15.10.2017

CHANGE cz. 19


Ubrana w obcisłą czarną sukienkę sięgającą mi do połowy ud, założyłam na nogi wysokie szpilki i przeczesałam czerwonymi paznokciami po swoich długich, brązowych lokach, lecz przez chwilę wpatrywałam się w lustro, mając wrażenie, że o czymś zapomniałam. Po chwili
chwyciłam do rąk szminkę i przejechałam po wargach zostawiając na nich czerwony ślad.
 Gotowa opuściłam mieszkanie i wsiadłam do samochodu Kellana.
- Pięknie wyglądasz.
- Dziękuję Lucas. - posłałam mu ciepły uśmiech.
- Wszyscy gotowi na zabawę? - zapytał kierowca.
- Taak! - rozległo się po całym samochodzie.
- Hej, Merel! - usłyszałam głos Kellana. - Nie obawiaj się, nie prowadzę tak tragicznie.
 Oboje zaśmialiśmy się i przez resztę drogi starałam się mieć na ustach, chociaż odrobinę uśmiechu.
 Nie musiałam długo czekać, aż zjawił się pierwszy adorator do tańca i za nim kolejni. Popijałam drinka za drinkiem poprzedzając każdy tańcem. Przez cały wieczór nie myślałam o irytującym i tajemniczym chłopaku. Starałam się bawić w najlepsze i nie rozmyślać o nieprzyjemnych rzeczach.
- Witaj tajemnicza nieznajoma. - przywitał mnie znany już barman.
- Witaj Bruno!
- Jak się bawisz? - szykował drinka, mimo iż nie złożyłam jeszcze zamówienia.
- Nie narzekam na nudę. - wyszczerzyłam białe ząbki.
- Widzę, że nie możesz się odpędzić od towarzyszów wieczoru. - ustawił przede mną drinka. - Na mój koszt. - puścił mi oczko.
- Dzięki, może i masa adoratorów, ale żaden odpowiedni. - zrobiłam smutną minkę.
- Może da się coś zrobić. - odczytał moją propozycję i za chwilę wrócił z zaplecza. -Załatwione, poświęcę ci jeden taniec. - wyciągnął rękę w moją stronę.
- Oh, tylko na to czekałam! - nie zwlekając podałam mu dłoń i wspólnie ruszyliśmy na podbój parkietu.
 Jeden taniec zamienił się w dwa, a później trzy...nie mogliśmy się od siebie oderwać. Po kilku szybszych piosenka nastąpiła wolniejsza. Przystojny, czarny brunet  przyciągnął mnie do siebie i sprawnie poruszał naszymi ciałami. Mój śmiech plątał się w odgłosy głośnej muzyki. Ludzie wpatrywali się w nas z różnymi minami na twarzach, ale nam to nie przeszkadzało. Do momentu...aż poczułam mocny uścisk na ręce. Był tak silny, że z moich ust wydobyło się głośne „auć!”.
 Spojrzałam w stronę tej osoby i zaniemówiłam. Bryan.
- W tej chwili odsuń się od niej. - wycedził głośno przez zęby.
- A jak nie to co? - Bruno wydawał się być rozbawionym z tej sytuacji.
- Powiedziałem odejdź! - chwycił go za koszulę prawie podnosząc w powietrze.
- Bryan! Przestań! - chwyciłam go za twardy biceps .
- To nie mnie zaraz wyprowadzi ochrona. - barman wydawał się być niewzruszony.
- Bryan! Puść go! - przeniósł swój rozzłoszczony wzrok na mnie i zostawił chłopaka w spokoju.
 Nie odzywając się i ignorując wszystkich ludzi pociągnął mnie za rękę w kierunku wyjścia.