Podeszłam do baru i usiadłam na wysokim krześle. Oparłam łokieć na blacie i wspierając dłonią swoją brodę rozglądałam się za barmanem.
Znudzona długim oczekiwaniem obijałam bordowymi paznokciami w blat.
- W czym mogę pomóc? - Spojrzałam na młodego barmana.
Przystojny brunet w czarnej kamizelce, białej koszuli i standardowo postawionymi włosami na żel. wydawał się ciekawym kąskiem do schrupania.
Przejechałam palcem po czerwonych ustach i zatrzymałam w kąciku udając zamyśloną.
- Wiem! Poproszę dwa drinki z sokiem porzeczkowym.
- Już się robi. - zabrał się do pracy.
- Pracujesz tu od niedawna? Nigdy wcześniej cię tu nie widziałam.
- Nie przychodzę tu zbyt często.
- Merel! - wyciągnęłam rękę jednocześnie przekrzykując głośną muzykę.
- Bruno.
- Dziewczyno ile można na ciebie czekać? - dopadła mnie Roxan.
- Już idę, pali się czy co? - przewróciłam oczami i puściłam oczko do barmana.
-Twoje drinki. - musnął delikatnie moje palce - Na mój koszt. - również puścił mi oczko.
Chwyciłam w ręce szklanki, jedną wciskając oczywiście w dłoń przyjaciółki.
- Merel, nie możesz odreagowywać w ten sposób. - skarciła mnie.
- Czyżby? A kto mi zabroni? - parsknęłam śmiechem.
- To nie jest odpowiedni sposób. Wiem doskonale jak potraktował cię Travis, ale nie możesz mierzyć każdego jednakową miarą.
- Nie wtrącaj się w nie swoje sprawy. Jeśli będę potrzebowała rady, zwrócę się po nią do ciebie.
Wróciłam do swoich znajomych z którymi zazwyczaj trzymałam się jedynie na imprezach i wzniosłam kolejną kolejkę.
Po powrocie do swojego mieszkania nie marzyłam o niczym innym jak rzuceniu się w miękką pościel.
Leniwie zdjęłam z moich nóg szpilki i rzuciłam gdzieś w kąt. Zmyłam makijaż i zatopiłam w pachnącej konwalią pościeli.
Znowu on. Te piękne szare oczy, które pod słońcem łączą się z kolorem zieleni. Rozczochrane kakaowe włosy…idealny zarys twarzy.
Odwraca się w moją stronę i jego oczy przybierają kształt pięciozłotówek, a usta ukazują szereg białych zębów. Ponownie czuję ciepło jego ramion. Tą bliskość, która nigdy nie zmniejszała się chociaż na milimetr.
-Witaj mój aniołku. - charakterystycznie wplata palce w moje kasztanowe włosy i dotyka wargami moich ust.
- Witaj przystojniaku. - zarzuciłam mu ręce na szyję.
Wzrostem był minimalnie wyższy ode mnie. Chłopak i dziewczyna z tego samego świata.
-Travis! Idziemy na kajaki! - krzyczeli jego znajomi.
-Za niedługo wrócę. - musnął moje usta.
Nie wrócił...
