4.06.2018

PERFECTION 1

   


       Pierwsza przymiarka sukni nie wypadła aż tak źle jak się tego spodziewałam. Piękna biała tkanina sięgała aż do samej ziemi. Z delikatnymi ramionami i górą udekorowaną z koronki tworzyła idealną parę z moim ciałem.
- Zazwyczaj na pierwszej przymiarce panny młode nie dokonują dokładnego wyboru sukienki, jednak jeśli mogę doradzić... - Ekspedientka spojrzała na mnie wyczekująco na co kiwnęłam jedynie głową. - Uważam, że ta sukienka idealnie do Pani pasuje.
- Tak, też tak uważam. Decyduję się na nią.
- Proszę nie podejmować tak szybko decyzji. To wielki dzień, należy uważnie to przemyśleć. - dodała
- Podjęłam już decyzję. - posłałam jej ciepły uśmiech.
- W takim razie spakuję ją.
 Delikatnie ułożyłam sukienkę na tylnym siedzeniu i zajmując miejsce kierowcy odpaliłam silnik czarnego bmw i odjechałam. W głowie miałam masę myśli związanych z weselem.
 Mam 25 lat i wychodzę za jedynego mężczyznę,  który pojawił się w moim życiu. Czy Vance jest odpowiednim kandydatem? Czy powinnam za niego wychodzić? Znamy się od gimnazjum. Większą część życia spędził przy mnie. Dosłownie trzy miesiące temu zaskoczył mnie zaręczynami, które pod wpływem chwili przyjęłam. Jednak z dnia na dzień zaczynam mieć coraz większe wątpliwości.
 Nawet nie spostrzegłam się jak szybko dotarłam do bloku, w którym mieszkałam. Wyciągając z tylnego siedzenia kreację, ostrożnie weszłam z nią na czwarte piętro, gdzie znajdowało się moje mieszkanie.
 Zmęczona dzisiejszym dniem powiesiłam sukienkę w szafie i biorąc kubek wcześniej zaparzonej kawy, usiadłam na kanapie naprzeciw kominka. Pragnęłam chwili wyciszenia, spokoju do rozmyślań i przyjrzenia się swojemu życiu w skupieniu.
 Od dziecka perfekcjonistka, każda rzecz miała swoje miejsce. Idealnie wysprzątany dom, pokój, mieszkanie...ułożone w każdym calu życie. Jeden mężczyzna, który wparował w nie i został - aż do tej chwili.
 Już za pięć miesięcy mamy wziąć ślub, który również jest zaplanowany w najmniejszym calu. Idealna sala, muzyka, kreacje...nic nie może zepsuć tego dnia. Więc czy te obawy mają jakieś znaczenie? Czy są naturalne? - zastanawiałam się.
 Po pomieszczeniu rozszedł się dźwięk dzwoniącego telefonu. To Mary, pracownica mojego sklepu i jedna z nielicznych osób, którym ufam na tyle, by powierzyć swój największy interes jakim jest mój butik z ubraniami i innymi dodatkami.
- Co się dzieje? - odstawiłam kubek na stolik.
- Mamy mały problem, wiem że jest późna godzina.
- Nic nie szkodzi. Mów. - nalegałam.
- Zamknęłam sklep o 17:00, ale dostaliśmy niedawno telefon od Pani, która zamawiała tę kaszmirową sukienkę. Poinformowała, że dostawca przysłała ją uszkodzoną. Nie wiem co powinnam zrobić w tej sytuacji, powiedziałam że skontaktuję się z Panią.
-Dobrze zrobiłaś. Jutro załatwię tą sprawę. - po usłyszeniu pożegnania rozłączyłam się.
 Nie minęła nawet sekunda jak po jednej rozmowie nadszedł czas na powitanie mojego narzeczonego wracającego z pracy. Podniosłam głowę i ujrzałam nad sobą twarz ukochanego. Ostrożnie ucałował mnie w czoło mówiąc słodkie „witaj skarbie”.
- Przepraszam, ale byłam dzisiaj na przymiarce sukni i nie zdążyłam nic ugotować. - wytłumaczyłam się
- W takim razie zapraszam Cię do restauracji. - jak zawsze przygotowany.