Witam moich drogich czytelników.
Za mną już pierwsze opowiadanie. Chciałabym podziękować wszystkim, którzy mnie wspierali, i pomagali, głównie w poprawkach, a także za cierpliwość i zachęcanie do dalszego pisania. A przede wszystkim wam, wiernym czytelnikom, którzy śledzili rozdział, za rozdziałem. Bez was nie ma mnie. To dzięki wam wiem, że to co robię ma sens, i nie muszę chować tego szuflady, bo widzę, że czytacie. To daje mi wielką satysfakcję! Zachęcam was do komentowania, to sprawia, że czuję się jeszcze bardziej zmotywowana.
Umożliwiłam wam ocenianie moich postów, poprzez kliknięcie w REAKCJE : podoba mi się / nie podoba mi się.
Mam nadzieję, że wam się podobało, i docenicie moje starania, i czas który na to poświęciłam. Bywało, że nie miałam już siły, ani pomysłów... siedziałam długimi godzinami nad tekstem, nieustannie coś poprawiając, miałam pustkę w głowie...i brak wizji, jednak nie poddałam się, co nie poszło na marne. Myślę, że nie długo pojawi się następna historia, napisana przez życie.
Tyle ode mnie. Trzymajcie się cieplutko!
Pozdrawiam:))))
zapraszam do mojego małego świata. mam nadzieję, że zagościsz w nim na dłużej.
26.11.2016
NOWE ŻYCIE - Epilog
~ MANUELA ~
Rok później wszystko układało się po mojej myśli. Byłam jak w bajce, w której odgrywałam rolę księżniczki, tyle że po przejściach, nie było to dla mnie istotne. Zostawiłam przeszłość za sobą, i cieszyłam się tym życiem, gdyż miałam przy sobie trzech najukochańszych chłopców. Nikodem jest wspaniałym mężem, dba o mnie jak mało kto. Antoś chodzi już do pierwszej klasy, a Alan to dwuletnie maleństwo, które sprawia nam wiele radości. W sercu dalej noszę Nikki, i wiem, że nigdy o niej nie zapomnę. Z Kacprem, Neymarem, Van i resztą znajomych utrzymuję kontakt, niedługo święta, więc spotkamy się wszyscy razem, no prawie wszyscy, z wyjątkiem Nikki i mojego taty którzy będą z nami obecni duchem. Nareszcie zaczęłam żyć pełnią nowego życia, które przyniosło mi dużo bólu, ale też szczęścia, za które dziękowałam Bogu każdego dnia. Rebeka również pomogła mi się podnieść, gdyby nie jej matczyna opieka, dawno bym już się załamała. Czasem trudno jest nam się pogodzić z faktem, że bliskich których kochaliśmy ponad wszystko, już z nami nie ma, ale takie jest życie, i trzeba przez nie przejść. Choćby paliła nas dusza, a serce łamało się w pół. Wiem, że powinnam cieszyć się każdą chwilą. Muszę dać radę, dla mojej rodziny.
KONIEC ~
NOWE ŻYCIE 50
~ MANUELA ~
Dwa dni później siedziałam w koszulce Nikodema i patrzyłam jak przygotowuje obiad. Jednak ja nic nie zjadłam, nie byłam w stanie nic przełknąć. Prochy sprawiały, że nie czułam głodu. A po za tym, mój żołądek się skurczył. Nie pamiętam kiedy ostatni raz jadłam coś ciepłego.
- Kochanie - zawołałam do swojego męża - Musimy się przeprowadzić, jak najdalej stąd. - Nikodem spojrzał na mnie zdumiony, karmiąc w tym czasie Alana zblendowaną zupą jarzynową.
- Ale dokąd?
- Gdziekolwiek - odpowiedziałam wzruszając ramionami. - Ważne, że nic nie będzie wstanie przypomnieć o wydarzeniach z ostatnich dni...
- Nie martw się kochanie, na pewno coś znajdziemy - uśmiechnął się do mnie, ale wiedziałam, że jest poważnie zmartwiony.
- Damy sobie radę? - zapytałam
- Pamiętaj, że jestem z tobą... a o przeprowadzce pomyślimy jutro.
Byłam już spokojniejsza.
