- Ooo, kogo ja widzę...Iza. - napisał pierwszy.
- Cześć, przeszkadzam?
- Nie, wręcz przeciwnie.
- Jak życie?
- W porządku, a Twoje?
- Idzie w złym kierunku
- Serio? Co się stało?
- Nie chcę o tym pisać.
- No dobrze, jak się dziś czujesz?
- Chujowo, ale stabilnie. - napisałam po kilku sekundach. Odpowiedź nasuwała się sama.
Nagle poczułam potrzebę zobaczenia go. Nie wiedziałam co zrobić aby go zobaczyć, ale przecież istniał Skype, a ja miałam konto. Klasnęłam w dłonie.
- Jak mogę poprawić Ci humor?
- Chciałabym Cię zobaczyć
- Teraz?
- Tak.
- No dobrze, jeśli tego chcesz. - wymieniliśmy się nazwami na Skype. Po pięciu minutach odebrałam przychodzące połączenie.
- Włącz kamerkę - odezwałam się.
- Zaczekaj. Ty też włącz.
- Włączę, jeśli ty włączysz - droczyłam się z nim.
Po chwili moim oczom ukazał się przystojny niebieskooki brunet z grzywką opadającą lekko na czoło, luźną białą bokserką, która odsłaniała jego umięśnione ramiona. Mimo że było ciemno, udało mi się to dostrzec. Wyobrażałam sobie jak wygląda, bo przecież mi to napisał, ale nie wiedziałam, że przerośnie to moje oczekiwania. Zaniemówiłam, nie byłam w stanie wydobyć z siebie żadnego słowa. On podobnie jak ja, milczał wpatrując się we mnie. Po chwili szeroko się uśmiechnął odsłaniając szereg białych zębów.
- Już wiesz jak wyglądam - przerwał ciszę, jaka zapanowała między nami, tym samym sprowadzając mnie na ziemię
- Tak, wyglądasz całkiem...nieźle - pokiwałam głową
- Całkiem nieźle? Tylko tyle? - zasmucił się
- Całkiem nieźle, czyli dobrze, zbyt dobrze. Inaczej niż sobie wyobrażałam.
- Spodziewałaś się boskiego modela z okładki Vogue'a?
- Niee, nie mam aż takich wymagań - zaśmiałam się.
- Ty też wyglądasz całkiem nieźle. - puścił mi oczko.
Rozmawiało nam się niespodziewanie dobrze, więc skończyliśmy dopiero nad ranem, a mi było przykro że noc dobiegła końca w zastraszającym tempie. Ciężko było mi się z nim pożegnać, ale wiedziałam, że musi iść do pracy. Niecierpliwie czekałam, aż znów będę mogła z nim rozmawiać. Usłyszeć jego idealny, kojący głos. Kiedy tylko wyłączyłam laptopa, poczułam się głodna. Uświadomiłam sobie, że przecież od bardzo dawna nic nie jadłam. Zeszłam na dół wprost do kuchni. Przywykłam już do tego, że niemalże codziennie byłam sama w domu. Otworzyłam lodówkę i wyciągnęłam z niej masło i szynkę, którą położyłam na ostatnią kromkę chleba, jaka była w domu. Nikt nie zrobił zakupów. Skoro nie przejmują się mną, również nie przejmą się lodówką świecącą pustkami. Zjadłam kanapkę i wróciłam na górę. Upiłam łyka whiskey i zakręciłam butelkę, by zostawić coś na później. Zasnęłam.
***
Codziennie rozmawiałam z nim na Skype co zajmowało nam prawie cały wieczór a czasem nawet noc, do świtu. Mimo że to nierealne odnosiłam nieodparte wrażenie że znam go na wylot, choć tak naprawdę nie wiedziałam o nim prawie nic. Czułam, jakbyśmy znali się od dziecka, czy to o czymś świadczyło? Moje uczucia płatały mi figle. Nie potrafiłam już odróżnić rzeczywistości od nierealnego świata w którym się znalazłam. Co było jawą, a co fikcją? Wiedziałam, że to co do niego czuję nie ma sensu, jest niemożliwe. Nie można zakochać się w kimś kogo zna się raptem kilka tygodni, ale ja marzyłam o nim, pragnęłam mieć go tylko dla siebie, zatopić się w jego silnych ramionach i już nigdy z nich nie wychodzić. Może chociaż na chwilę zapomniałabym o ostatnich wydarzeniach? W żadnym wypadku nie traktowałam go jako odskocznię, był dla mnie kimś więcej. Miałam wrażenie, że czuje do mnie to samo, choć nie chciałam robić sobie nadziei. Jeden zawód miłosny mi w zupełności wystarczy.