsty, jednak co mógł mi zrobić? Po narodzinach dziecka, jako biologicznego ojca podam Leviego. Nigdy nie dowie się o prawdziwym ojcu, nawet jeśli Vance będzie chciał mieć do niego prawa.
- Pani Vanesso. - Mary przywróciła mnie do rzeczywistości.
- Już idę. - otrząsnęłam się i zajęłam miejsce kierowcy.
  Odwiozłam pracownicę do sklepu, a sama postanowiłam nie czekać z wieścią na powrót mojego chłopaka. Zostawiłam samochód na parkingu i ruszyłam w kierunku dobrze znanego mi stadionu. Tym razem ochroniarz wpuścił mnie bez problemów.
 Mijałam długi, metalowy korytarz, aż moim oczom ukazał się piękny, zielony trawnik, a na nim grająca drużyna. Nie chciałam przeszkadzać w rozgrywkach, więc usiadłam w pierwszym rzędzie i przyglądałam się dzielnie grającemu chłopakowi.
 Nie minęła długa chwila, kiedy ujrzał mnie i pomachał w moją stronę. Uradowany strzelił bramkę, kończąc pierwszą połowę „meczu”.
 - Jak tam? - podbiegł do mnie nie czekając na kolegów.
- Po sprawie. Od dzisiaj jestem wolną rozwódką. - mówiłam pełna ekscytacji.
  - Chyba nie tak do końca wolną. - dodał całując moje usta. - Nie było żadnych problemów?- zapytał
- Nie. - postanowiłam nie mówić mu o szantażu ze strony Vanca.
- Dziwne, spodziewałem się jakichś zagrań z jego strony.
- Najważniejsze, że jest już po wszystkim. - dotknęłam dłonią jego zarośniętego policzka.
- A jak się ma nasze maleństwo? - odpiął guziki płaszcza odsłaniając mój widoczny brzuch. - Hej malutka, przyjechałaś odwiedzić tatę?. - mówił nachylony do brzucha.
- Ej chłopaki! - usłyszeliśmy krzyknięcie z boiska. - Levi został ojcem! - ciemny mężczyzna wskazał palcem w moją stronę.
 Nie musieliśmy czekać, aż wszyscy zbiegną się gratulując i dotykając maleństwa.
 Szkoda tylko, że nikt nie wiedział kto jest jego prawdziwym ojcem.