***
Nikodem zgodził się na moją propozycję. Spakowaliśmy walizki, ale przeprowadzka miała nadejść dopiero za tydzień. Musiałam pozałatwiać wszystkie sprawy. Zaczęłam od przedszkola Antosia. Nikt nie miał nic przeciwko, załatwiłam wszystkie formalności. Pani Dyrektor nawet się ucieszyła, bo dzięki temu zwolniło się miejsce dla jakiegoś innego małego ucznia. Najtrudniej było mi iść do IMAGINARY. Weszłam, i zobaczyłam za ladą szefa. Dobrze, że wrócił, miałam ułatwione zadanie. Mogłam załatwić to bezpośrednio, nie tłumacząc niczego, każdemu z osobna. Nie chciałam rozdrapywać jeszcze świeżych dla mnie ran.
- Witaj Manuelo! Po tak długiej nie obecności dobrze znów cię widzieć - powitał mnie radośnie, ja jednak nie podzielałam jego entuzjazmu. - Jak tam zdrówko? - uśmiech nie schodził mu z twarzy.
- Wystawione na próbę, ale daję radę, a u pana?
- Wszystko dobrze, właśnie nam ciebie zaczynało brakować
- Cóż, ja właśnie w sprawie pracy
- O co chodzi? - jego uśmiech zastąpiło teraz zdumienie
- Chcę złożyć wymówienie
- A to dlaczego? Źle ci tu było z nami? - posmutniał
- Nie... - pokręciłam przecząco głową - Chcę po prostu zacząć wszystko od nowa. Zza zaplecza wyłonili się Brandon i Matthew.
- Oj... No dobrze, skoro musisz, to proszę. Ale może zastanów się jeszcze. Odetchnęłam z ulgą. Myślałam, że gorzej to przyjmie. Zostawiłam papiery na ladzie i już miałam wychodzić kiedy mnie zatrzymał
- Dobrze, że została nam jeszcze Nikki. Mam nadzieję, że znów wprowadzi się do Detroit.
- No właśnie! - Matthew dał kuksańca Brandonowi
- Raczej jej też już tu nie będzie
- No co jest z wami dziewczyny!? - oburzył się - Nie poznaję was, przecież od zawsze kochałyście tą pracę - zmierzył mnie wzrokiem. Wytrzymałam jego spojrzenie i nabrałam powietrza do płuc.
- Chciałabym również złożyć wypowiedzenie za nią - odpowiedziałam bardzo ostrożnie, by się nie rozpłakać.
- A co się stało, że nie zjawiła się osobiście? Zachorowała? Czy może ciężko jej było pojawić się po tym jak zniknęła bez słowa, i wyprowadziła się do Santosu?
- Nie... nic z tych rzeczy. Nikki... - zawiesiłam głos
- Co z nią? - zapytał przestraszony Brandon
- Nie żyje - wydusiłam to z siebie, mówiąc jednym tchem, czułam, że po policzkach już spływają mi łzy. Widziałam wyraz ich twarzy. To jeszcze bardziej mnie dołowało.
- Przepraszam, muszę już iść - zawołałam i wybiegłam z baru. Słyszałam jak za mną krzyczeli, żądając ode mnie wyjaśnień. Nie byłam w stanie niczego im wytłumaczyć. Pobiegłam prosto do domu.
***
Dopakowywaliśmy ostatnie rzeczy. Jednym słowem dopinaliśmy wszystko na ostatni guzik. Ostatni raz upewniałam się, czy wzięłam już wszystko. Po trzech godzinach wylądowaliśmy w Irlandii. Jednak zaraz przypomniały mi się wydarzenia ostatnich dni. Z całych sił powstrzymywałam się by nie płakać. Kupiliśmy dom, sto pięćdziesiąt metrów od plaży, był wspaniały.
- Kochanie, mam ochotę zrobić coś szalonego - powiedziałam do Nikodema, który już prawie zasypiał.
- Co takiego? - zapytał zdumiony i wsparł się na łokciu
- Wyjść na ulicę, i krzyczeć, że ten świat jest piękny!
- Cieszę się, że zmieniłaś nastawienie do tego świata - uśmiechnął się
- Dzięki wam - pocałowałam go
- Rozumiem, ale chyba nie masz odwagi zrobić tego na trzeźwo?
