5.10.2017

CHANGE cz. 16




 Nie musiałam długo czekać, aż do pokoju wparował Dave. Spodziewałam się krzyków, wyzwisk typu „Idiotko, podnoś się z tego łóżka i leć cieszyć się życiem!”, jednak tak się nie stało. Usiadł naprzeciwko mnie i ze współczuciem spojrzał na mnie.
 - Niezłe gówno co nie? - oboje parsknęliśmy śmiechem. - Zrobię nam herbatę i porozmawiamy.
  Jak mówił tak zrobił i po dosłownie dziesięciu minutach siedzieliśmy wspólnie pod jedną kołdrą, oparci plecami o ścianę.
 Uwielbiałam swoją sypialnię, najlepsze w niej było to, że było łóżko, w którym mogłam leżeć godzinami. Kładłam się, naciągałam kołdrę i nic się wtedy nie działo. Nie było ludzi…byłam sama.
 - Wiem doskonale jak się czujesz. Cały rok zastanawiałem się, czy między mną a Roxan może do czegoś dojść. Byłem taki głupi zwlekając, aż ją straciłem.
- Wiem co chcesz przez to powiedzieć. - w odpowiedzi objął mnie ramieniem przez co ponownie poczułam się jak w dzieciństwie.
 Od piaskownicy bawiliśmy się wspólnie, a Dave bronił mnie przed całym światem. Kiedy dzieci zabierały mi zabawki, stawał pomiędzy nas i odbierał im je. Kiedy tata zarzucał mi marnowanie swojego życia, pomagał mi przetłumaczyć mu, że to tylko przejściowe. Gdy jakiś idiota doprowadzał mnie do łez, nie zostawiał na nim suchej nitki. Teraz niestety nie mógł uchronić mojego złamanego serca.
- Kto o tej porze cię odwiedza? - zdziwił się i podniósł z łóżka.
 Również zaskoczona podążyłam za nim.
 - Słucham? - otworzył drzwi
- Jest Merel?
- To on? - zwrócił się do mnie, na co kiwnęłam twierdząco głową - Mam mu powiedzieć, że jesteś, czy cię nie ma?
- Spokojnie, niech wejdzie.
- W takim razie zostawię was samych. Pewnie chcecie porozmawiać w cztery oczy. - mówiąc to zabrał swoje rzeczy i opuścił mieszkanie.
 Przez chwilę oboje staliśmy w niezręcznej ciszy przyglądając się sobie. Kiedy brunet podszedł w celu przytulenia mnie lub czegoś innego, postawiłam rękę między nami nie pozwalając na to.
 - Po co przyszedłeś? - starałam się być chłodna
- Wyjaśnić parę spraw.
- Konkretnie? - skrzyżowałam ręce na piersi.
- Konkretnie to ostatni wybuch złości twojej przyjaciółki. - spojrzał na mnie podnosząc jedną brew. - Podbiegła do mnie i zaczęła okładać pięściami. Kellan ledwo odciągnął ją ode mnie.
- Nic nie wiem na ten temat. Powinieneś wyjaśniać to z nią. - kierowałam się w stronę sypialni, jednocześnie uradowana determinacją przyjaciółki.
- Nie do końca. Chciałem sprawdzić jak radzisz sobie z zazdrością o mnie. - czułam jak się uśmiecha.
- Jaką zazdrością? - gwałtownie odwróciłam się w jego stronę co nie wyszło na moją korzyść.
 Stał blisko mnie...zbyt blisko. To powodowało, że nie mogłam logicznie myśleć. Położył swoją dłoń na moim policzku i wpatrywał się w moją reakcję.
- Nie jestem zazdrosna. - ostatkiem sił utworzyłam między nami barierę odpychając go od siebie.
- Ona nic nie znaczyła. Nikogo nie mam. - jego siła zaskakiwała mnie, sprawnym ruchem odepchnął moją rękę i chwycił mnie w biodrach.
- Nic mnie to nie obchodzi. Wyjdź! - wskazałam na drzwi
- Uwielbiam kiedy taka jesteś! - ujął moją twarz i wpił się w moje usta.