Przez chwilę Maciek był zaabsorbowany wpatrywaniem się we mnie jednak wkrótce zdołał coś powiedzieć.
- Iza? To ty? - Jego oczy przybrały kształt pięciozłotówek.
- Tak, to ja - odpowiedziałam, wciąż pełna gniewu
- O rany, nie poznałem cię. Zmieniłaś kolor włosów, cała uległaś przemianie - przerwał - Bardzo ładnie ci w tym kolorze - dodał po chwili.
Westchnęłam, wciąż czułam do niego złość za to, że przez cały ten czas ukrywał do mnie uczucie i powiedział o tym w najmniej odpowiednim momencie...
- Dziękuje, ale twoje komplementy nic nie zmienią - rzuciłam oschle. - Artur ci powiedział, że tu będę, prawda?
Maciek spuścił wzrok.
- Wiedziałam. - pokręciłam głową i zostawiłam go samego. Dołączyłam do pozostałych, którzy przebywali teraz w salonie, jedni palili papierosy, inni szaleli na parkiecie, a reszta okupowała barek uzupełniając swoje puste szklanki drinkami. Dopiłam swojego drinka i odstawiłam pustą szklankę na blacie w kuchni, po czym śmiałym krokiem weszłam na parkiet. Byłam już lekko wstawiona, a co za tym idzie odważna. Dołączyłam do Wojtka z klasy i zaczęliśmy się wygłupiać, tańcząc do szybkiej piosenki. Kiedy zrobiło się cicho, szybką muzykę zastąpiła spokojna i powolna. Maciek zrobił odbijanego. Normalnie bym go odepchnęła, ale tym razem było mi wszystko jedno, alkohol szumiał mi w głowie, zacierając rzeczywistość.
- Porozmawiamy? - usłyszałam, jak do mnie mówi, przykładając usta do mojego ucha, tylko tak byłam w stanie go usłyszeć, zagłuszały nas różne głosy.
- Co masz mi do powiedzenia?
Złapał moje ręce i zarzucił je sobie na szyję, tak bym mogła go przytulić. Byłam teraz tak blisko jego ciała, że gdybym chciała bez problemu mogłabym oprzeć swoją głowę na jego ramieniu.
- Wyjdziemy na zewnątrz?
- Po tej piosence - odpowiedziałam, zamykając oczy. Zatraciłam się w tańcu.
Kiedy utwór dobiegł końca oboje wyszliśmy z domu, kierując się w ciche miejsce. Usiedliśmy na pobliskiej ławce w parku obok domu Darii. Było już późno, więc zrobiło się nieco chłodniej. Nie wzięłam ze sobą kurtki, więc zaczęłam pocierać dłońmi ramiona. Maciek bez słowa zdjął bluzę i zarzucił mi ją na plecy otulając zmarznięte ręce. Poczułam zapach jego perfum, które działały na mnie kojąco. Świeże powietrze sprawiło, że zaczęłam trzeźwieć i dokładniej odbierać rzeczywistość.
- O czym chciałeś porozmawiać?
Maciek wyciągnął papierosa i odpalił go. Po chwili wokół nas unosił się dym. Zaciągnął się, i wypuszczając szarą mgłę z ust zaczął mówić: - Wiem, że masz mnie za dupka, ale chciałbym to jakoś naprawić. Odkąd ostatni raz cię widziałem, ciągle o tobie myślę.
- Teraz jest już na to za późno...Dlaczego zjawiasz się w najmniej odpowiednim momencie? Dlaczego wtedy, gdy ja zaczęłam układać swoje życia od zera? - zasypałam go masą pytań.
- Myślałem, że to wszystko potoczy się inaczej...Nie przewidziałem, że kiedy wyznam ci co do ciebie czuje, tak zareagujesz.
- Niczego nie można być pewnym... - spojrzałam na niego z wyrzutem. Jego oczy były przepełnione żalem i smutkiem. Przez chwilę poczułam, że wszystkie uczucia do niego odżyły. Przypomniałam sobie wszystkie chwile, w których byłam taka słaba kiedy znajdował się obok. Od pocałunku dzieliły nas milimetry. Zdołałam się jednak powstrzymać i odsunęłam się, odwracając głowę.
- Czyli nic z tego? - zapytał - Raz na zawsze przekreślasz to co nas łączyło?
Poczułam, jak po policzku spływa mi łza. Jego słowa bardzo mnie dotknęły.
- Mam kogoś. - odpowiedziałam łamiącym się głosem
- Więc to tak. W takim razie po co to wszystko. Staram się jak głupek, na nic...
- Spóźniłeś się. Mogłeś od razu wyciągnąć karty na stół, a nie udawać, że mnie nienawidzisz, i unikać jak ognia. Nie zasłużyłam sobie na to. Kochałam cię, bardzo, pokochałam od pierwszego słowa jakie do mnie powiedziałeś, ale nie byłam gotowa ci tego wyznać, bo traktowałeś mnie tak a nie inaczej, trzy lata darzyłam cię miłością. Wiesz jakie to uczucie wiedzieć, że ta miłość jest nieodwzajemniona? Oszukiwałam się, bo przecież ty mnie kochałeś, ale skąd mogłam to wiedzieć? Chyba już wyleczyłam się z ciebie. Za dużo nas poróżniło...Nie wiem czy ktokolwiek byłby wstanie sprawić abym zmieniła zdanie. - uświadomiłam sobie, że dalej go kocham, ale wiedziałam, że wyznanie mu tego byłoby zbyt niebezpieczne. - Nie kocham cię już - skłamałam. Ostatnio kłamstwa przychodziły mi z ogromną łatwością, jednak ich gorzki smak sprawiał, że czułam się podle.
- Ja wciąż będę cię kochał, i nie przestanę, nawet jeśli znikniesz, i już nigdy się nie zobaczymy. Wiem, że jeśli wyjdziesz, nie będę w stanie cię zatrzymać. Ale pozwolę ci odejść, bo jeśli kogoś się kocha to trzeba pozwolić mu na to aby był szczęśliwy, niekoniecznie z nami. Tak trzeba, tak będzie lepiej.
Coś we mnie pękło. W chwili kiedy zaczął swój monolog byłam już prawie gotowa wstać i wrócić na domówkę, ale mimo wszystko wysłuchałam go do końca, pozwalając dać upust emocjom. Łza leciała jedna za drugą. Usiadłam i czułam, że przywieram do ławki. Coś mnie przy nim trzymało. Jakaś siła. Zaczęłam mówić: - Tak będzie lepiej dla ciebie? - spojrzałam na niego
- Tak będzie lepiej dla nas - odpowiedział, po czym podniósł się. Również wstałam i oddałam mu bluzę. Zabrał ją ode mnie i założył, po czym odszedł. Jednak nie kierował się na domówkę. Szedł w zupełnie innym kierunku. Wracał do domu, zostawiając mnie samą pośrodku parku.