19.11.2016

NOWE ŻYCIE 47

~ NIKKI ~

Minęły trzy tygodnie od naszej poważnej kłótni. Z Severynem spotykałam się od czasu do czasu, żeby porozmawiać, lub zwyczajnie w świecie wypić drinka. Wracałam właśnie z Cafe Bar, ze spotkania z nim. Neymara nie było w domu. Zajęłam się przygotowaniem kolacji, kiedy wszedł do domu, trzymając coś w ręku, którą chował za plecami.
- Co tam masz? - zapytałam ciekawa. 
- Niespodzianka - zbył mnie nijaką odpowiedzią i  poszedł na górę. 
Po skończonym posiłku siedzieliśmy już w sypialni. Patrzył jak balsamuję ciało. Kiedy skończyłam uklęknął przy mnie i wtulił się we mnie. 
- Przepraszam, za wszystko. 
- Ney, minęło już sporo czasu, nie gniewam się. 
- Nie przerywaj mi - zażądał, po czym zaczął - Nikki, poznanie ciebie, to najlepsze, co mnie spotkało w życiu. Nie żałuję momentu, w którym się poznaliśmy, gdy przyszłaś na mecz, a ja przypadkowo uderzyłem cię piłką. Potem robiłem wszystko, żebyś mimo to mnie zauważyła, i nie gniewała się za tą zniszczoną bluzkę. - Uśmiechnęłam się, wracając do tamtych wspomnień. -  Dzięki temu się spotkaliśmy i teraz jesteś tu koło mnie. Wiem, że dużo się przeze mnie wycierpiałaś, i że wiele razy zawiodłem twoje zaufanie, ale chcę ci to wszystko wynagrodzić. Za każdym razem kiedy się budzę rano, mam ochotę krzyczeć ze szczęścia, że cię mam! Chcę spędzić z tobą resztę życia, i mieć gromadkę dzieci... Pokochałaś mnie takiego, jakim jestem... Dziękuję ci za to z całego serca. Wiem, że zawsze chciałaś zwiedzić Paryż. Dlatego zabieram cię w podróż. Pamiętasz, kiedy jedliśmy romantyczną kolację, przy tej małej wieżyczce? Pomyślałem sobie wtedy, że zrobię wszystko, abyś zobaczyła ją na żywo, w całej okazałości.
- Ney... o czym ty mówisz? - Byłam w szoku, nadal nie docierały do mnie jego słowa. Sięgnął po bilety. - Spójrz - pokazał mi treść
- Jezu! Neymar! Nie wierzę! - uściskałam go. Trzymałam w rękach bilety do Paryża! Zawsze o tym marzyłam... - Kiedy to wszystko zorganizowałeś?
- Nie pytaj, po prostu się ciesz - pocałował mnie
- Cieszę się! Ogromnie! Jesteś cudowny
- Chciałbym ci to jakoś wynagrodzić. Pakuj się, w nocy wylatujemy.

***

Leciałam samolotem do Paryża. Podziwiałam z okna widoki, które były cudowne! 
- Wciąż nie mogę w to uwierzyć - rzekłam do piłkarza
- Uwierz, bo właśnie spełniają się twoje marzenia - uśmiechnął się do mnie bardzo urokliwie.
- Kocham cię! Bardzo - miałam ochotę rzucić się na niego, jednak wiedziałam, że przy ludziach nie wypada. 
- Nie musisz mi tego mówić, jestem tego pewny - pocałował mnie subtelnie.
Hotel był naprawdę godny uznania. Miałam okazję być w pięciogwiazdkowym luksusie. Rozpakowałam swoje rzeczy i patrzyłam z daleka na wieżę Eiffla. Pragnęłam się tam wybrać, i upamiętnić ten moment tysiącami zdjęć, a później wspominać to w nieskończoność. Nazajutrz stałam przed wieżą, i wpatrywałam się w zakochanych, którzy również byli nią zachwyceni. Poprosiłam przechodnia aby zrobił nam zdjęcie. Podziękowałam, i posłałam fotografowi wielki uśmiech. Odwzajemnił, po czym zniknął w tłumie.
- Spójrz, jak ślicznie razem wyglądamy - pokazałam zdjęcie Neymarowi
- Nie mogę się napatrzeć - odpowiedział, po czym pociągnął mnie za rękę i mocno do siebie przytulił. Spojrzał w moje oczy - Kocham cię - powiedział, a ja czułam, że lecą mi łzy
- Ja ciebie też, i mam nadzieję że nic tego zmieni. - Wtuliłam się w niego. 
Codziennie zwiedzaliśmy to miasto, upamiętniając ten wyjazd ogromną ilością zdjęć. 
Pogoda nam sprzyjała, więc większość czasu spędzaliśmy poza hotelem. Ogród Luksemburski był cudowny, zresztą jak Katedra Notre Dame, czy Łuk Triumfalny. To miejsce miało urok. Cieszyłam się, i chłonęłam te widoki, aby trwale zachowały się w mojej pamięci. 

