12.06.2016

NOWE ŻYCIE 14

Z Fabianem zaczęliśmy spotykać się regularnie. Często bywałam u niego. Teraz też zamierzałam spotkać się z nim. Założyłam czarne legginsy, luźny beżowy top i czarne Air Maxy. Chciałam zrobić mu niespodziankę. Pod jego drzwiami byłam po niecałych piętnastu minutach. Zadzwoniłam do drzwi. Otworzył z nieokreślonym wyrazem, jakby na jego twarzy malowały się na raz zdziwienie, że to ja przyszłam do niego, oraz zadowolenie, że znów się widzimy.
- Niespodzianka! - krzyknęłam i rzuciłam mu się w ramiona. Nie odpowiedział, tylko od razu wziął mnie na ręce i zaczął całować zamykając nogą drzwi. Położyliśmy się na łóżku. Całowaliśmy się przez dłuższy czas, wkrótce przerwał je i spojrzał mi głęboko w oczy. 
- Dobrze znów cię widzieć. - powiedział między pocałunkami.
- Mhm... - odwzajemniałam pocałunki. Kiedy oboje nasyciliśmy się swoimi ustami zaczęliśmy swobodnie rozmawiać. 
- Opowiedz mi coś o sobie - zagadnęłam
- Nie wiem czy jest coś do opowiadania. Mieszkam sobie tutaj w tym mieszkaniu, chodzę do pracy, spotykam się z tobą...
- To już wiem, chciałam abyś powiedział mi coś o czym nie mam jeszcze pojęcia
- Moje życie jest nudne - odwrócił wzrok
- Mamy czas
- No więc miałem sporo dziewczyn, ojciec jest w Niemczech, a mama w Holandii. Są po rozwodzie.
Nie mam rodzeństwa, lubię dużo imprezować, czasem jaram zioło
- Robi się ciekawie 
- No, no - pocałował mnie znowu. - A jakie jest twoje życie?
- Zapewniam cię, że zanudzisz się na śmierć słuchając o moim
- Mamy czas - znów mnie pocałował
- No więc... - zbierałam myśli, jednocześnie zastanawiając się jak opisać życie szybko i tym samym sprawić by nie zaczął ziewać - Mieszkam z mamą i ojczymem, nie lubię jego córeczki, mam młodszego brata Antosia, mój ojciec rozwiódł się z mamą kilka lat temu, i wyjechał do Irlandii. Mieszka tam z nową kobietą Rebeką i jej dwójką dzieci, Andrewem i Victorią. Jeździmy do nich z bratem w każde wakacje, bo mama nie utrzymuje już kontaktu z tatą. Mam jedną przyjaciółkę, i to chyba wszystko, co powinieneś wiedzieć. A i nie mam szczęścia w miłości - zakończyłam swój monolog. 
- No, oszukałaś mnie.
- Dlaczego?
- Mówiłaś, że się zanudzę, a jest przeciwnie. Jest bardzo ciekawie.
- Bardzo - skwitowałam
- Chcesz coś do picia? - przerwał chwilową ciszę, jaka wisiała pomiędzy nami
- A co proponujesz?
- Colę, piwo, sok. I coś jeszcze... - zaczął mnie całować
- W takim razie poproszę Colę. - odsunęłam się od niego

Przyniósł dwie szklanki i butelkę. Najpierw nalał mi a następnie sobie. Kolejny raz dał mi buziaka i podał napój. 
- A może wyskoczymy gdzieś maleńka?
- Nie mogę, muszę iść do Nikki
- Przyjaciółki?
- Tak, zgadza się.
- W takim razie kiedy masz czas?
- Jutro? Myślę, że dam radę
- Przyjadę po ciebie
- Zgoda
Pożegnał mnie namiętnym pocałunkiem i ciągle całując odprowadził do drzwi czule tuląc mnie do siebie
- Do jutra kochanie
- Do jutra

Z Fabianem układało mi się cudownie. Mijały miesiące a my bardzo się ze sobą zżyliśmy. Tak myślałam do czasu kiedy zrobił się jakiś inny, obcy, czułam, że nie jest tak samo, że coś między nami pękło. Przyszedł do mnie do baru, siedzieliśmy, rozmawialiśmy, ale musiałam go zostawić, ponieważ poszłam zbierać się na zmianę. Kiedy wyszłam z zaplecza, nie wierzyłam w to co widzę. Siedział z jakąś brunetką i muszę przyznać, że z dość ładną. Na początku nie mogłam skojarzyć skąd ją znam, ale później dotarło do mnie, że kiedyś byłyśmy ze sobą dość blisko zaprzyjaźnione, a teraz utrzymywałyśmy znikomy kontakt.
Postanowiłam nie robić mu scen, więc udałam, że nie widzę ich razem i po prostu wykonywałam swoje obowiązki. Kilka dni później, kiedy leżałam w jego objęciach był jakiś podenerwowany, jakby chciał się uwolnić ode mnie. Dostał wiadomość. Na początku nie reagował, ale jego zachowanie stawało się coraz bardziej nieznośne. Czekałam na moment kiedy będę mogła przejrzeć jego telefon. Nie chciałam tego robić, ale myśli nie dawały mi spokoju. Bałam się po raz kolejny stracić miłość, od tak wypuścić ją z rąk. Poszedł do toalety. Nie czekając chwili dłużej chwyciłam jego telefon i weszłam w wiadomości. Był od Dorothy. Spotkamy się? Nawet nie wiesz jak się za Tobą stęskniłam. Czekam u mnie. Przyjdź, proszę./ D Przyłożyłam dłoń do ust, nie wierząc w to co widzę. Rozkojarzona już miałam odłożyć telefon na miejsce, kiedy Fabian wszedł do pokoju i złapał mnie na gorącym uczynku. Nie czułam się z tym źle, że grzebałam mu w prywatnych rzeczach, w końcu byliśmy razem już jakiś czas i miałam prawo wiedzieć, czy niczego przede mną nie ukrywa i moja intuicja po raz kolejny mnie nie zawiodła. Widziałam że chciał coś powiedzieć, ale go ubiegłam.
- Możesz mi wytłumaczyć do cholery co się tutaj dzieje? Co ma znaczyć ta wiadomość? Cholera! Fabian, zaufałam ci, a ty tak mnie traktujesz? Zauważyłam, że ostatnio jesteś jakiś nie swój, ale nigdy nie podejrzewałam cię o to, że możesz mi zrobić coś takiego.
- Przestań robić mi sceny zazdrości! Wiesz doskonale, że nie podoba mi się nikt oprócz ciebie. Manuela zrozum to w końcu.
- Chciałabym, Fabianie, ale za bardzo mnie to zabolało. - Czułam jak łzy stają mi w oczach
- Była ładna, sama to potwierdzisz.
- Jak możesz... - czułam jak łzy spływają mi po policzkach. Wiem dobrze, że ci się podoba. Widziałam jak na nią patrzysz. I do tego jeszcze akurat musiałeś wybrać moją koleżankę.
- Co z tego, że jest twoją koleżanką?
- Szkoda mi słów na ciebie. - zaczęłam zbierać swoje rzeczy. 
- Dobrze się składa, bo mi na ciebie też. Zachowujesz się jak furiatka
- A ty jak alfons
- To koniec
- Co za ulga - powiedziałam w złości, choć tak naprawdę czułam jak pęka mi serce, jak rozsypuje się na kilka małych kawałeczków, raniąc mnie od środka. - Żegnaj.
- Nara dupcio
Westchnęłam, biegłam do domu, płacząc i zastanawiając się gdzie przez ten cały czas miałam oczy.

~ FABIAN ~

Manuela wydawała się być inna. Nie wiedziałem, że jest aż taką zazdrośnicą. Miałem tego dość, musiałem z nią zerwać. Z dnia na dzień wydawała się coraz bardziej podejrzliwa, denerwowało mnie to, nie lubiłem gdy ktoś mnie kontrolował. Poznałem Dorothy całkiem niedawno, urzekła mnie jej uroda i prawdę mówiąc Manuela nie mogła jej pod tym względem dorównać. Zdecydowanie lepsza. Codziennie zaskakiwała mnie swoim temperamentem. Nie to co Manuela, czułem, że z każdym dniem do naszego związku wkrada się monotonia. 

~ MANUELA ~

Minęło kilka dni odkąd rozstałam się z Fabianem, mimo to nie potrafiłam o nim zapomnieć. Był dla mnie naprawdę kimś wyjątkowym, miałam do siebie żal o to, że nie potrafię zatrzymać przy sobie żadnego faceta. Długo myślałam o tym, co mi powiedział. Może faktycznie byłam chorobliwie zazdrosna, może faktycznie oni tylko się spotykali, jako znajomi. Ale z drugiej strony znajomi nie wysyłają do siebie wiadomości takiej treści. Tylko, wewnątrz mnie, podświadomie czułam, że muszę o niego walczyć. Kiedy był w pobliżu czułam się wyjątkowa, zawsze sprawiał, że miałam w sobie tyle bliżej nieokreślonych emocji. Nie zastanawiając się długo zalogowałam się na portal społecznościowy. Pierwsze co chciałam zobaczyć, to jego aktywność. Był! Serce podskoczyło mi do góry. Mimo, że tak bardzo mnie zranił, nie mogłam go stracić. Nie marnując czasu, napisałam do niego.
- Cześć, jak tam? - siedziałam w napięciu, czekając na odpowiedź.
- Zajebiście, a tu? - zdziwiłam się, że odpisał. Ale nagle poczułam złość, że nie przeżywa po naszym rozstaniu, że nie stara się o mnie walczyć, nie prosi mnie bym wróciła.
- Aż tak ci się poprawił humor, od naszego rozstania? - szczerze mówiąc, spodziewałam się innej reakcji
- Zawdzięczam to pewnej dziewczynie
- Ah tak? Komu? - łzy natychmiast napłynęły mi do oczu. Wyobraźnia nasuwała mi różne scenariusze. Wyobrażałam sobie inną dziewczynę na moim miejscu. Jak leży obok niego, jak przeżywa wspaniałe chwile właśnie z nim
- DOROTHY 
Nie byłam w stanie zrobić nic więcej. Trzasnęłam klapką laptopa. Nie wierzyłam w to co widzę. Bez zastanowienia ubrałam szybko buty i wiedziałam do kogo pójdę. 


***

Czułam się jak w amoku, szłam automatycznie, na wstrzymanym oddechu. Znałam drogę na pamięć. Nie czułam nic, oprócz tego że serce przeszywa mi się na wskroś. 
- Eh, Fabian od początku wydawał mi się podejrzany - mówiła dalej Nikki podając mi kubek z ciepłym kakao. - Nie wiedziałam że jest do tego zdolny. A po Dorothy szczególnie bym się nie spodziewała, zwłaszcza że kiedyś byłyście blisko.
- No właśnie, to było kiedyś. Nie miałam z nią kontaktu od dwóch lat. Co poradzisz, idę do przodu.
- I to jest najlepsze, co możesz w tej chwili zrobić
- Słuchaj - zagadnęłam - a zostały ci jeszcze dragi jakieś? - dokończyłam bardzo niepewnie.
- Nie, przykro mi
- To dzwonię do Matthewa
- Spoko
- Zioło wezmę
- Spoko, ja też
- OK
- To za facetów i przez facetów... Każdy buch za frajerów - zaśmiałyśmy się i chwyciłam za telefon aby zamówić towar.


Matthew zadzwonił do drzwi. Poleciałam otworzyć. Zastałam go z paczką w rękach.
- Ile płacę? - zapytałam, sięgając po portfel
- Jak dla was za darmo, wystarczy, że odpalicie mi coś tam. Mogę wejść?
- Jasne - zamknęłam drzwi nogą i poszliśmy na górę.

- Nauczę was jak się jara zioło - Matthew wyciągnął lufkę
- OK - Nikki była wniebowzięta. Zaciągałyśmy się a ja z każdym buchem zapominałam o Bożym Świecie. Było tak zajebiście oderwać się od codzienności i problemów. To było życie... Co tydzień brałyśmy kolejny towar, który starczał nam do końca tygodnia i tak w kółko. Każde wyczekiwanie było porównywalne do kogoś kto cały miesiąc czeka na wypłatę, bo po tygodniu w lodówce widzi już tylko pojedyncze produkty i światło. Nie szkoda nam było forsy. Rządziłyśmy tym tak, aby starczało na nas dwie i każda była zadowolona, ale w końcu zaczęło brakować kasy, którą musiałam dokładać również do domu, ale też na własne potrzeby i brata. Jedynym wyjściem było polecieć do taty. Wiedziałam, że zawsze mogę na niego liczyć, również jeśli chodziło o wsparcie finansowe. Musiałam poprosić go aby przelał choć dwa tysiące na moje konto bankowe na którym do niegdyś był spadek po zmarłej babci. Zostały jakieś oszczędności, ale z pewnością nie uzbierało by się na kolejny towar.


***

Antoś ucieszył się z wiadomości, że wyjeżdżamy na trochę do taty. Mama nie chciała, abyśmy utrzymywali jakiekolwiek kontakty z Johnem. Nie rozumiałam jej, ale w końcu Tomasz miał na nią zły wpływ. Wyjechaliśmy na lotnisko o godzinie piątej nad ranem, łącznie z odprawą wsiedliśmy do samolotu o godzinie dziewiątej. Brat był bardzo zmęczony tak więc, zanim samolot wystartował zasnął. Lot trwał dwie godziny. Nie zmrużyłam ani na chwilę oka. Wstyd było mi przyznać się przed ojcem, że potrzebuję takiej sumy pieniędzy, mimo że pracuję. Jednak również nie powiem mu że są to małe sumy i ledwo starcza na nasze potrzeby jedzenie i chociaż gram Marihuany. Nie wiedziałam też jak przyjmie mnie Rebeka. Nie odzywałam się przez dłuższy czas, a zarazem głupio było by wpaść na jeden dzień, wziąć pieniądze i odlecieć następnego. Gdy podróż dobiegła wreszcie końca, postanowiłam, że zostaniemy co najmniej dwa tygodnie. Zadzwoniłam do Matthewa i oznajmiłam, że dwa tygodnie muszą sobie poradzić beze mnie. Antoś nie chodzi jeszcze do przedszkola, więc nie miałam wyrzutów sumienia, że opuści szkołę. Mimo tego wszystkiego cieszyłam się, że ponownie zobaczę ojca i poznam się bliżej z Rebeką i moim przyrodnim rodzeństwem. Dwie godziny rozmowy na skejpie nie wystarczały. Było to bowiem coś innego, niż codzienna obecność. Pierwszy raz cieszyłam się z podjętej przez siebie decyzji.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz