zapraszam do mojego małego świata. mam nadzieję, że zagościsz w nim na dłużej.
10.11.2018
PERFECTION 42
Minął tydzień od kiedy mieszkam z Levim. Pierwszy raz czuję się bezpiecznie i co najważniejsze jestem szczęśliwa. Wsparcie w postaci bruneta jest dla mnie ogromną podporą w życiu. To on namówił mnie na wizytę u lekarza, która musiała nadejść, lecz zapewne bez niego nigdy bym się nie odważyła tam pójść. Nie bałam się lekarza, jednak strach pojawił przed świadomością, że to dziecko należy do Vanca.
Doskonale wiedział, że to jego dziecko nosze w sobie. W każdej chwili mógł przyjść i domagać się praw do niego, zwłaszcza że byłam jego żoną.
- Gotowa? - zapytał zakładając na ręce niebieską kurtkę.
- Tak. - zarzuciłam torebkę na ramię.
- W takim razie zapraszam. - uchylił drzwi wskazując ręką, że mam pierwszeństwo.
Z uśmiechem na ustach zajęłam swoje stałe miejsce w srebrnej audi i zapięłam pasy. Z drżącymi rękoma wpatrywałam się w mijające budynki i samochody. Nie powinnam się stresować, w końcu to tylko zwykła wizyta u lekarza. Levi widząc moje zdenerwowanie podgłośił radio i zaczął śpiewać. Nie potrafiłam nie zareagować na ten dźwięk. Od razu na moje usta wkradł się uśmiech.
- Levi, przestań. - w całym samochodzie rozszedł się dźwięk mojego śmiechu.
- Uwielbiam Twój śmiech. - ujął moją dłoń i ucałował ją.
Reszta drogi minęła nam spokojnie. Kiedy usiadłam w poczekalni, czekając na swoją kolejkę, obawy powróciły. Ponownie poczułam strach zbierający się we mnie.
Czy tak będzie już zawsze?
- Następny. - usłyszałam wołanie lekarki.
- Chodź. - chłopak chwycił mnie za rękę.
Oboje przekroczyliśmy drzwi gabinetu. Po wstępnej rozmowie lekarka kazała położyć się na łóżku. Odsłoniłam brzuch, na który młoda kobieta nałożyła zimny żel. Po niezbyt długiej chwili widziałam na zdjęciu moje maleństwo. Co prawda nie było ono zbyt widoczne, jednak ja w tej małej kropeczce widziałam moją ukochaną perełkę.
- Levi, widzisz to? - chwyciłam jego dłoń.
- Tak. Widzę. - nie odrywał wzroku z monitora.
- To dopiero trzeci miesiąc. - poinformowała nas lekarka. - Ale gratulacje, dziecko rozwija się dobrze. Może Pani poprawić bluzkę. - starła resztę zimnego płynu. - Następną wizytę przewiduję za dwa miesiące. Powinno być już widać płeć dziecka. - mówiła z uśmiechem.
Wypełniła jeszcze kilka papierków i podała nam wydrukowane zdjęcie dziecka, po czym mogliśmy opuścić gabinet. Czułam jak wszystkie złe emocje upływają ze mnie, a z ust nie schodzi uśmiech. Cieszyłam się, że dałam poczęcie tak wspaniałej istotce. Co prawda nie jest to tylko moje dziecko, ale również Vanca, lecz mimo to cieszyłam się.
Ku mojemu zaskoczeniu, Levi podniósł mnie i obrócił wokół naszej osi.
- Z czego się tak cieszysz? - zapytałam kiedy postawił nas na ziemi.
- Będziemy razem wychowywać to maleństwo. Będę ojcem. - cieszyłam się, jednak jego słowa wbiły mnie w troszeczkę smutny nastrój. - Van, wiem że nie jestem jego prawdziwym ojcem, ale to nie ważne. Ważne, że będziemy je wychowywać wspólnie.-muskał dłonią mój policzek.
- Wiem, Levi. Wiem. - również ujęłam w dłoń jego policzek.
- Wracajmy. - pokierował nas w stronę samochodu.
Dzisiejszy dzień stał się jednym z lepszych od kilku miesięcy.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