- Jak to nie mam? - posłałam mu zachęcający uśmiech
- OK, to chodźmy! - Pocałował mnie namiętnie w usta i złapał mnie za rękę, i szliśmy wzdłuż oceanu. Stanął na środku plaży i zaczął całować mnie bardzo namiętnie. Nie obchodziło mnie nic, oprócz tego, że mam go przy sobie. Kiedy skończyliśmy, zaczęłam biec przed siebie, a on zaczął mnie gonić, aż w końcu złapał i zaczął kręcić w kółko. Czułam się jak mała dziewczynka.
- UWIELBIAM TEN ŚWIAT! - zaczęłam krzyczeć. Ściągnął ze mnie wszystkie ubrania, ja uczyniłam to samo z jego. Kiedy byliśmy nadzy, delikatnie położył mnie piasku. Kochaliśmy się długo, spokojnie, namiętnie. Czułam go jeszcze silniej, niż wcześniej. Ten stosunek był inny niż wszystkie. Był z dojrzałej miłości. Wiedziałam, że znalazłam tego jedynego. Nie chciałam go stracić. Nigdy. Po wszystkim zarzuciliśmy niedbale ubrania na siebie. Wrzucił mnie do oceanu. Woda była zimna. Bardzo. Nurkowaliśmy i rzucaliśmy się do wody. Wziął mnie na ręce zanurzył w wodzie i namiętnie pocałował.
- Kocham cię - szepnęłam mu do ucha, kiedy siedzieliśmy już na balkonie, pijąc wino. Noc otulała nas przyjemnym wiatrem, a gwiazdy dawały dużo światła.
- A ja ciebie - odrzekł, po czym obdarowywał mnie pocałunkami, wkładając w każdy uczucie.
NOWE ŻYCIE 49
~ MANUELA ~
Od śmierci Nikki minął tydzień. Nadal nie mogłam w to uwierzyć. Czułam jak by to było wczoraj. Wracałam z cmentarza. Zaczęło padać. Udałam się na najbliższy przystanek, i czekałam na autobus. W moich oczach momentalnie pojawiły się łzy. Usiadłam wygodnie przy oknie i zamknęłam oczy. Po chwili wyjęłam telefon komórkowy i weszłam w galerię zdjęć. Miałam ich pełno z Nikki. Wpadłam w histerię. Waliłam w okno autobusu. Ogarnęła mnie starsza pani, która przysiadła się do mnie kilka minut wcześniej.
- Proszę się uspokoić, nie jedzie tu pani sama
- Dobrze, przepraszam - otarłam łzy i wzięłam głęboki oddech. Wysiadłam cztery przystanki wcześniej. Autobus coraz bardziej się zapełniał, a ja nie chciałam, aby ludzie widzieli mnie w takim stanie. I tak już patrzyli na mnie, jak na wariatkę która uciekła z zakładu psychiatrycznego. Usiadłam na pobliskiej ławce, próbując się uspokoić, nie było to łatwe. Jednak deszcz zaczął lać coraz mocniej, nie miałam wyboru, musiałam biec. Biegłam co sił w nogach. Opadłam bezwładnie na trawę i czułam jak z natłoku wrażeń i uczuć, tracę nad sobą kontrolę. Musiałam znaleźć w sobie siłę. Wstałam i zaczęłam biec. Biec przed siebie, chociaż zupełnie nie wiedziałam dokąd. Udałam się do najbliższej apteki po tabletki uspakajające, nie pamiętałam ile wzięłam, ale wiem, że bardzo mi pomogły. Kiedy tylko weszłam do domu i zobaczyłam Nikodema od razu rzuciłam mu się w ramiona i zaczęłam płakać. Nie wiedziałam co robić. Przytulił mnie tylko do siebie, i nie mówiąc nic zaniósł do łóżka.
- Nie wierzę, że Nikki nie żyje - odrzekłam, kiedy otulał mnie kocem
- Nikt nie wierzy - przytulał mnie
- Nikodem, dlaczego Ona?
- Nie wiem, nie mam pojęcia. To nie twoja wina.
To nie była niczyja wina. To był po prostu cholerny los, który kierował naszym życiem.
***
Następnego dnia, kiedy wstałam zobaczyłam jak Nikodem bawił się na podłodze z chłopakami. Przetarłam oczy i usiadłam na łóżku.