***
Przed wyjazdem Neymar zabrał mnie na kolację do restauracji Bouillon Chartier. Nie wiedziałam na co się zdecydować. W końcu zamówiłam wszystkiego po trochu. Najedzeni wróciliśmy do hotelu.
- Jestem ci wdzięczna - spojrzałam na Neymara, który leżał na łóżku i wpatrywał się we mnie. 
- Jestem od tego, abyś była szczęśliwa, zależy mi na tobie
- Nie mogę uwierzyć, że mam tak cudownego chłopaka - położyłam się koło niego, jednak za chwilę on leżał już na mnie, dotykając mojego ciała. Tutaj wszystko wydawało się prostsze. I magiczne. Nie mogłam sobie odmówić. Sprawiał, że czułam się bardzo zadowolona. Uwielbiałam go całego. Czekałam niecierpliwie, aż poczuję znów jego męskość w sobie. Po wszystkim opadł zmęczony na poduszki. Oboje byliśmy zaspokojeni. 
- Szkoda, że jutro musimy już wracać - powiedziałam smutno, leżąc na jego torsie.
- To nie jest nasz ostatni wyjazd - gładził mnie po ramieniu
- Masz rację, przed nami jeszcze tysiąc takich wyjazdów, i więcej - ożywiłam się
- Cieszę się, że tak uważasz. Czy to znaczy, że już zawsze będziemy razem? - zapytał
- Tak, aż do śmierci - zapewniłam go, przyglądając się mojej zaręczynowej obrączce, którą znów miałam na palcu.
- Nikki Silvan - mówił to z taką radością w głosie. - Pięknie brzmi 
- Jeszcze nie Silvan - uśmiechnęłam się, po czym pocałowałam go namiętnie
- Już niedługo - odwzajemnił, po czym zasnęliśmy wtuleni w siebie. 


*** 
Zadzwoniłam do Manueli, by opowiedzieć jej wszystko. Cieszyła się, że ja się cieszę. Wiedziałam, że jest w Irlandii, dlatego umówiłyśmy się, że jak tylko wrócę musimy koniecznie się zobaczyć, czułam, że miałyśmy spore zaległości. Pożegnałam się z nią, i wróciłam do mojego narzeczonego, który siedział na kanapie i oglądał telewizję. Wtuliłam się w niego i rozmyślałam. Przecież zadał sobie tyle trudu, żeby znaleźć się w tym romantycznym mieście jakim jest Paryż. Było magicznie. Jak byśmy poznawali się od nowa. 
- Mam ochotę na lody - zawołałam. Sama nie wiedziałam, skąd wzięła się ta ochota. Piłkarz się zaśmiał i poszedł do kuchni, po chwili z niej wracając i wręczając mi kubełek lodów. - Dziękuję - uśmiechnęłam się do niego i pocałowałam w usta. Po chwili czułam, że robi mi się nie dobrze i pobiegłam do łazienki, zwracając wszystko, co dziś zjadłam. Zaraz obok mnie znalazł się Neymar.
- Kochanie, wszystko dobrze? - zapytał zmartwiony
- Już jest okej, chyba przesadziłam z tymi lodami
- Albo... - Neyowi zaczęły świecić się oczy
- Nie, to nie możliwe - zorientowałam się co miał na myśli
- Skąd wiesz, że nie?
- Bo wiem. - odrzekłam. - Wiedziałabym, że jestem w ciąży. 
- Jak chcesz - powiedział i pomógł mi wstać. 
- Pójdę wziąć prysznic. - Zawołałam i wyszłam z łazienki po jego koszulkę po czym wróciłam do niej. Piłkarza już nie było. Kąpałam się chyba z dwadzieścia minut. Wyszłam i położyłam się na łóżku. Po chwili dołączył do mnie Ney i zaczął całować mój brzuch. 
- Tatuś cię kocha, tylko nie daj mamie za bardzo w kość, okej młody?
- Ney, co ty robisz? - zapytałam, śmiejąc się
- Jak to co? Nie widzisz? - zapytał zdziwiony - Rozmawiam z naszym synkiem
- Ale ja nie jestem w ciąży - upierałam się
- A ja jestem pewny, że tak
- Zobaczymy, po powrocie umówię się do ginekologa, zgoda?
- OK - odpowiedział i wrócił do całowania mojego brzucha - Jak się urodzisz i troszkę podrośniesz, to będziemy razem grali w piłkę. A później, kto wie, może nawet jeździli samochodami! - powiedział do mojego brzucha, a potem przeniósł wzrok na mnie - Wiesz co? - zaczął - Na prawdę chcę mieć z tobą dzieci. Najpierw synka, a potem córecz
- Ale przecież ty masz już synka
- Drugi nie sprawiłby problemu, a Davi też by się cieszył. Miałby braciszka. 
- Misiu, mamy na to sporo czasu
- Wiem, wiem - powiedział mój narzeczony i pocałował mnie w czoło. 
- Ja też bym chciała mieć z tobą dzieci
- Możemy zacząć już teraz - uśmiechnął się, po czym leżał już na mnie. Po chwili byliśmy bez ubrań. Kochaliśmy się długo i namiętnie. Po wszystkim Ney opadł zmęczony na poduszki, a ja położyłam głowę na jego klatce piersiowej i zasnęłam.              

