21.12.2017

CHANGE cz. 48




Gwałtownie otwieram oczy i odpycham wędrującą po moim ciele rękę. Odwracam się i widzę Ridga.
- Co ty wyprawiasz? Gdzie jest Bryan?
- Nie stawiaj się. Już od pierwszego dnia, kiedy tylko stanęłaś w korytarzu pragnąłem cię .-przygwoździł moje ręce do łóżka. - Dlaczego tylko Bryan ma takie szczęście? Odchodzisz od niego, a gdy ja próbuję się do ciebie zbliżyć, on ponownie się zjawia.
- Ridge, zejdź ze mnie. - mój głos drżał ze strachu.
- On jest za głupi by cię mieć, a ja też chcę mieć coś z tego, że tu mieszkasz.
Zaczął podnosić koszulkę ukazując piersi. Z moich oczu zaczęły spływać łzy. Zjechał dłonią wzdłuż mojego ciała, co powodowało nieprzyjemny ogień na ciepłej skórze. Zatrzymał się tuż przy koronce majtek. Jednym palcem wjechał za materiał.
 - Zostaw!!!! - krzyczałam na cały pokój mając nadzieję, że ktoś mi pomoże.
 Usłyszałam trzaśnięcie drzwiami, a po chwili cały ciężar zniknął z mojego ciała. Otworzyłam mokre oczy i ujrzałam stojącego pod ścianą bruneta. Przygwoździł brata do ściany i zaciskał rękę na jego szyi.
 Mówił coś do niego, ale ja nie potrafiłam wychwycić żadnego słowa. Spuściłam koszulkę i okryłam się kołdrą, kuląc się niczym przestraszone, zaszczute zwierzę.
 Nawet nie poczułam jak silne i bezpieczne ramiona wyciągają mnie spod pierzyny i wciągają sobie na kolana. Schował moją twarz między swoją szyję i gładził po plecach.
- Jestem tu i nie pozwolę by ktoś zrobił ci krzywdę. - ujął moją twarz w ręce i nakierował nasze oczy na siebie.
 Jego węgielki były przepełnione strachem. Wpatrywał się w moją mokrą niczym rzeka twarz i gładził kciukami policzki.
 - Zdążył cię gdzieś dotknąć? - kiwnęłam tylko głową i spuściłam wzrok. - Gdzie? - wskazałam palcem na swój biust.
- Cholera! - zaklął i objął mnie jeszcze mocniej. - Nie płacz. Spróbuj się uspokoić i zacznij się pakować.
- Co? Dokąd? Jak?
- Zrezygnowałem z pracy u Shepleya. Od niedawna mam na niego haka, więc nie będzie mnie ścigał. Musiałem to dzisiaj załatwić. - jego usta przybrały wymuszony uśmiech, jednak ja nie dałam się na to nabrać.
 Znałam go doskonale i wiedziałam, że złość w nim buzuje i jeśli tylko pozwolę mu opuścić ten pokój, pobiegnie do Ridga.
- Nie będziesz tu mieszkała. Na pewno nie po tym co się dzisiaj wydarzyło. - ucałował moje czoło. - Chodź. - pociągnął mnie za rękę i podał ciuchy, które miałam założyć.
 Nie czekając na mnie, wrzucił do dwóch walizek zawartość szafki i zerwał wszystkie zdjęcia ze ścian. Nadal oszołomiona wcześniejszym wydarzeniem czułam się sparaliżowana.
- Iskierko. - ujął mój podbródek. - Musimy iść - kiwnęłam twierdząco głową i chwyciłam go za rękę, jakby miał mnie obronić przed wszystkim co się za chwilę wydarzy.
 Spokojni opuściliśmy pokój ciągnąc za sobą walizki. Już trzymaliśmy rękę na klamce, gdy ponownie usłyszałam ten znienawidzony głos. No przecież. Gdybyśmy opuścili spokojnie mieszkanie to byłby cud.