- Alanku, spójrz, mamusia wstała - wskazał na mnie, po czym pomógł małemu wstać. Uśmiechnął się na mój widok i przyraczkował, jednak nie cieszyło mnie to, nie potrafiłam się już z niczego cieszyć. Mój mąż podszedł zaraz za nim i spojrzał na mnie.
- Kochanie, co z tobą, nie możesz być wiecznie smutna, masz dwójkę dzieci, które cię kochają, i męża, który nie może bez ciebie żyć. Potrzebujemy cię!
- To wszystko jest takie ciężkie - westchnęłam - Wiem kochanie, mi też wcale nie jest łatwo, ale daję radę, musisz się liczyć z tym, że nic nie jest proste
- Tak wiem, ale od kiedy nie ma Nikki, wszystko straciło sens, dosłownie.
- Musisz żyć dalej, zrób to dla nas.
- Masz rację, mój smutek nie przywróci jej życia. - odpowiedziałam i wtuliłam się w jego silne ramiona, które dawały mi poczucie bezpieczeństwa. Czułam się w nich cholernie dobrze. Byłam mu wdzięczna za to, że trwał przy mnie kiedy najbardziej go potrzebowałam.
NOWE ŻYCIE 48
~ MANUELA ~
Do końca naszego pobytu w Irlandii pozostał tydzień. Postanowiłam, że kupię znicze dla taty, i zaniosę mu je na pomnik. Wróciłam do domu i pokazałam je Rebece. Powiedziała, że są śliczne i później sama do niego pójdzie. Nikodem wyszedł gdzieś jak zwykle z bratem a Victoria siedziała ze mną. Ubrałam Alanka i wsadziłam w wózek. Położyłam mu ulubioną maskotkę obok a pod główkę pieluszkę. Kiedy byłyśmy już na cmentarzu, syn spał. Po chwili zauważyłam Nikodema idącego w naszą stronę. Wziął ode mnie wózek i pocałował namiętnie w usta. Zapaliłam znicze i wsadziłam kwiatki do wazonu. Chłopak usiadł na ławce i kołysał małego. Zrobiło się chłodniej, więc postanowiliśmy wrócić do domu. Rebeka siedziała w salonie i oglądała telewizję, my w tym czasie przygotowywaliśmy deser. Nagle kobieta dała głośniej telewizor.
- Chodźcie tu! Szybko! - zawołała Bez namysłu popędziliśmy z kuchni do salonu.
- Co się stało? - zapytałam zmartwiona.
- Zobaczcie, był wypadek. Samolot się rozbił, w okolicach Rio De Janeiro.
- Wszyscy zginęli? - zapytałam
- Nie, kilka osób przeżyło, ale w ciężkim stanie trafiło do szpitala. - Zakryłam usta ręką i poczułam jak robi mi się słabo. Przypomniałam sobie, że moja przyjaciółka wraz z chłopakiem mieli wylądować na lotnisku w Rio. Dzisiaj! Zaczęłam płakać.
- Co się dzieje? - Nikodem uklęknął przy mnie
- Nikki, z Neymarem... Oni byli w tym samolocie... Muszę tam natychmiast pojechać!
- Nie możesz pojechać sama! - Nikodem przywołał mnie do porządku - a po za tym, dziś na pewno niczego się nie dowiesz. Jest za wcześnie
- Ja nie mogę czekać! Muszę jechać!
- Jedziemy z tobą - wszyscy jak na komendę spakowali najpotrzebniejsze rzeczy i po dziesięciu minutach byliśmy już w drodze. W radiu mówiły o tym każde stacje. Nie mogłam już tego słuchać. - Przepraszam, ale nie mogę już tego słuchać - powiedziałam do wszystkich w samochodzie. - A co jeśli, oni... - nie przechodziło mi to przez gardło. - Co jeśli oni zginęli?
- Miejmy nadzieję, że należą do tych kilku osób, które przeżyły.
