26.11.2016

NOWE ŻYCIE 48

~ MANUELA ~

 Do końca naszego pobytu w Irlandii pozostał tydzień. Postanowiłam, że kupię znicze dla taty, i zaniosę mu je na pomnik. Wróciłam do domu i pokazałam je Rebece. Powiedziała, że są śliczne i później sama do niego pójdzie. Nikodem wyszedł gdzieś jak zwykle z bratem a Victoria siedziała ze mną. Ubrałam Alanka i wsadziłam w wózek. Położyłam mu ulubioną maskotkę obok a pod główkę pieluszkę. Kiedy byłyśmy już na cmentarzu, syn spał. Po chwili zauważyłam Nikodema idącego w naszą stronę. Wziął ode mnie wózek i pocałował namiętnie w usta. Zapaliłam znicze i wsadziłam kwiatki do wazonu. Chłopak  usiadł na ławce i kołysał małego. Zrobiło się chłodniej, więc postanowiliśmy wrócić do domu. Rebeka siedziała w salonie i oglądała telewizję, my w tym czasie przygotowywaliśmy deser. Nagle kobieta dała głośniej telewizor.
- Chodźcie tu! Szybko! - zawołała Bez namysłu popędziliśmy z kuchni do salonu. 
- Co się stało? - zapytałam zmartwiona.
- Zobaczcie, był wypadek. Samolot się rozbił, w okolicach Rio De Janeiro.
- Wszyscy zginęli? - zapytałam
- Nie, kilka osób przeżyło, ale w ciężkim stanie trafiło do szpitala. - Zakryłam usta ręką i poczułam jak robi mi się słabo. Przypomniałam sobie, że moja przyjaciółka wraz z chłopakiem mieli wylądować na lotnisku w Rio. Dzisiaj! Zaczęłam płakać.
- Co się dzieje? - Nikodem uklęknął przy mnie
- Nikki, z Neymarem... Oni byli w tym samolocie... Muszę tam natychmiast pojechać!
- Nie możesz pojechać sama! - Nikodem przywołał mnie do porządku - a po za tym, dziś na pewno niczego się nie dowiesz. Jest za wcześnie
- Ja nie mogę czekać! Muszę jechać!
- Jedziemy z tobą - wszyscy jak na komendę spakowali najpotrzebniejsze rzeczy i po dziesięciu minutach byliśmy już w drodze. W radiu mówiły o tym każde stacje. Nie mogłam już tego słuchać. - Przepraszam, ale nie mogę już tego słuchać - powiedziałam do wszystkich w samochodzie. - A co jeśli, oni... - nie przechodziło mi to przez gardło. - Co jeśli oni zginęli?
 - Miejmy nadzieję, że należą do tych kilku osób, które przeżyły.



***



 ~ NEYMAR~ 

Czułem jak samolot z dużą prędkością spada w dół. Trzymałem z całych sił dłoń Nikki, i modliłem w duchu, aby nic nam się nie stało, chociaż szanse na przeżycie były n i e w i e l k i e. Poczułem jak podwozie zahacza o ziemię. Słyszałem zgrzyt kół, i głos, który powtarzał, że lądujemy awaryjnie. Tuż przed lotniskiem. A później widziałem już tylko ciemność. Obudziłem się w szpitalu, podłączony do milionów kabli. Miałem obrażenia na całym ciele, niewiele pamiętałem. Do sali wszedł starszy mężczyzna, około sześćdziesiątki w kitlu.
 - Jak się pan czuje? - zapytał, zaglądając w moją kartę
 - Okropnie. Jak się tu dostałem?
- Miał pan dużo szczęścia, cudem wyszedł pan cało z katastrofy lotniczej. - Spojrzał na mnie - no prawie cało
- Jak to możliwe? - nie dowierzałem.
- Sam nie wiem, to chyba cud - uśmiechnął się i wyszedł.



~ MANUELA ~ 


Od dwóch dni byliśmy w trasie. Wszyscy pomęczeni, ledwo trzymaliśmy się na nogach. Czas leciał nieubłaganie, a ja musiałam się dowiedzieć, co z Nikki, i Neymarem.
 - Kochanie, lepiej będzie, jeśli gdzieś odpoczniemy - Rebeka próbowała mnie przekonać
 - W takiej chwili? O niczym innym nie myślę, oprócz tego, że muszę się dowiedzieć, co z nimi! - krzyczałam i płakałam jednocześnie. Alan poważnie się przestraszył i mi zawtórował. Jednak wiedziałam, że Rebeka ma rację. Powinniśmy się gdzieś zatrzymać, odespać, chociaż na jedną noc. Załatwiła nocleg w motelu. Dziękowałam jej. Bez niej, nie wiedziałabym co powinnam zrobić. Kiedy tylko znaleźliśmy się w pokoju, od razu ustawiła się kolejka pod prysznic. W pierwszej kolejności Alan, Antek, i Victoria, później Andrew, Rebeka, Nikodem i ja. Kiedy wyszłam od razu położyłam się spać. Rano pojechałam wraz z moim mężem  do szpitala. W recepcji podpytałam o nazwiska moich przyjaciół. Okazało się, że na Sali przebywa tylko Neymar. Oboje podążyliśmy w kierunku jego sali. Leżał tam sam.
Zapukałam w drzwi. Chłopak przeniósł wzrok na nas.
- Jak się czujesz? - zapytałam
- Dobrze
- Co z Nikki? Nie widzę jej tu, pytałam w recepcji, ale nic nie powiedzieli
- Nie wiem, proszę znajdź ją - błagał smutny chłopak
- Jasne - chwyciłam jego rękę dając mu tym otuchę
Posiedzieliśmy jeszcze z godzinkę i wróciliśmy do domu. Przytłoczeni i zmęczeni szybko położyliśmy się spać.
Kiedy się obudziłam, w pokoju brakowało mi tylko Nikodema
 - Gdzie jest mój mąż? - zapytałam Rebeki, która karmiła właśnie Alana kaszką
- Pojechał pozałatwiać sprawy, głównie porozmawiać z prokuratorem i jeśli to możliwe udać się na rozpoznanie ciał.
 - Słysząc to ponownie się rozpłakałam. Wiedziałam jednak, że muszę być silna. Było to konieczne. To potwierdziło by, lub zaprzeczyło moje obawy.