~ NEYMAR ~

Czułem, że coś wisi w powietrzu. Nikki od rana chodziła podenerwowana. 
- Nie wiem czy chcę lecieć samolotem. Nie chcę wracać - zawołała, patrząc przez okno.
- Dlaczego? - spytałem, i podszedłem do niej. 
- Spójrz na te chmury, to nie przyniesie nic dobrego - odpowiedziała zmartwiona. 
- Nie myśl o najgorszym, nie możemy już przebukować biletów, a po za tym kończy nam się doba hotelowa, za dwie godziny powinniśmy opuścić hotel. 
- Tak wiem, ale martwię się, mam przeczucie, że coś się stanie
- Wszystko będzie dobrze, zobaczysz - pocieszałem ją. 
- Mam nadzieję - wtuliła się we mnie.
Trzy godziny później siedzieliśmy już na pokładzie samolotu. 
- Neymar, boję się - Nikki kurczowo trzymała się za moje ramię
- Kochanie, nie martw się, spróbuj zasnąć. Obudzę cię kiedy będziemy na miejscu.
- Spróbuję - wymusiła uśmiech po czym zasnęła. 
Po półtorej godzinie lotu zacząłem się poważnie martwić. Samolotem zaczęły wstrząsać turbulencje. 
- Prosimy o spokój, pilot stracił chwilowo panowanie nad sterami, ale wszystko wraca do normy. - usłyszałem z głośników pokładowych.
Nie uspokoiłem się ani trochę. Nie wiedziałem co mam robić. Postanowiłem, że nie będę budził Nikki, przestraszyłaby się okropnie. 
Po jakimś czasie wszyscy wbili się w fotele. 
- Prosimy o włożenie masek tlenowych - znów ten głos 
Trzy razy sprawdzałem, czy mam zapięte pasy, a później spojrzałem na Nikki. Nie przeżyłbym, gdybym ją stracił. Rozejrzałem się po fotelach, wszyscy byli przerażeni. Stewardessy starały się uspokoić małe dzieci, które okropnie się bały, a ich rodzice byli bezradni. Samolot wpadał w większe turbulencje. Nikki się przebudziła
- Co się dzieje?
- Mają mały problem, z zapanowaniem nad samolotem
- Neymar! Boję się! - zaczęła histeryzować
- Za godzinę będziemy na miejscu - pocieszałem ją
- A co jeśli zginiemy?
- Nie martw się, wierzę, że sobie poradzą. 
- Jak mam się nie martwić, skoro lada chwila możemy zginąć? - płakała
- Jestem przy tobie - objąłem ją ramieniem. Tylko to mogłem w tej chwili zrobić. 
Nie wiedziałem, że to ostatnie słowa, które wypowiem do niej, i po raz ostatni w życiu ją przytulę. Potem było już tylko gorzej. Samolot spadał w dół z dużą prędkością, wiedziałem, że niedługo się rozbije. Pozostała mi tylko modlitwa. Nic już nie mogłem zrobić.Odliczałem w myślach sekundy, i mocno zaciskałem jej dłoń, zamykając oczy.