13.07.2018

PERFECTION 16


Rozluźniona lecz niewyspana, przebudziłam się koło godziny 6:00. Właśnie o tej porze Vance wstawał do pracy. Chyba był pod prysznicem bo z łazienki dochodził odgłos puszczanej wody.
 Zarzuciłam na ramiona szlafrok i ruszyłam w kierunku kuchni przygotować mu jakieś szybkie, lecz ciepłe śniadanie. Postawiłam na omlety. Sprawnie rozbiłam jajka dorzucając do nich pokrojony szczypiorek i pieczarki.
- Co tak pachnie? - do kuchni wszedł ubrany w garnitur Vance.
- Śniadanie.
- Dlaczego już nie śpisz?
- Chciałam zrobić Ci ciepłe śniadanie. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- Nie trzeba było, wiesz przecież że jem na mieście. - pocałował mnie w policzek. - Zostaw te garnki i idź jeszcze spać. Do zobaczenia wieczorem. - pożegnał się i nawet nie jedząc śniadania zostawił mnie samą w naszym mieszkaniu.
 Kiedy wybiła godzina 8:00, postanowiłam przyszykować się do wyjścia. Zamówiłam taksówkę i na wyznaczoną godzinę zeszłam na dół. Postanowiłam odwiedzić sklep dosyć wcześnie. Jaki był tego powód? A no oczywiście Levi. Nie miałam zamiaru spotykać go, zwłaszcza po wczorajszej sytuacji.
 W czasie drogi dzielącej sklep od mieszkania, zadzwoniłam do salonu fryzjerskiego, umawiając się na próbną fryzurę. Wolałam teraz zająć się wszystkimi sprawami związanymi z biznesem, aby przypadkiem w stałych godzinach  nie natknąć się na niechcianą osobę.
 - Dzień dobry. - przywitała mnie zaskoczona Mary, przychodząc na swoją zmianę.
- Witaj, zajęłam się wszystkim, więc spokojnie możesz zająć się nadchodzącymi klientami. -sprostowałam.
- Dobrze.
- W razie problemów dzwoń. Nie wrócę już dzisiaj, umówiłam się z fryzjerem i kosmetyczką.
- Wszystkim się zajmę. - posłała mi ciepły uśmiech, po czym opuściłam lokal.

***
 Kiedy tylko opuściłam fryzjera, moim oczom ukazało się znane audi. W duchu modliłam się, aby to nie był on.
- Van, wsiadaj. - mówił przez uchylona szybę.
- Przejdę się.
- Van, proszę. - nic więcej nie odpowiedziałam.
 Zwyczajnie w świecie szłam przed siebie. Kiedy myślałam, że Levi dał sobie spokój, bez większych ceregieli znalazł się przede mną, tym samym torując mi drogę.
- Nie zachowuj się tak. - próbował chwycić moje ręce, jednak wyrwałam je.
- Zachowuję się normalnie. A teraz przepraszam, ale jestem umówiona. - nie czekając na jego reakcję, obeszłam go i ruszyłam przed siebie.
 Nie chciałam z nim rozmawiać, wiedziałam że kiedy to zrobię kolejny raz zapanują nade mną te emocje, które towarzyszyły nam wczorajszej nocy. Nie chciałam tego. Nie chciałam znowu tego czuć w swoim ciele. Chcę panować nad wszystkim, a przy nim jest to niemożliwe.