zapraszam do mojego małego świata. mam nadzieję, że zagościsz w nim na dłużej.
28.10.2017
CHANGE cz. 24
Razem z chłopakiem wypchaliśmy jedną z łódek na wodę i wspólnie zabraliśmy się za wiosłowanie. Nie zajęło nam długo znalezienie się na środku jeziora.
- Nieźle sobie radzisz. - zauważył.
- Travis mnie nauczył.
- To ten brunet, który zaczepił cię na basenie?
- Tak, mój były. - wyznałam, na co on ironicznie prychnął śmiechem. - Co cię tak bawi? - spytałam
- Niedawno uważał mnie za kobieciarza, a sam nim jest.
- W tym momencie powinnam zaprzeczyć.
- Nie musisz. Każdy zna prawdę.
- Nie znasz go tak jak ja. - spojrzałam na niego z wyrzutem.
- Nie muszę go znać, żeby wiedzieć jaki jest. Ale muszę przyznać, powinienem mu podziękować za bycie dupkiem. - spojrzałam na niego pytająco. - Mogę być teraz z tobą iskierko. - musnął moje usta i zaczął machać wiosłami próbując wrócić na brzeg.
- Oh nie męcz się tak! Pomogę ci.
Najedzona truskawkami leżałam wsparta o tors bruneta. Chłopak leżał ze skrzyżowanymi pod głową rękoma i razem ze mną wpatrywał się w błękitne niebo. Białe kłębki chmur poruszały się po niebie powoli przybierając różne kształty.
- Spójrz! - szturchnęłam go. - Ta przypomina królika.
- Chyba ciebie. - puknął mnie w czoło.
- Wysil trochę wyobraźnię. - udałam naburmuszoną
- Nie muszę. Wystarczy, że słucham ciebie.
Udając obrażoną podniosłam się z koca, zdjęłam spodenki i koszulkę zostając tym samym w stroju kąpielowym.
- Gdzie idziesz? - spojrzał na mnie wspierając się o łokcie, lecz ja nic nie odpowiedziałam.
- Zaczekaj! Pójdę z tobą! - dalej go ignorowałam do momentu, aż usłyszałam jego kroki.
Również postanowiłam biec i nurkiem wskoczyłam do wody. Próbowałam płynąć jak najdalej, jednak na marne. Poczułam mocne ściśnięcie i wynurzyłam się z wody.
- I tak cię złapałem. - przejechałam palcami po oczach zgarniając wodę. - Nie uciekniesz mi iskierko. - wsadził jedną rękę w moje włosy, a drugą przyciągnął mnie do siebie i zatopił usta w moich.
Zmęczona pływaniem wyszłam na brzeg. Zrobiło się już późno. Wokół nie było nikogo oprócz jednej blondynki, która pilnie wpatrywała się we mnie. Nie wiedziałam, czy coś się stało, czy może zwyczajnie podgląda moje wyczyny z Bryanem.
Ignorując ją wykręciłam włosy i stanęłam przy kocu.
- Ładnie tak odbijać chłopaka? - wystraszyłam się słysząc jej głos za moimi plecami.
Poczułam się jak w horrorze. Osamotnione miejsce i nagle czyjaś postać za plecami. Odskoczyłam w mgnieniu oka i odwróciłam się do niej. Dopiero teraz zauważyłam, że była to ta dziewczyna, z którą Bryan ostatnio odjechał spod szkoły.
- W czym ty jesteś lepsza? - prychnęła. - Wolał spokojnie spotykać się z tobą, niż pracować ze mną?
Poczułam mocne szarpnięcie i ujrzałam mężczyznę trzymającego mnie za ramiona. Próbowałam się wyrwać, jednak każda próba wychodziła na marne.
- Puść ją! - usłyszałam głośne krzyki Bryana, a po chwili jego sylwetka pojawiła się obok mnie.
- Gdzie! Chyba się zapominasz! - powstrzymał go kolejny mężczyzna z o wiele bardziej większą posturą niż on.
- No proszę, postanowiłeś zrezygnować z tego wszystkiego dla niej? Bardzo nisko upadłeś.
- Mara, powiedziałem ci, że z tym skończyłem. Nie z jej powodu, ale mam już tego dosyć. Pozwól jej odejść... - wyciągnął rękę w moją stronę.
- Nie ma mowy! Najpierw dokończysz to co zacząłeś. Masz trzy dni na dostarczenie mi potrzebnych plików.
- Dobra, dostaniesz je. Tylko ją puść. - spojrzał w moje przestraszone oczy.
Ujrzałam w jego czarnych węgielkach rozpacz i strach. Czyżby o mnie?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
