zapraszam do mojego małego świata. mam nadzieję, że zagościsz w nim na dłużej.
30.10.2017
CHANGE cz. 25
Na gest wysokiej blondynki, mężczyzna ścisnął moje ręce przyciągając do siebie i przejechał palcami po mojej twarzy.
- Co ty na to, żebyśmy się zabawili? - zdjął dłoń z mojego policzka i zaczął zjeżdżać nią do dolnej części stroju kąpielowego.
- Zostaw mnie! - z moich oczu leciały łzy.
- Zostaw ją! - próbował się wyszarpać z mocnego uścisku napastnika.
- Może zdejmiemy to? - bawił się sznurkiem mojego stanika.
- Powiedziałem puść ją! - reszta działa się bardzo szybko.
Bryan odepchnął się od ziemi uderzając głową w dolną część twarzy napastnika, przez co ten puścił go i upadł na ziemię. Nie marnując czasu, biegiem rzucił się na koc i wyjął ze swojej kurtki czarny pistolet i wymierzył nim w zwijającego się na piasku mężczyznę.
Wokół niego pojawiła się plama krwi.
- Iskierko, uciekaj! - rozkazał, ale ja stałam niczym sparaliżowana, nie dowierzając w to, co przed chwilą się stało.
- Łapać go! - rozkazała Mara na co w jego stronę zaczęli iść kolejni napastnicy.
W zabójczym tempie chłopak znalazł się obok mnie i odepchnął pod drzewo, gdzie byłam, a raczej powinnam być bezpieczna.
Rzucił się na kolejnego mężczyznę i wyginając mu rękę powalił na ziemię. Wyciągnął kolejny raz pistolet i wymierzył strzał w głowę. Z kolejnym postąpił tak samo.
Po wszystkim stanął na równe nogi i z powagą wpatrywał się w wysoką blondynkę.
- Bryan, spokojnie. - wyciągnęła ręce przed siebie, próbując go uspokoić.
Strach było widać w jej oczach.
-Teraz nie jesteś taka odważna? - zaśmiał się histerycznie.
- Przemyśl to co robisz zanim będzie za późno. Wiesz jak to może się dla ciebie skończyć.
- Jeśli podzielisz ich los nic mi się nie stanie. - chciała jeszcze dodać kilka słów, jednak Bryan nie pozwolił na to i wymierzył w nią ostatni strzał.
Mara opadła na ziemię leżąc w kałuży krwi.
Z szeroko otwartymi oczyma przyglądałam się całemu temu zdarzeniu. Nie mogłam w to uwierzyć. Brunet wyciągnął telefon i zadzwonił do kogoś, ale nie skupiałam się na tej rozmowie. Kiedy skończył spojrzał na mnie i ruszył w moim kierunku.
- Wszystko w porządku iskierko?
- Kim ty do cholery jesteś? - mój głos trząsł się. - Zabiłeś ich…ją…
- Jesteś cała roztrzęsiona. Chodź do samochodu. - chciał złapać mnie za rękę.
- Nie dotykaj mnie! - spojrzał na mnie z bólem w oczach, jednak nie był zdziwiony moim zachowaniem.
- Iskierko...
- Nigdzie z tobą nie wsiądę.
- Co miałem zrobić? Pozwolić, żeby cię zgwałcili i zabili?! Musiałem ich zabić. Inaczej nie miałabyś życia.
- Jak mogłeś do tego dopuścić? - z moich oczu leciał potok łez.
- Widzisz...o tym mówiłem. Nie chciałem wciągać cię w to bagno. - wyciągnął rękę z zamiarem dotknięcia mojego policzka, lecz odsunęłam się, na co on tylko westchnął i spuścił wzrok. - Jeśli będziesz chciała odejść...nie zatrzymam cię. Możesz to zrobić, zrozumiem.
Bez słowa wstałam i zbierając rzeczy z koca ruszyłam w stronę domu omijając leżące na piasku trupy.
Kim on do cholery jest? Mój Bryan nie zrobiłby czegoś takiego. Przecież nie jest taki. A może wcale go nie znałam?
Kiedy tylko znalazłam się w swoim mieszkaniu, zamknęłam drzwi na wszystkie spusty i weszłam do łazienki. Odkręciłam wodę i osunęłam się na podłogę podkulając nogi i zanosząc się głośnym płaczem. Pragnęłam zmyć dzisiejsze wydarzenia z moich myśli, jednak to nie było możliwe.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
