11.06.2018

PERFECTION 4


Ze strachem wyczekiwałam powrotu Vanca. Miał on wielkiego bzika na punkcie samochodów. Nie oczekiwałam, że zmartwi się moim stanem zdrowia, lecz od razu przejdzie do tematu samochodu i mojej nieodpowiedzialności.
 Dla złagodzenia sytuacji przygotowałam jedno danie z włoskiej kuchni i do tego kupiłam wytrawne wino. Miałam nadzieję, że chociaż to w odrobinie pomoże mi uspokoić narzeczonego.
- Jestem! - usłyszałam w korytarzu.
- Świetnie, przygotowałam nam kolację. - wskazałam gestem ręki na stół.
- W takim razie rozbiorę się i siadamy do stołu. - ucałował mój policzek.
Po niecałych dziesięciu minutach oboje byliśmy pochłonięci jedzeniem. Oboje? W prawdzie to tylko Vance, ja byłam zbyt przygnębiona dzisiejszym natłokiem zdarzeń, by w tak szybkim tempie jak on pochłaniać cały posiłek.
- Muszę Ci coś powiedzieć.
- Mów.
- Pojechałam dziś na spotkanie z kierownikiem sali weselnej. Odwołali nam rezerwację.
- Znajdziemy inną. - był tym niewzruszony.
- Jak w tak krótkim czasie znajdziesz salę? Rezerwacji trzeba dokonywać dobre pół roku wcześniej.
- Vanesso, wymyślisz coś. - posłał mi uśmiech.
- To nie wszystko. Rozbiłam samochód. - na te słowa widelec w jego ręce zastygł w powietrzu, a on powolnym wzrokiem spojrzał na mnie.
- Jak to rozbiłaś samochód? - w jego głosie wyczuwalny był gniew.
- Zwyczajnie. Wjechałam w kogoś i musiałam wypisać mu czek na pokrycie szkód.
- Jak mogłaś spowodować wypadek? Dopiero co kilka tygodni temu kupiliśmy ten samochód! Dlaczego jeździsz tak nierozważnie? Nie widziałaś, że trzeba hamować?
- Zamyśliłam się. Wracałam z rozmowy na temat sali. Byłam zdenerwowana, powinieneś to zrozumieć. - mimo, że w środku cała drżałam w obawie o jego wściekłość, mój głos zachowywał się całkiem naturalnie.
- Nigdy nie zrozumiem tego, jak przez głupotę można doprowadzić do wypadku! Gdzie jest ten samochód?
- Tam gdzie zawsze. - nie musiałam patrzeć na niego, by wiedzieć, że pobiegł sprawdzić stan bmw.
 Posprzątałam  ze stołu i nie czekając na narzeczonego zamknęłam się w łazience.
 Po trzydziestu minutach wygrzewania się w ciepłej wodzie, ubrana w nocna koszulę zasnęłam.

***

  Koło 9:00 postanowiłam zawitać w sklepie i zorientować się co i jak. Wspólnie z Mary rozpakowałyśmy dostawę i obsłużyłyśmy kilku gości.
- Jak przygotowania do ślubu? - zagadnęła mnie
- Wszystko w jak najlepszym porządku. - próbowałam skłamać.
- Czy aby na pewno?
- Nie...mam problem z salą... Ale przecież nie ma przygotowań bez problemów, prawda? - posłałam jej słaby, ale ciepły uśmiech.
- Chodźmy na lunch. Przyda nam się chwila przerwy. - zaproponowała, wiedziała że potrzebuję rozmowy.