*** 

Poprosiłam Victorię i Andrewa, żeby zajęli się moimi chłopcami, a ja z Nikodemem i Rebeką wchodziliśmy właśnie do sali, w którym mieliśmy rozpoznać ewentualnie ciała przyjaciół.
- To Nikki - zawołałam do Nikodema i Rebeki którzy patrzyli smutno i ze zdumieniem. Spojrzałam na stół, na którym leżała, obok przypięta była karteczka z jej imieniem i nazwiskiem. Rozpłakałam się, i nic nie było w stanie mnie powstrzymać. Wybiegłam stamtąd i oparłam się plecami o ścianę budynku. Usiadłam na ziemi i ryczałam. Nie mogłam uwierzyć w to co się dzieje. Musiałam powiadomić Kacpra. Jednak nie byłam w stanie nawet wyciągnąć telefonu. Po chwili znalazł się przy mnie Nikodem i Rebeka.
 - Chodź - złapał mnie za rękę i pomógł wstać. - Musisz iść się przespać
 - Nie chcę! Muszę iść do Nikki! - wyrwałam mu się, i chciałam znów wrócić, i ją zobaczyć
- Nie możesz, już dość się napatrzyłaś. -  Nie miałam wyjścia, musiałam go posłuchać. Leżałam w łóżku i wpatrywałam się w jeden punkt.
 - Wszystkim się zajmę - Nikodem położył się obok mnie. - Powiadomię jej rodzinę, przygotuję pogrzeb. Pochowamy ją godnie - pocieszał mnie.



~ NEYMAR ~ 


Leżałem i wpatrywałem się w puste łóżko, obok mnie. Zastanawiałem się, gdzie jest Nikki. Przecież powinna leżeć przy mnie. Z rozmyślań wyrwało mnie pukanie do drzwi.
 - Proszę - odpowiedziałem cicho i po chwili ujrzałem Manuelę i Nikodema – i jak? Dowiedzieliście się czegoś? - Nikodem usiadł na krześle, a Manuela stała nieruchomo, i nie odezwała się ani słowem. Wyglądała okropnie. Bez makijażu, z potarganymi włosami, i podpuchniętymi oczami. Nigdy nie widziałem jej w takim stanie.
 - Neymar, nie wiem jak ci to powiedzieć. Nikki  tu nie przyjdzie - Nikodem mówił to niespokojnie, głos mu drżał, ani razu na mnie nie spojrzał.
- Co to ma znaczyć?
 - Nikki nie żyje - w końcu to z siebie wydusił, a ja poczułem się jakby ktoś dał mi w mordę. - Jak to nie żyje? Przecież jeszcze wczoraj się kochaliśmy! Rozmawiała ze mną, jedliśmy lody, i przecież chciałem wziąć z nią ślub!Ona…ona była w ciąży - Nie mogłem w to wszystko uwierzyć. Zacząłem się obwiniać. Miała rację, bała się tego lotu, przeczuwaliśmy oboje, że to nie jest najlepszy czas aby wracać, jednak to zignorowałem. Jak mogłem? Nienawidziłem za to siebie. Czułem, jak po policzku spływały mi łzy, jedna po drugiej. W pewnym momencie zacząłem się drzeć w niebo głosy, aż w sali zebrało się mnóstwo lekarzy, próbujących mnie uspokoić. Wiedziałem, że nie mam już dla kogo żyć, poza Davim, który był moim skarbem. Jednak odczuwałem wielką pustkę. Moje życie rozpadło się na miliony małych kawałków. Każdy ranił moje serce z podwójną siłą.



 ***


 Trzy dni później patrzyłem jak trumna z jej ciałem znika pod powierzchnią piachu. Płakałem i tam, przy wszystkich. Pocieszałem jej Babcię, która stała teraz obok mnie, z dziewczynami u boku, i Dziadkiem na wózku inwalidzkim. Nie odzywaliśmy się. Wszyscy byli przepełnieni smutkiem, i zbyt zapłakani, by móc wypowiedzieć choć jedno słowo. Zobaczyłem jak Caroline podeszła do mnie, trzymając za rękę Daviego. Dziękowałem jej, że się pojawiła. Tuż obok nas zjawił się Kacper. W okularach przeciwsłonecznych, nie chciał, aby wszyscy widzieli go w takim stanie. Becky szła tuż obok niego, niosąc w ręku wiązankę chryzantem i tulipanów. - Lubiła te kwiaty - powiedziała, kiedy spostrzegła, że się im przyglądam - Wiem, zawsze je ode mnie dostawała. - czułem jak w moim gardle rośnie wielka gula. Nie byłem w stanie niczego z siebie wydusić. Po pogrzebie zebraliśmy się w jej starym domu. Kacper zajął się wszystkim. Na wprost mnie siedział pan Julian. Miał się dobrze, nie żałowałem wydanych pieniędzy na jego leczenie. Uśmiechnąłem się do niego prawie niewidocznym uśmiechem, ten tylko skinął głową, i spuścił wzrok. Kiedy skończyliśmy jeść obiad, usiedliśmy w salonie i wspominaliśmy ją. Wspaniałą Nikki, którą kochałem całym sercem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz