6.04.2018

WIRTUALNA NIĆ 27

Obudziłam się przed Maćkiem. Podczas kiedy on smacznie spał, ja postanowiłam się zrewanżować za wczorajszą kolację i zamówiłam śniadanie tuż do pokoju. Miałam nadzieję, że do tej godziny wstanie. Nie czułam wyrzutów sumienia. Zrozumiałam, że to jego potrzebowałam przez moje całe trudne życie. Obserwowałam jak śpi. Jego oddech był miarowy i jednostajny. Delikatnie zebrałam rzeczy z podłogi i wrzuciłam do torby, wyciągając czyste. Założyłam białą dłuższą bluzkę, która sięgała mi do połowy ud i granatowe dżinsy z przetartym materiałem, do tego czarne skarpetki. Włosy związałam w koka nisko tuż przy szyi i zabrałam się za makijaż. Kiedy skończyłam usłyszałam Maćka.
- Kiedy wstałaś?
- Pół godziny temu
- Jadłaś coś?
- Nie, czekałam na ciebie.
- Serio? - na jego twarz wkradł się uśmiech
- Serio - odwzajemniłam uśmiech.
Wstał i poszedł wziąć prysznic. Akuratnie kiedy wyszedł, przyniesiono nam śniadanie. Zabraliśmy się do jedzenia. Po skończonym posiłku przystąpiłam do pakowania.
- Jedziemy już? - Maciek wybił mnie z zamyślenia
- Nie wiem, to od ciebie zależy
- Zostańmy jeszcze. Nigdy nie miałem okazji być w Sopocie. Masz jakieś ulubione miejsce?
- Konkretnie nie mam, ale mogę zabrać cię na plażę.
- Brzmi świetnie.
Bez większych ceregieli opuściliśmy hotel, kierując się na plażę. Z daleka było widać fale bijące o brzeg.
- Pięknie tutaj. - zachwycał się widokiem
- Masz rację - zamknęłam oczy, wracając do wspomnień z wakacji. - Najpiękniejszy okres mojego życia.
- Nie spodziewałem się, że będę kiedyś tutaj z tobą.
- A jednak - posłałam mu uśmiech.
Szliśmy teraz wzdłuż plaży, pozwalając by woda obmywała nasze bose stopy.
- Co teraz zrobisz?
- Z? - starałam się dowiedzieć
- Odejdziesz od niego?
Zabił mnie tym pytaniem. Mój dobry nastrój nagle zniknął, a na jego miejsce przybyły wyrzuty sumienia i ból.
- Nie wiem, to nie jest takie proste - zmartwiłam się.
- Dla mnie też nie. Uwierz, chciałbym mieć cię tylko dla siebie.
- Przestań! - wyrwało mi się. Nie panowałam nad tym, byłam na siebie wściekła za moją słabość, wyżywałam się na nim, chociaż nie był niczego winien.
- Iza, co z tobą? Jeszcze wczoraj...
- No właśnie, wczoraj! Dzisiaj jest dzisiaj, nie wracajmy do tego.
- Dobrze, jeśli chcesz - jego głos był podłamany.
- Chodźmy stąd i wracajmy do Opola.
- Zgoda - odrzekł.

***

W drodze do Opola nie odzywaliśmy się do siebie. Wpatrywałam się w obrazek, który dostałam od Zosi. Ponownie ujął mnie za serce. Działo się tak ilekroć na niego patrzyłam. Wzrok przeniósł się teraz na Maćka. To nie był przypadek, że znalazł sobie miejsce w sercu Zosi. Zrobiło mi się głupio i postanowiłam, że przeproszę go za moje poprzednie zachowanie na plaży.
- Maciek...?
- Tak? - odpowiedział, bez emocji
- Przepraszam za moje zachowanie, czuję się jak idiotka, nie powinnam się na tobie wyżywać
- Iza, daj spokój. Było minęło, nie warto do tego wracać.
- Do tamtego zdarzenia, czy minionej nocy?
Nie odpowiedział. 
- Czy to znaczy, że to nie miało znaczenia...?
- Iza...Miało, oczywiście, że miało. Ale co z tego, skoro nie możemy być razem? Wolisz być z kimś kogo nigdy nie widziałaś na oczy. 
- Dosyć - uciszyłam go. Miał cholerną rację, ale nie chciałam mu jej przyznawać. Prawda zbyt mocno bolała. 
- Widzisz, nie potrafisz się do tego przyznać, chociaż dobrze wiesz, że mam rację. 
- Nie chcę tego słyszeć. 
- Dobrze. W takim razie już nic nie powiem. Chyba nigdy nie zrozumiesz, że jesteś dla mnie kurwa wszystkim. Na prawdę tego nie widzisz? Myślisz, że inaczej jechałbym z tobą w tak daleką drogę? Cholera, nie chcę cię stracić, ale widzę że do tego zmierza to wszystko. Wrócimy do Opola i wszystko będzie jak dawniej. Nie będziemy mieli kontaktu.
- Nie mów tak - oburzyłam się
- Wiesz, że to prawda.
- Nie masz racji.
- To udowodnij to. Udowodnij, że to coś dla ciebie znaczy.
- Zatrzymaj się. - zażądałam
- Po co? - Był zdziwiony
- Zatrzymaj się, dobra?
Zjechał z autostrady i wjechał w leśną drogę. Kiedy tylko się zatrzymał odpięłam pas i przyciągnęłam go do siebie, namiętnie całując. Nie musiałam czekać, na reakcję z jego strony. Mocno mnie objął, jak gdyby nie chciał mnie już nigdy wypuścić z rąk. Wkrótce oderwaliśmy się od siebie.
- Czy póki co, tyle ci wystarczy? 
- Chyba nie mam innego wyjścia - odpowiedział, po czym znów zaczął mnie całować. Byłam już pewna, że to co do niego czuję, nie było chwilowe, nie pod wpływem emocji. Uczucie było prawdziwe. 

***

Gdy dotarliśmy do Opola, był już wieczór. Niechętnie wracałam do domu. Nie chciałam się z nim rozstawać. Powrót do rzeczywistości był dla mnie jak kubeł zimnej wody.