Odkąd tata się wyprowadził, mama zmieniła się nie do poznania. Przestała chodzić do pracy, a co za tym idzie coraz częściej przebywała w domu wraz ze swoim kochankiem. Nie śpieszyło mi się, by go poznać, mama też nie zamierzała tego uczynić, wciąż miała do mnie żal, o tamtą kłótnie i za to, że dzięki mnie jej romans na boku ujrzał światło dzienne. Może i dobrze, nigdy nie miałyśmy ze sobą dobrych stosunków i nie było mi jej żal, zasłużyła sobie na to. Przez to wszystko zapomniałam o Zosi. Chciałabym ją znów zobaczyć, lecz wiedziałam, że nadal nie mogę jej zaadoptować. Postanowiłam, że ją odwiedzę. Była sobota, więc spokojnie mogłam pozwolić sobie na dwudniowy wyjazd. Spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy i szybko sprawdziłam rozkład pociągów do Sopotu. Wszystko wskazywało na to, że najbliższy pociąg miałam za godzinę.Weszłam pod prysznic, i pozwoliłam ciepłej wodzie obmywać moje ciało. Po wszystkim ubrałam czarne obcisłe rurki i ciemno niebieską luźną koszulę, białe skarpetki i białe Air Force'y. Na wierzch włożyłam czarną skórzaną kurtkę. Jeszcze raz sprawdziłam, czy mam wszystkie potrzebne rzeczy. Do małej czarnej torebki wrzuciłam portfel, telefon, ładowarkę i książkę, żeby się nie nudzić w pociągu. Torebkę przełożyłam sobie przez ramię i chwyciłam w dłoń średniej wielkości torbę podróżną. Zeszłam na dół, w kuchni siedziała mama, jej mina ostrzegała, żeby się do niej nie zbliżać. Wolałam nie ryzykować, więc rzuciłam tylko krótkie: - Wyjeżdżam na dwa dni. Wrócę późno.
Mama nawet na mnie nie spojrzała, tylko wzruszyła ramionami. Ani trochę jej nie obchodziłam. Nie interesowało jej gdzie jadę, ani z kim jadę. Pewnie było jej to na rękę, bo mogła mieć cały dom dla siebie i spraszać tu swojego gacha. Nie chciałam wiedzieć, co będą wyprawiać pod moją nieobecność. Na samą myśl, brało mnie obrzydzenie. Zmierzyłam ją wzrokiem i opuściłam dom. Nie miałam kontaktu z Jankiem, ale pomyślałam, że pewnie jest zajęty więc odpuściłam sobie pisanie do niego i kierowałam się na dworzec. Zdążyłam wsiąść do autobusu, który właśnie miał odjeżdżać. Szybko zajęłam wolne miejsce i poczułam stres związany z podróżą. Nigdy nie jechałam pociągiem, dziś będę po raz pierwszy. Kiedy dojechałam na miejsce, szłam w kierunku Dworca, do kasy stała długa kolejka więc zrezygnowana stanęłam nieopodal. Koło mnie podjechało czarne audi. Miało przyciemniane szyby, więc nie mogłam zobaczyć kim jest kierowca. Wszystko stało się jasne, kiedy uchylił szybę.
- Hej, Iza! - zawołał. - Co tu robisz?
- A ty? - byłam zdziwiona
- Wracam z zajęć.
- Z zajęć? - zdziwiłam się, odkąd straciliśmy kontakt nie wiedziałam czym się teraz zajmuje, tym bardziej, że dziś była Sobota.
- Uczę się grać na gitarze.
No tak, przypomniałam sobie, że kiedy byłam u niego, rzuciła mi się w oczy gitara, po za tym Maciek uwielbiał muzykę. Na ścianach jego pokoju wisiały wszelakie plakaty o tej tematyce.
- Aa, to wszystko wyjaśnia - uśmiechnęłam się i podeszłam do niego.
- Więc co tu robisz? - ponowił pytanie
- Jadę do Sopotu, ale kolejki są tak długie, że boję się, że nie zdążę kupić biletu, a niedługo mam pociąg.
- Wsiadaj - zaproponował
- Ale jak to? Chcesz jechać ze mną? - Byłam rozkojarzona, przecież niedawno nie chciał mnie znać, a teraz chce jechać ze mną? Nie wiedziałam o co tu chodzi...
- No tak, chciałbym z tobą porozmawiać, ostatnie nasze spotkanie nie skończyło się najlepiej.
Na to wspomnienie posmutniałam.
- To jak, chcesz, żebym ci towarzyszył?
- Wszystko jedno. - wzruszyłam ramionami.
- A bardzo ci się spieszy?
- Nie, a dlaczego pytasz?
- Chciałbym się przebrać i zabrać kilka rzeczy.
- Jasne, czyli to znaczy, że mam teraz jechać z tobą do ciebie? - zapytałam
- No chyba nie masz innego wyjścia - uśmiechnął się.
Wsiadłam do samochodu i ruszyliśmy.