***
~ NEYMAR~
Czułem jak samolot z dużą prędkością spada w dół. Trzymałem z całych sił dłoń Nikki, i modliłem w duchu, aby nic nam się nie stało, chociaż szanse na przeżycie były n i e w i e l k i e. Poczułem jak podwozie zahacza o ziemię. Słyszałem zgrzyt kół, i głos, który powtarzał, że lądujemy awaryjnie. Tuż przed lotniskiem. A później widziałem już tylko ciemność. Obudziłem się w szpitalu, podłączony do milionów kabli. Miałem obrażenia na całym ciele, niewiele pamiętałem. Do sali wszedł starszy mężczyzna, około sześćdziesiątki w kitlu.
- Jak się pan czuje? - zapytał, zaglądając w moją kartę
- Okropnie. Jak się tu dostałem?
- Miał pan dużo szczęścia, cudem wyszedł pan cało z katastrofy lotniczej. - Spojrzał na mnie - no prawie cało
- Jak to możliwe? - nie dowierzałem.
- Sam nie wiem, to chyba cud - uśmiechnął się i wyszedł.
~ MANUELA ~
Od dwóch dni byliśmy w trasie. Wszyscy pomęczeni, ledwo trzymaliśmy się na nogach. Czas leciał nieubłaganie, a ja musiałam się dowiedzieć, co z Nikki, i Neymarem.
- Kochanie, lepiej będzie, jeśli gdzieś odpoczniemy - Rebeka próbowała mnie przekonać
- W takiej chwili? O niczym innym nie myślę, oprócz tego, że muszę się dowiedzieć, co z nimi! - krzyczałam i płakałam jednocześnie. Alan poważnie się przestraszył i mi zawtórował. Jednak wiedziałam, że Rebeka ma rację. Powinniśmy się gdzieś zatrzymać, odespać, chociaż na jedną noc. Załatwiła nocleg w motelu. Dziękowałam jej. Bez niej, nie wiedziałabym co powinnam zrobić. Kiedy tylko znaleźliśmy się w pokoju, od razu ustawiła się kolejka pod prysznic. W pierwszej kolejności Alan, Antek, i Victoria, później Andrew, Rebeka, Nikodem i ja. Kiedy wyszłam od razu położyłam się spać. Rano pojechałam wraz z moim mężem do szpitala. W recepcji podpytałam o nazwiska moich przyjaciół. Okazało się, że na Sali przebywa tylko Neymar. Oboje podążyliśmy w kierunku jego sali. Leżał tam sam.
Zapukałam w drzwi. Chłopak przeniósł wzrok na nas.
- Jak się czujesz? - zapytałam
- Dobrze
- Co z Nikki? Nie widzę jej tu, pytałam w recepcji, ale nic nie powiedzieli
- Nie wiem, proszę znajdź ją - błagał smutny chłopak
- Jasne - chwyciłam jego rękę dając mu tym otuchę
Posiedzieliśmy jeszcze z godzinkę i wróciliśmy do domu. Przytłoczeni i zmęczeni szybko położyliśmy się spać.
Kiedy się obudziłam, w pokoju brakowało mi tylko Nikodema
- Gdzie jest mój mąż? - zapytałam Rebeki, która karmiła właśnie Alana kaszką
- Pojechał pozałatwiać sprawy, głównie porozmawiać z prokuratorem i jeśli to możliwe udać się na rozpoznanie ciał.
- Słysząc to ponownie się rozpłakałam. Wiedziałam jednak, że muszę być silna. Było to konieczne. To potwierdziło by, lub zaprzeczyło moje obawy.
***
Poprosiłam Victorię i Andrewa, żeby zajęli się moimi chłopcami, a ja z Nikodemem i Rebeką wchodziliśmy właśnie do sali, w którym mieliśmy rozpoznać ewentualnie ciała przyjaciół.
- To Nikki - zawołałam do Nikodema i Rebeki którzy patrzyli smutno i ze zdumieniem. Spojrzałam na stół, na którym leżała, obok przypięta była karteczka z jej imieniem i nazwiskiem. Rozpłakałam się, i nic nie było w stanie mnie powstrzymać. Wybiegłam stamtąd i oparłam się plecami o ścianę budynku. Usiadłam na ziemi i ryczałam. Nie mogłam uwierzyć w to co się dzieje. Musiałam powiadomić Kacpra. Jednak nie byłam w stanie nawet wyciągnąć telefonu. Po chwili znalazł się przy mnie Nikodem i Rebeka.
