Nie wiem co cieszyło mnie bardziej - to że trzymałam w ręku świadectwo, czy to że już nigdy nie przekroczę progu tej szkoły. Czułam się tak, jakbym odzyskała wolność, opuszczała klatkę, w której się dusiłam, próbując zaczerpnąć powietrza. Nie przeszkadzało mi już, że wszyscy na mnie patrzą. Miałam jeden cel. Z podniesioną głową opuścić budynek szkoły. Byłam twarda do końca. Odetchnęłam z ulgą kiedy zamknęły się za mną drzwi. Pod szkołą zobaczyłam Maćka, który stał z Arturem, swoim przyjacielem. Kiedy mnie zobaczył powiedział coś do niego i zostawiając go samego podążał w moją stronę.
- Iza! - zawołał. - Zaczekaj.
Serce podskoczyło mi do góry. Miałam wrażenie, że zaraz wyskoczy z klatki piersiowej.
- Tak? - pierwszy raz od trzech lat spojrzałam mu prosto w oczy. Były przepełnione pożądaniem, może pragnieniem. Mnie? Chciałabym, żeby tak było ale to niemożliwe. Staliśmy tak nieruchomo patrząc sobie w oczy przez kilka sekund, aż w końcu znów zaczął mówić.
- Dzisiaj ostatni dzień się widzimy.
- Żałujesz? - zapytałam, ani razu nie przestając patrzeć mu głęboko w oczy.
- Jakiej odpowiedzi się spodziewasz? - droczył się ze mną. Nie potrafię go zrozumieć. Zastanawiam się wciąż do czego zmierza.
- Że nie. - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- A jeśli powiem ci, że jesteś w błędzie?
- Niemożliwe - odwzajemniłam uśmiech
- Żałuję. Bardzo - posmutniał. - Spotkamy się jeszcze kiedyś?
- Nie wiem. Nieswojo się czuję kiedy Marta wciąż się nam przygląda. - Zmieniłam temat. Jej wzrok jest gotów zabić, przez moje ciało przeszedł zimny dreszcz.
- Chodźmy stąd. - powiedział, po czym pociągnął mnie za rękę, kierując przed siebie.
- Gdzie mnie prowadzisz?
- Zaufaj mi.
- A powinnam? - teraz ja przejęłam pałeczkę, drocząc się z nim.
- Nie kłóć się ze mną.
Szłam posłusznie, dotrzymując mu kroku. Jednak wciąż nie miałam pojęcia gdzie mnie prowadzi.
Wszystko stało się jasne kiedy oboje stanęliśmy przed jego domem.
- Nikogo nie ma w domu? - zapytałam, widząc jak szuka kluczy.
- Jak widać nie. Rodzice są w pracy, wrócą dopiero w nocy.
- Więc według ciebie nikt nas tu nie znajdzie? - zaśmiałam się.
- Jeśli wolisz użerać się z Martą to wracaj - uśmiechnął się zawadiacko.
- Wolę tą drugą opcję. Otwieraj.
Chwilę później byliśmy już w jego dużym pokoju. Maciek pochodził z bogatej rodziny. Więc był do tego przyzwyczajony. Tuż przy wejściu stało biurko, a na nim kilka drobiazgów w tym monitor od komputera który znajdował się pod biurkiem. Pod oknem duże łóżko, a po przeciwnych stronach szafki nocne. Przy szafie w kącie stała gitara. Podłoga była pokryta ciemnymi panelami, a okna przyozdabiały jasne zasłony z białą firanką. ''Wow'' pomyślałam, oglądając plakaty na ścianach. Był fanem rocka. Nigdy wcześniej o tym nie wiedziałam, no bo skąd?
- Naoglądałaś się już? - wyrwał mnie z zamyśleń
- Tak. Przepraszam. Nie wiedziałam, że jesteś fanem rocka. Znam te zespoły.
- Dużo rzeczy jeszcze o mnie nie wiesz. - puścił mi oczko. - Napijesz się czegoś? A może zgłodniałaś? Możemy zamówić pizzę.
- Wszystko jedno.
- Rozgość się. Siadaj gdzie ci wygodnie. - powiedział i wyszedł z pokoju.
Posłusznie zajęłam miejsce na łóżku, nieśmiało odkładając świadectwo ukończenia szkoły na jedną z szafek nocnych. Maciek w tym czasie zamawiał jedzenie. Po chwili wrócił z napojami.
- Pizza zaraz będzie - uśmiechnął się. - Jego uśmiech był tak piękny, że zastanawiałam się, czy nie jestem czerwona jak burak, bo strasznie mnie onieśmielał.
- Maciek...dlaczego?
- Co dlaczego? - był zdziwiony
- Dlaczego teraz tu jestem? U ciebie? Dlaczego ze mną rozmawiasz...Dlaczego mamy dobry kontakt...
- Dlaczego zadajesz tyle pytań? - zdenerwował się.
- Odpowiedz. Proszę.
- A czy to jest takie ważne?
- Tak... jeszcze kilka dni temu nawet na mnie nie spojrzałeś, byłeś wściekły, że wciąż na ciebie wpadam. Przez trzy lata nie zamieniliśmy ani jednego słowa. Aż do teraz.
- Nie chciałem się w tobie zakochać. Wzbraniałem się przed tym. Unikałem cię, byłem dla ciebie oschły. Starałem się jak mogłem, ale ciągle na siebie wpadaliśmy, ciągle cię widziałem. Na domiar złego byliśmy w tej samej klasie. Nie mogłem przestać o tobie myśleć. A teraz kiedy skończyliśmy szkołę, poczułem, że nasza znajomość równie szybko się skończy, a tego nie chcę. Bo wzbraniałem się przed tym co mnie dopadło. Zakochałem się w tobie. Rozumiesz?
- Po co to wszystko? Dlaczego mi nie powiedziałeś?
- Nie chciałem wyjść na idiotę. Nie wiedziałem czy czujesz do mnie to samo. Bałem się odrzucenia. Może i jestem twardy, ale do ciebie mam wielką słabość. Poza tym...Marta się do mnie przystawiała.
- Nie dało się tego nie zauważyć. Wolałeś mnie unikać, zamiast powiedzieć od razu co jest na rzeczy.
- Przepraszam, nie umiałem inaczej.
- Muszę już iść. - wydukałam. Mało brakowało, a powiedziałabym co do niego czuję. Nie mógł się o tym dowiedzieć. Nie teraz. Za dużo tego wszystkiego. Muszę ochłonąć, wszystko przemyśleć.
- Zostań - nalegał.
- To nie jest najlepszy pomysł. - Zabrałam świadectwo i szybko podniosłam się z łóżka, zanim zmienię zdanie. Szybkim krokiem podeszłam do drzwi, nie patrząc na niego. Ostatni raz odwróciłam się, by na niego spojrzeć. - Żegnaj. - powiedziałam ze złami w oczach i czym prędzej opuściłam dom, biegnąc. Zatrzymałam się na najbardziej oddalonym od niego przystanku, tak by nie mógł mnie już dogonić. Wsiadłam w pierwszy lepszy autobus, nie patrząc dokąd jedzie. Chciałam go zgubić. Udało się. Byłam w centrum, pewna, że już za późno aby mnie znalazł. Wsiadłam w tramwaj, który miał dowieźć mnie pod sam dom. Pół godziny później byłam już w swoim pokoju. Zamknięta w swoich czterech ścianach, czułam się bezpiecznie. Rzuciłam świadectwo w kąt. Przebrałam się w ulubione dresy i luźną koszulkę. Położyłam się i opatulona kocem zaczęłam płakać.