- Chodź - złapał mnie za rękę i pomógł wstać. - Musisz iść się przespać
- Nie chcę! Muszę iść do Nikki! - wyrwałam mu się, i chciałam znów wrócić, i ją zobaczyć
- Nie możesz, już dość się napatrzyłaś. - Nie miałam wyjścia, musiałam go posłuchać. Leżałam w łóżku i wpatrywałam się w jeden punkt.
- Wszystkim się zajmę - Nikodem położył się obok mnie. - Powiadomię jej rodzinę, przygotuję pogrzeb. Pochowamy ją godnie - pocieszał mnie.
~ NEYMAR ~
Leżałem i wpatrywałem się w puste łóżko, obok mnie. Zastanawiałem się, gdzie jest Nikki. Przecież powinna leżeć przy mnie. Z rozmyślań wyrwało mnie pukanie do drzwi.
- Proszę - odpowiedziałem cicho i po chwili ujrzałem Manuelę i Nikodema – i jak? Dowiedzieliście się czegoś? - Nikodem usiadł na krześle, a Manuela stała nieruchomo, i nie odezwała się ani słowem. Wyglądała okropnie. Bez makijażu, z potarganymi włosami, i podpuchniętymi oczami. Nigdy nie widziałem jej w takim stanie.
- Neymar, nie wiem jak ci to powiedzieć. Nikki tu nie przyjdzie - Nikodem mówił to niespokojnie, głos mu drżał, ani razu na mnie nie spojrzał.
- Co to ma znaczyć?
- Nikki nie żyje - w końcu to z siebie wydusił, a ja poczułem się jakby ktoś dał mi w mordę. - Jak to nie żyje? Przecież jeszcze wczoraj się kochaliśmy! Rozmawiała ze mną, jedliśmy lody, i przecież chciałem wziąć z nią ślub!Ona…ona była w ciąży - Nie mogłem w to wszystko uwierzyć. Zacząłem się obwiniać. Miała rację, bała się tego lotu, przeczuwaliśmy oboje, że to nie jest najlepszy czas aby wracać, jednak to zignorowałem. Jak mogłem? Nienawidziłem za to siebie. Czułem, jak po policzku spływały mi łzy, jedna po drugiej. W pewnym momencie zacząłem się drzeć w niebo głosy, aż w sali zebrało się mnóstwo lekarzy, próbujących mnie uspokoić. Wiedziałem, że nie mam już dla kogo żyć, poza Davim, który był moim skarbem. Jednak odczuwałem wielką pustkę. Moje życie rozpadło się na miliony małych kawałków. Każdy ranił moje serce z podwójną siłą.
***
Trzy dni później patrzyłem jak trumna z jej ciałem znika pod powierzchnią piachu. Płakałem i tam, przy wszystkich. Pocieszałem jej Babcię, która stała teraz obok mnie, z dziewczynami u boku, i Dziadkiem na wózku inwalidzkim. Nie odzywaliśmy się. Wszyscy byli przepełnieni smutkiem, i zbyt zapłakani, by móc wypowiedzieć choć jedno słowo. Zobaczyłem jak Caroline podeszła do mnie, trzymając za rękę Daviego. Dziękowałem jej, że się pojawiła. Tuż obok nas zjawił się Kacper. W okularach przeciwsłonecznych, nie chciał, aby wszyscy widzieli go w takim stanie. Becky szła tuż obok niego, niosąc w ręku wiązankę chryzantem i tulipanów. - Lubiła te kwiaty - powiedziała, kiedy spostrzegła, że się im przyglądam - Wiem, zawsze je ode mnie dostawała. - czułem jak w moim gardle rośnie wielka gula. Nie byłem w stanie niczego z siebie wydusić. Po pogrzebie zebraliśmy się w jej starym domu. Kacper zajął się wszystkim. Na wprost mnie siedział pan Julian. Miał się dobrze, nie żałowałem wydanych pieniędzy na jego leczenie. Uśmiechnąłem się do niego prawie niewidocznym uśmiechem, ten tylko skinął głową, i spuścił wzrok. Kiedy skończyliśmy jeść obiad, usiedliśmy w salonie i wspominaliśmy ją. Wspaniałą Nikki, którą kochałem całym sercem.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)